Zakładki:
Liczniki odwiedzin
sobota, 25 stycznia 2014

Popularny napój Kubuś Play, pozostawiony na noc w samochodzie, w którym o poranku termometr wskazywał -8 stopni Celsjusza był tylko... schłodzony. Fot. Łukasz Szełemej [Radio Szczecin]

Fot.łukasz Szełemiej - Radio Szczecin

Gdy temperatura spada kilkanaście stopni poniżej zera, zamarzają trakcje kolejowe, ale nie soki dla dzieci. Popularny napój Kubuś Play, pozostawiony na noc w samochodzie, w którym o poranku termometr wskazywał -8 stopni Celsjusza był tylko... schłodzony.
 To działanie syropu fruktozowo-glukozowego - wyjaśnia dr Elwira Wróblewska z Wydziału Technologii i Inżynierii Chemicznej Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego w Szczecinie. - Można to częściowo odnieść do sytuacji, w której mamy do czynienia z płynami chłodniczymi w samochodach. Tam czynnikiem, który sprawia, że substancje nie zamarzają, jest dodatek takich związków chemicznych, jak glikol etylenowy czy glikol propylenowy.
Mieszkańcy Szczecina, a zwłaszcza rodzice są zszokowani.:
- Żenada. To soki dla dzieci, więc powinni dać naturalne składniki, a nie chemię - uważają rodzice. 

Syrop glukozowo-fruktozowy jest najczęściej stosowanym składnikiem słodzącym w większości napojów. Zdaniem specjalistów, odpowiada za epidemię otyłości wśród dzieci. 
Tekst pochodzi ze strony http://radioszczecin.pl/index.php?idp=1&idx=107750&idf=245547
15:26, soeltech
Link Komentarze (5) »
piątek, 08 listopada 2013

Ian Crane wprowadza w zagadnienie "Codex Alimentarius" realizowanego w Polsce pod nazwą Kodeksu Żywnościowego, kluczowa pozycja dla wszystkich których interesuje zdrowe życie i wolność konsumenckiego wyboru.

1

2

3

4

5

6

 

7

8

 

9

10

00:20, soeltech
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 07 listopada 2013

Źródła pokarmowe

                W żywności witamina D występuje w niewielkich ilościach, głównie w produktach zwierzęcych. Szczególnie bogate są w nie oleje z wątroby ryb (tran), jednak jest to wyjątek w śród produktów spożywczych. Spore ilości zawierają ryby morskie, niewielkie ilości znajdują się w produktach zwierzęcych (mięso, podroby i przetwory mleczne). Produkty roślinne raczej nie zawierają witaminy D (śladowe ilości w produktach zbożowych i olejach roślinnych oraz niektórych gatunkach grzybów) (tabela 1)
Tabela 1
Zawartość witaminy D w wybranych produktach
>400 IU (10 µg) witaminy D/100g
Oleje rybie, łosoś, sardynka, śledź, pikling, węgorz
200-400 IU (5-10 µg)witaminy D/100g
Halibut, karp ,makrela, margaryny
40-200 IU (1-5 µg)witaminy D/100g
Jaja całe, żółtko jaj kurzych, wątroba wieprzowa, nerki wieprzowe, gęś, kaczka, kura, dorsz, pieczarki
 
Mleko krowie, mleko kozie, mleko w proszku, mleko zagęszczone, śmietana, jogurt, kefir, sery podpuszczkowe, sery twarogowe, lody mleczne, mięso, podroby, mięso drobiowe, królik, wędliny, flądra, mintaj, morszczuk, szczupak, masło
               
W sytuacji, gdy niemożliwe jest zapewnienie odpowiedniej ekspozycji na promieniowanie słoneczne o odpowiedniej długości, właściwie niemożliwe staje się zapewnienie odpowiedniej ilości witaminy D ze źródeł pokarmowych. Dlatego niezbędna staje się uzupełniająca suplementacja witaminy D, zwłaszcza wśród osób mieszkających powyżej 33 stopnia szerokości geograficznej i większość czasu spędzających w pomieszczeniach zamkniętych. Dodatkowo czynnikami ryzyka wystąpienia niedoboru tej witaminy są: wiek (wcześniactwo, wiek podeszły), nadwaga lub otyłość, choroby nerek i wątroby.

Normy żywienia i rekomendacje

                Normy polskie opracowane przez ekspertów Instytutu Żywności i Żywienia w Warszawie ustalone są na podstawie krajowych badań jak również najnowszych norm krajów Europy Zachodniej, Ameryki Północnej oraz WHO i FAO. Ustalono je na poziomie średniego zapotrzebowania w grupie (EAR – Esti,ated Average Requiremont – pokrywają zapotrzebowanie ok. 50% zdrowych, prawidłowo odżywionych osób w chodzących w skład grupy) i zalecanego spożycia (RDA – Recommended Dietary Allowances – pokrywają zapotrzebowanie ok 97,5% zdrowych, prawidłowo odżywionych osób wchodzących w skład grupy). Jeśli nie można było ustalić norm EAR i RDA, to wyznaczono je na poziomie spożycia (AI – Adequate Intake – uznane na podstawie badań eksperymentalnych lub obserwacji przeciętnego spożycia żywności przez osoby zdrowe i prawidłowo odżywione za wystarczające dla prawie wszystkich osób zdrowych i prawidłowo odżywionych wchodzących w skład grupy).
                Jeszcze w 2008 roku w polskich normach żywienia człowieka zalecano (zgodnie z rekomendacjami FAO/WHO) dobową podaż witaminy D na poziomie wystarczającego spożycia (AI) dla niemowląt, dzieci i młodzieży oraz dorosłych do 50 roku życia w ilości 200 IU (15 µg) dziennie, dla osób pomiędzy 51 a 55 rokiem życia w ilości 400 IU (10 µg) dziennie, a dla osób starszych w ilości 600 IU (15 µg) dziennie.
                W polskich zaleceniach dotyczących profilaktyki niedoborów witaminy D z 2009 roku zaleca się rozpoczęcie suplementacji witaminą D u noworodków od pierwszego dnia życia. Niemowlęta karmione piersią, jak i karmione mlekiem modyfikowanym powinny otrzymywać dziennie 400 IU (10 µg) witaminy D. Jednak w przypadku niemowląt karmionych wyłącznie piersią konieczne jest dostarczenie całej ilości tej witaminy z suplementacji, natomiast w przypadku dzieci karmionych mlekiem modyfikowanym należy uwzględnić ilość witaminy D dostarczanej z mlekiem modyfikowanym, a jeśli ilość ta jest mniejsza niż 400 IU (10 µg) dziennie, uzupełnić dietę suplementacją. Jednocześnie nie uwzględnia się ilości witaminy D dostarczanej z pokarmem kobiecym, ze względu na jej bardzo małe stężenie. U dzieci i młodzieży od 1 do 18 roku życia zalecana jest podaż 400 IU (10 µg) witaminy D na dobę w okresie od października do marca, a także w okresie letnim, jeśli nie jest zapewniona wystarczająca synteza skórna witaminy D. Eksperci zalecają, by u dzieci z nadwagą lub otyłością rozważyć zwiększenie dawki do 800-1000 IU (20 µg -25 µg) dziennie. U osób dorosłych podaż witaminy D z żywności i suplementów diety powinna wynosić 800-1000 IU (20 µg -25 µg) dziennie w okresie od października do marca, a także miesiącach letnich, jeśli nie jest zapewniona wystarczająca synteza skórna. U osób po 65 roku życia zaleca się suplementację witaminą D przez cały rok. Zespól Ekspertów zaznacza również, że bardzo istotne jest zapewnienie prawidłowych zasobów witaminy D przed planowaną ciążą. Zalecają suplementację witaminą D od II trymestru ciąży w ilości 800-1000 IU (20 µg -25 µg) dziennie, o ile nie jest zapewniona odpowiednia jej podaż w diecie i syntezie skórnej.
                W 2010 roku Instytute of Medicine (USA) zarekomendował nowe normy na witaminę D na poziomie wystarczającego spożycia (AI) da niemowląt do 1 roku życia 400 IU (10 µg) oraz na poziomie średniego zapotrzebowania (EAR) i na poziomie zalecanego dziennego spożycia (RDA) dla dzieci powyżej 1 roku życia i dla osób dorosłych. Wynoszą one dla osób od 1 do 70 roku życia oraz kobiet ciężarnych i karmiących na poziomie EAR 400 IU (10 µg) i RDA 800 (20 µg). Normy te znalazły się „W normach żywienia dla ludności polskiej - nowelizacja” pod redakcją prof. M. Jarosza opublikowanych w 2012 roku.
                W 2011 roku ukazały się wytyczne The Endocrine Society dotyczące oceny, terapii i prewencji niedoborów witaminy D. Zaleca się w nich, aby diagnozując jej niedobory wykonywać oznaczenia stężenia witaminy D we krwi u osób z grupy dużego ryzyka. Należą tu osoby, u których stwierdzono krzywicę, osteomalację lub osteoporozę, osoby z przewlekłą chorobą nerek i niewydolnością wątroby, mające zaburzenia wchłaniania (celiakia, choroba Crohna, colitis ulcerosa, po operacjach bariatrycznych, po radioterapii w obrębie układu pokarmowego), osoby z nadczynnością tarczycy, stosujące niektóre leki (stosowane w leczeniu AIDS, glikokortykosteroidy, przeciwgrzybicze, przeciwpadaczkowe, cholestyramina), kobiety ciężarne i karmiące, osoby starsze, u których wystąpiły złamania niskoenergetyczne i u których w wywiadzie stwierdza się wystąpienie upadków, osoby otyłe. Stężenie poniżej 20 ng/ml w surowicy 25(OH)D określa się jako niedobór (hipowitaminoza), natomiast stężenie w przedziale 21-29 ng/ml jako niewystarczającą ilość. Stężenie 25(OH)D we krwi powyżej 20 ng/ml jest wystarczające dla zapobiegania wystąpienia krzywicy i osteomalacji, natomiast dla zapewniania optymalnego działania witaminy D na metabolizm wapnia, kości i mięśni stężenie 25(OH)D powinno być większe od 30 ng/ml. Eksperci zaznaczają, że wiele badań epidemiologicznych, sugeruje, że takie stężenie we krwi może mieć dodatkowe korzyści zdrowotne, a mianowicie wpływać na zmniejszenie ryzyka wystąpienia: nowotworów, chorób autoimmunologicznych, chorób układu sercowo-naczyniowego, chorób zakaźnych, cukrzycy typu II. Oznaczenie 1,25(OH)2D rezerwuje się do diagnostyki i monitorowania wybranych przypadków (osoby z wrodzonym defektem metabolizmu witaminy D).
                Wytyczne The Endocrine Society z 2011 roku dotyczące zapotrzebowania witaminy D są następujące:
v  niemowlęta potrzebują nie mniej niż 400 IU (10 µg) dziennie, natomiast dzieci w wieku 1-18 lat nie mniej niż 600 IU (15 µg) dziennie. Aby uzyskać stabilne stężenie 25(OH)D we krwi ponad 30 ng/ml należy dostarczyć co najmniej 1000 IU (25 µg) dziennie. Jednocześnie najwyższy tolerowany poziom spożycia (UL – Upper Level) wynosi dla niemowląt 2000 IU (50 µg), a dla dzieci i młodzieży w wieku 1-18 lat 4000 IU (100 µg) na dzień;
v  dorośli w wieku 18-50 lat potrzebują nie mniej niż 600 IU (15 µg) dziennie, a w wieku powyżej 50 lat – 600-80 IU (15-20 µg). Ze względu na to, że nie wiadomo, czy takie dawki są wystarczające dla uzyskania wszystkich potencjalnych pozakostnych korzyści zdrowotnych, osobom po 65 roku życia zaleca się 800 IU (20 µg) dziennie, aby zmniejszyć ryzyko upadków i złamań. Aby uzyskać stabilne stężenie ponad 30 ng/ml 25(OH)D we krwi, konieczne może być jej przyjmowanie w ilości 1500-2000 IU (37,5-) dziennie. UL dla tej Grupy wiekowej wynosi 10000 IU (250 µg) na dzień
v  kobiety ciężarne i karmiące potrzebują nie mniej niż 600 IU (15 µg) dziennie. Aby uzyskać stabilne stężenie 30 ng/ml 25(OH)D we krwi konieczne może być jej przyjmowanie w ilości 1500-2000 IU (37,5-50 50 µg) dziennie. Ul dla kobiet ciężarnych i karmiących wynosi 10000 IU (250 µg) na dzień.
Eksperci zaznaczają, że dawka witaminy D powinna być co najmniej dwu- lub trzykrotnie większa niż zalecana w ich grupach wiekowych dla osób otyłych lub leczonych lekami przeciwpadaczkowymi, glikokortykoidami, lekami stosowanymi w leczeniu AIDS, lekami przeciwgrzybicznymi (kstokonazol).
Stężenie witaminy D w surowicy (Norman i Henry, 2012)
Stężenie 25(OH)D w surowicy
Deskryptor stanu odżywienia
ng/ml
nmol/l
   
Ciężki niedobór witaminy D
5-10
12-25
Niedobór witaminy D
10-20
25-50
Nieprawidłowy poziom witaminy D
20-30
50-75
Graniczny poziom witaminy D (hipowitaminoza)
30-60
75-150
Stężenie zalecane witaminy D
>150
>375
Ryzyko wystąpienia działań toksycznych
Powyższe informacje mają jedynie charakter informacyjny i zostały opracowane na podstawie dostępnych publikacji naukowych. W przypadku problemów zdrowotnych należy skonsultować się z lekarzem.
Tekst pochodzi z NUTRITION & HEALTH
Autorem jest:
Dr hab. Dariusz Włodarek lekarz medycyny, żywieniowiec, dietetyk.

 




[1] Jedna dawka rumieniowa to najmniejsza dawka promieniowania, która po 24 godzinach wywołuje wyraźny rumień naświetlonej skóry.
21:02, soeltech
Link Komentarze (2) »

Witamina D

Witamina D zaliczana jest do witamin rozpuszczalnych w tłuszczach. Nazwa ta odnosi się do kilku związków, przy czym dla człowieka najważniejszymi są dwa, a mianowicie cholekalcyferol (witamina D3) i ergokalcyferol (witamina D2). Obydwa te związki powstają na wskutek działania promieni ultrafioletowych B (UVB) na odpowiednie sterole. Cykl przemian przedstawia się następująco:
z cholesterolu na skutek utleniania powstaje 7-dehydrochcholesterol, a następnie pod wpływem działania promieni UVB w skórze (rozszczepienie) właściwa postać witaminy D3, czyli cholekalcyferol.
Natomiast ergokalcyferol powstaje z ergostrolu. Witamina D2 występuje w roślinach i grzybach, a witamina D3 wytwarzana jest w organizmach zwierzęcych.
                 J. Śniadecki (1768-1838) opisał w 1822 roku, że ekspozycja na słońce jest metodą leczenia krzywicy. W 1919 roku E. Mellanbe wykazał, że krzywica może być spowodowana przez niedobory substancji rozpuszczalnych w tłuszczach. Sądził, że poszukiwanym związkiem chroniącym przed krzywicą jest witamina A. Dopiero w latach 30-tych ubiegłego stulecia inni badacze wykazali, że takie działanie ma związek nazwany witaminą D. Główne znaczenie w zaspokajaniu zapotrzebowania na tą witaminę ma jej synteza w skórze pod wpływem promieniowania słonecznego (promieniowanie UVB, długość fali 290-315 nm). Synteza ta może pokrywać nawet do 90% potrzeb organizmu. Jednak bardzo istotne znaczenie dla ilości wytwarzanej w ten sposób witaminy D w organizmie ma szerokość geograficzna, w której żyje człowiek, czas ekspozycji na promienie słoneczne oraz czynniki środowiskowe, które mogą zmniejszyć ekspozycję na promienie UV (np. smog i mgła). Ponadto zmniejszyć syntezę witaminy D w skórze może zwiększona zawartość w niej melatoniny, jak również stosowanie kremów z filtrami ochronnymi przed promieniowaniem UVB. U osób długo przebywających na słońcu dochodzi do zatrucia witaminą D, ponieważ w przypadku nadmiernej syntezy skórnej następuje jej inaktywacja do związków biologicznie nieczynnych. Wyliczono, że ekspozycja osoby w stroju kąpielowym na słońce w okresie letnim w ilości jednej dawki rumieniowej[1], pozwala na wytworzenie witaminy w ilości ok. 20000 IU.
                Witamina D jest związkiem stabilnym i nie ulega rozpadowi pod wpływem podwyższonej temperatury i podczas długiego przechowywania. Niszczona jest przez promieniowanie ultrafioletowe, a w warunkach tlenowych w środowisku wodnym ulega autooksydacji. Z przewodu pokarmowego (jelito cieknie) wchłaniane jest 50-80% ilości witaminy D dostarczanej z pożywieniem. Jest to uzależnione od ilości tłuszczu w diecie, stanu błony śluzowej przewodu pokarmowego, perystaltyki jelitowej oraz czynności przytarczyc. Po wchłonięciu witamina D jest transportowana przez krew do wątroby.
                W Organizmie człowieka witamina D magazynowana jest głównie w wątrobie. Pewne jej ilości są gromadzone w tkance mózgowej, kościach i skórze. W celu uzyskania aktywności witaminy D typowej dla hormonów steroidowych podlega ona metabolizmowi w wątrobie, gdzie zachodzi jej hydroksylacja do 25-hydroksycholekalcyferolu [25(OH)D], a następnie w nerkach do 1,25- dwuhydroksycholekalcyferolu [1,25(OH)2D]  lub 24,25 dwuhydroksycholekalcyferolu [24,25(OH)2D]. Większość efektów biologicznych witaminy D jest wynikiem działania jej aktywnego metabolitu 1,25(OH)2D, natomiast podstawową formą witaminy D krążącej w organizmie jest 25(OH)D. Ilość syntetyzowanej w nerkach aktywnej formy witaminy D jest ściśle kontrolowana. Zachodząca w nerkach hydroksylacja witaminy D z jednej strony jest pobudzana przez parathormon, z drugiej hamowana na zasadzie sprzężenia zwrotnego przez powstałe w wyniku tego procesu aktywne formy witaminy D:  1,25(OH)2D i 24,25(OH)2D.
                Większość funkcji biologicznych witaminy D jest wynikiem działania 1,25(OH)2D na poziomie genomowym i pozagenomowym. Aktywny metabolit witaminy D łączy się z jądrowym receptorem witaminy D (VDR), a następnie tworzy heterodimery z receptorem kwasu 9-cisretinowego (RXR). Kompleksy te mają właściwości czynnika transkrypcyjnego inicjującego działanie genomowe, tym samym aktywna postać tej witaminy może wpływać ekspresję ponad 200 genów. Ponadto działanie to może wynikać również z bezpośredniego oddziaływania 1,25(OH)2D na metabolizm komórek za pośrednictwem specyficznych receptorów zlokalizowanych na błonach komórkowych.

Niedobory witaminy D

Przyczynami niedoborów witaminy D w organizmie mogą być:
v  zmniejszona synteza aktywnej postaci witaminy w nerkach (sytuacja ta może dotyczyć szczególnie osób starszych, zwłaszcza gdy występują u nich przewlekłe choroby nerek),
v  zmniejszone wytwarzanie w skórze:
Ø  unikanie przebywania na słońcu,
Ø  stosowanie kremów z filtrami ochronnymi
v  otyłość, gdyż w tkance tłuszczowej otyłych osób dochodzi do sekwestrakcji witaminy D i tym samym zmniejszenie jej bioaktywności,
v  występowanie  chorób gastroenterologicznych
Ø  choroba Crohna,
Ø  mukowiscydoza,
inne choroby upośledzające wchłanianie składników pokarmowych z układu pokarmowego,
v  stosowanie leków przyspieszających katabolizm witaminy D, np. leki przeciwpadaczkowe, stosowane w leczeniu AIDS, stosowane po przeszczepach, glikokortykosteroidy,
v  niewydolność wątroby, która może doprowadzić do zmniejszenia wytwarzania  25(OH)D,
v  nieprawidłowe odżywianie się.
Niedobory witaminy D (stężenie we krwi poniżej 20 ng/ml) dotyczą znacznego odsetka osób w populacjach wielu krajów świata. Badania amerykańskie wskazują, że mogą one dotyczyć ok. 40% populacji Stanów Zjednoczonych Ameryki. W odniesieniu do populacji Polski w jednym z badań stwierdzono, że niedobory występowały u blisko 60% badanych, a w innym badaniu, wykonanym w miesiącach zimowych, występowały u ok. 80% badanych.

Funkcje witaminy D w organizmie

Witamina D a układ kostny
                Główne funkcje fizjologiczne witaminy D polegają na utrzymywaniu stężenia wapnia i fosforu w osoczu w granicach zapewniających prawidłowe funkcjonowanie układu nerwowego oraz osiągnięcie i utrzymanie układu nerwowego oraz osiągnięcie i utrzymanie właściwej gęstości mineralnej kości. Uzyskiwanie jest to poprzez stymulację syntezy białek wiążących wapń z przewodu pokarmowego i regulowanie absorbcji fosforu oraz zwiększenie resorpcji wapnia w kanalikach nerkowych i mobilizację wapnia z kości, gdy podaż wapnia w diecie jest zbyt mała w stosunku do potrzeb.
                Niedobory witaminy D określane są jako hipowitaminoza D lub awitaminoza D – zależnie od stopnia niedoboru. Prowadzą one do powstania takich schorzeń jak:
W okresie dzieciństwa – krzywica, u osób dorosłych - osteomalacja lub osteoporoza.
Osteoporoza
                Badania wskazują, że suplementacja witaminy D zmniejsza ryzyko upadków oraz częstość złamań. Podawanie jej zdrowym mężczyznom i kobietom w wieku powyżej 64 lat w ilości 700lU (17,5µg) i zapewnienie przynajmniej 500 mg wapnia dziennie, zmniejszało w okresie 3 lat obserwacji ryzyko wystąpienia złamań innych niż złamania kręgów kręgosłupa o 50%. W innym badaniu trwającym 5 lat podawano mężczyznom i kobietom w wieku podeszłym 100 000 lU (2500 µg) witaminy D3 co 4 miesiące (równowartość dawki 830 lU/ dziennie), uzyskując zmniejszenie częstości jakichkolwiek złamań o 30%. Stwierdzono również, że zapewnienie odpowiedniej do potrzeb ilości witaminy D w diecie i z suplementów (ponad 500 lU – 12,5 µg na dzień) prowadziło do zmniejszenia ryzyka złamań kości udowej u kobiet po menopauzie. Bischoff-Ferrari i wsp. Przeprowadzili metaanalizę 12 badań dotyczących zapobiegania złamań kości innych niż złamań kręgosłupa. Analiza objęła ponad 40000 dorosłych osób, w większości kobiet. Badacze stwierdzili, że przyjmowanie suplementów witaminy D w ilości większej niż 800 lU (20 µg) dziennie zmniejszało ryzyko złamań o 20%. Odpowiednio wysoka suplementacja witaminą D wydaje się być konieczna, aby uzyskać mniejsze stężenie parathormonu we krwi i zmniejszyć ryzyko złamań u osób w wieku podeszłym, przy czym ważne jest jednoczesne zapewnienie odpowiedniej podaży wapnia. Lips i wsp. Na podstawie dokonanego przeglądu prac dotyczących suplementacji witaminą D stwierdzili, że jej podawanie wraz z wapniem było najbardziej efektywne u osób starszych, u których przed interwencją stwierdzono niedobory witaminy D i zbyt małą podaż wapnia.
 Witamina D a układ mięśniowy
                Oddziaływanie witaminy D na układ mięśniowy wynika z wpływu na jego prawidłowy rozwój, jak również przekazywanie bodźców nerwowych do mięśni, co warunkuje utrzymanie określonego ich napięcia. Niedobór prowadzi zatem do miopatii oraz zwiększonego ryzyka upadków. Metaanaliza badań dotyczących tego zagadnienia wykazała, że odpowiednio duża dawka witaminy D – 700-1000 lU (17,5µg – 25 µg) dziennie zmniejszała ryzyko upadków.
Witamina D a podział komórek
                Coraz większą uwagę zwraca się na działanie witaminy D innej niż tylko związane z homeostazą wapnia, co więcej receptory dla tej witaminy (VDR) stwierdzono w ponad 38 różnych tkankach.
                Witamina D może regulować cykl komórkowy, stymulować różnicowanie się komórek, hamować nadmierną ich proliferację, tym samym wpływając na zmniejszenie ryzyka wystąpienia nowotworów między innymi raka trzustki, sutka, gruczołu krtani, tarczycy, pęcherza moczowego, czerniaka, oraz niektórych białaczek. Prawidłowa podaż witaminy D wydaje się zmniejszać ryzyko karcinogenezy we wszystkich tkankach i narządach. Zatem Witamina D może być traktowana jako uniwersalny czynnik przeciwnowotworowy.
Witamina D a układ odpornościowy
                Witamina D modyfikuje również aktywność układu immunologicznego (stymulowanie funkcji makrofagów oraz oddziaływanie na funkcje komórek dendrytycznych i limfocytów T). Zatem niedobór witaminy D może zwiększać ryzyko zakażeń, jak również mieć znaczenie w etiopatogenezie schorzeń autoimmunologicznych (np. cukrzycy typu I, stwardnienia rozsianego, nieswoistym zapaleniu jelit, łuszczycy), nabytych zespołów upośledzonej odporności oraz alergii.
                Okazuje się, że dzieci, u których stwierdza się niedobory witaminy D, częściej chorują na zakażenia układu oddechowego, podobnie dorośli częściej chorują na przeziębienia i infekcje górnych dróg oddechowych. W badaniu japońskim stwierdzono, że dzieci przyjmujące witaminę D rzadziej chorowały na grypę.
Witamina D a cukrzyca
Znaczenie witaminy D w zmniejszaniu ryzyka wystąpienia cukrzycy typu I potwierdzają chociażby badania fińskie. Obserwacji poddano 10000 dzieci. Podczas 30 letniej obserwacji okazało się, że osoby, które w okresie niemowlęcym regularnie otrzymywały witaminę D miały około 90% mniejsze ryzyko zachorowania na cukrzycę typu I niż te, które nie otrzymywały takiej suplementacji. Zipitis i Akobeng w mataanalizie innych badań dotyczących tego zagadnienia przeprowadzonych w Europie również stwierdzili, że witamina D może zmniejszać ryzyko wystąpienia cukrzycy typu I.
                Witamina D wpływa również na komórki beta wysp trzustkowych i wydzielanie przez nie insuliny. Zatem jej niedobór może prowadzić do zaburzeń tolerancji glukozy i mieć wpływ na przebieg cukrzycy typu II.
Witamina D a układ sercowo–naczyniowy
                Z kolei oddziaływanie witaminy D na układ krążenia wynika z wpływu na regulację układu renina-angiotensyna, krzepliwość krwi i fibrynolizę oraz funkcję mięśnia sercowego. Niedobory mogą prowadzić do nadciśnienia tętniczego, zwiększonego ryzyka powstawania zakrzepów, niewydolności krążenia oraz choroby wieńcowej. W badaniu The Health Professional Follow-Up Study zbadano poziom witaminy D we krwi u blisko 50000 zdrowych mężczyzn, którzy byli następnie obserwowani przez 10 lat. Stwierdzono, że mężczyźni z niedoborem witaminy D mieli dwukrotnie większe ryzyko zawału serca niż mężczyźni z prawidłowym poziomem tej witaminy we krwi. Inne badania wskazują, że niskie stężenie witaminy D może być związane m.in. z większym ryzykiem wystąpienia niewydolności serca, nagłej śmierci sercowej, udaru czy innych schorzeń układu krążenia.
Witamina D w okresie ciąży i życia płodowego
                Zwraca się uwagę na znaczenie niedoborów witaminy D w powstawaniu bezpłodności i przebiegu ciąży.
                Komórki ośrodkowego układu nerwowego również posiadają receptory dla witaminy D oraz hydroksylazę odpowiedzialną za przemianę 25(OH) do 12,5(OH)2D. Sugeruje się, że niedobory witaminy D w okresie życia płodowego mogą prowadzić do wystąpienia zaburzeń rozwoju układu nerwowego oraz mogą przyczyniać się do rozwoju niektórych chorób psychiatrycznych, a mianowicie schizofrenii i depresji.
Witamina D a demencja i choroba Alzheimera
                Witamina D może zmniejszać ryzyko wystąpienia u osób starszych zaburzeń pamięci i demencji. Badania naukowe wskazują na związek pomiędzy niskim stężeniem w surowicy 25(OH)D a zaburzeniami funkcji poznawczych u osób starszych. W jednym z badań stwierdzono związek pomiędzy niskim stężeniem 25(OH)D we krwi a większym ryzykiem pogorszenia funkcji poznawczych u osób powyżej 64 roku życia mieszkających w Anglii.
                W innym badaniu podobną zależność obserwowano u kobiet w wieku ponad 74 lat mieszkających we Francji. W badaniu European Male Ageing Study, w którym uczestniczyli mężczyźni w wieku 40-75 lat, stwierdzono gorsze wyniki w teście oceniającym funkcje poznawcze u tych z niższym stężeniem witaminy D w surowicy. Podobne wyniki uzyskano również badając Amerykanów po 64 roku życia, u których deficyt witaminy D miał związek z pogorszeniem funkcji poznawczych. Z kolei w innych badaniach obejmujących osoby starsze z mniejszym i większym stężeniem witaminy D we krwi, że osoby z jej większą ilością we krwi miały lepsze wyniki w testach oceniających pamięć i lepsze zachowanie funkcji poznawczych, szczególnie dla funkcji wykonawczych. Z kolei badania osób chorujących na chorobę Alzheimera wykazały, że wyższe stężenie witaminy D w surowicy było związane z lepszymi wynikami testów oceniających funkcje poznawcze, a mniejsze stężenie dodatkowo związane było z gorszym nastrojem u chorych.
                Sugerowanych jest kilka mechanizmów wyjaśniających, w jaki sposób niskie stężenie witaminy D w surowicy może wpłynąć na zwiększenie ryzyka pogorszenia funkcji poznawczych. Niedobory witaminy D w surowicy może zwiększyć ryzyko takich schorzeń jak udar mózgu, nadciśnienie tętnicze, cukrzyca, a schorzenia te z kolei mogą wpływać na pogorszenie funkcji poznawczych. Ponadto receptory dla witaminy D występują powszechnie w komórkach organizmu, włączając w to neurony i komórki glejowe. Również w mózgu obecne są geny kodujące enzymy uczestniczące w przemianach witaminy D. Witamina D może oddziaływać na komórki nerwowe poprzez jej prawdopodobny wpływ na mechanizmy antyoksydacyjne, neurogenezę, homeostazę wapnia w neuronach, ekspresję czynników neurotroficznych oraz detoksykację. Witamina D jest też immunosupresorem i zmniejsza powstawanie autoimmunologicznych uszkodzeń układu nerwowego. U osób z chorobą Alzheimera witamina D może również wpływać na oczyszczanie się tkanki mózgowej z β-amyloidu, który jest gromadzony u osób chorych, prowadząc do amyloidozy układu nerwowego.
Powyższe informacje mają jedynie charakter informacyjny i zostały opracowane na podstawie dostępnych publikacji naukowych. W przypadku problemów zdrowotnych należy skonsultować się z lekarzem.
Tekst pochodzi z NUTRITION & HEALTH
Autorem jest:
Dr hab. Dariusz Włodarek lekarz medycyny, żywieniowiec, dietetyk.

 




[1] Jedna dawka rumieniowa to najmniejsza dawka promieniowania, która po 24 godzinach wywołuje wyraźny rumień naświetlonej skóry.
21:02, soeltech
Link Dodaj komentarz »
piątek, 01 listopada 2013

Tekst pochodzi ze strony: http://xcodex.wikidot.com/iancranelecture-pl

 

Wykład z października 2007 w kościele św. Jana, Totnes*, Devon, Anglia [Tłumaczenie ze słuchu - xcodex]

Zabieramy im możliwość jakiegokolwiek spirytualnego kontaktu na jakimkolwiek etapie ich życia. Co oczywiście zostało tak zaplanowane. A dla dorosłych mamy prozak. Miałem przyjaciela lekarza i zapytałem go, jak to jest możliwe, że spośród ludzi, których znałem, głównie kobiety dostawały prozak. A on powiedział, to proste, facet musi być prawie martwy, aby pójść do lekarza, podczas gdy kobiety o wiele szybciej pójdą do lekarza, a lekarz bez zastanowienia zapisuje prozak. Wiecie jak to teraz wygląda? Wielu lekarzy ma taki program komputerowy: „W czym mogę pomóc? Ach, stres.” Sprawdza w komputerze. Prozak. Nie podejmują oni żadnych kompetentnych decyzji. Wpisują słowo kluczowe w swoją bazę danych i płaceni są za to ćwierć miliona funtów rocznie. Oburzające! Ach, a to było dla mojego dobra: „Dzienna superpigułka dla mężczyzn po pięćdziesiątce”. Pigułka ta wyprodukowana jest na bazie tej samej substancji badanej w tym tutaj eksperymencie. Znalazłem to na pierwszej stronie The Independent na początku tego miesiąca, 2. lutego. Na szczęście wypróbowali to na myszach przed zaoferowaniem tego środka mężczyznom po pięćdziesiątce. Wynik eksperymentu: „Godzinami biega z prędkością 20 metrów na minutę bez zmęczenia, dłużej żyje, częściej uprawia seks, więcej je i nie tyje. Czy można tę naukę zastosować wśród ludzi?” Oczywiście. Zróbmy to! Mówią nam prosto w twarz, że jesteśmy uzależnieni od pigułek. Nie ponieważ chcemy być od nich uzależnieni, lecz ponieważ przemysł farmaceutyczny chce, żebyśmy byli uzależnieni. To istotne! Giganci farmaceutyczni mają bardzo prostą filozofię – od momenty poczęcia do śmierci człowiek jest potencjalnym źródłem dochodu. Od poczęcia do śmierci. Co ciekawe w tej książce, „Zbrodnie przemysłu farmaceutycznego”, jej autor próbuje zrozumieć mentalność tych ludzi, o których pisze, z którymi rozmawia. Oni też są kochającymi rodzicami w indywidualnym, prywatnym życiu. Założę się, że Josef Mengele też był przemiłym facetem. Jednakże w grupie te osoby stają się kimś zupełnie innym. W ich planach nie ma ani grama humanitaryzmu, ani grama współczucia, liczy się tylko zysk. To trochę tak jak Armia USA próbująca wyprodukować technologię, aby zabijać na odległość. Jeśli można ograniczyć kontakt wzrokowy, to o wiele łatwiej skłonić kogoś do zrobienia czegoś, czego nie był w stanie by zrobić, patrząc swojej ofierze w oczy. Codex Alimentarius ma bardzo skomplikowaną strukturę, a to jest tylko wstęp. Kodeks składa się z 27 różnych komisji, odpowiedzialnych za ogrom różnych aspektów związanych z różnymi etapami produkcji żywności i możecie sami o tym poczytać. Podam wam później strony internetowe. Istnieją dwie komisje, które w szczególny sposób wpływają na wszystko. Są to: {Nutrition and Foods for Special Dietary Uses} z siedzibą w Niemczech i Komisja ds. Etykietowania Żywności z siedzibą w Kanadzie. Te dwie komisje wpływają na wszystkie pozostałe. Gdy mówię o Kodeksie, bardzo często mówię właśnie o tych dwóch komisjach. Ponieważ te dwie komisje najbardziej kontrolują, dokąd zmierzamy oddalając się od prawa do organicznej żywności i naturalnej medycyny. Tutaj trafna wypowiedź, wybaczcie mi, że cytuję dosłownie, jej autor jest prawnikiem i używa setki słów, chociaż dwa by pewnie wystarczyły, ale w świetnie podsumowuje on Kodeks. „Kodeks jest politycznym ekwiwalentem współczesnych dokumentacji toksykologicznych, ponieważ zatwierdza i promuje w międzynarodowym handlu żywnością wszystko łącznie z pestycydami, naświetlaniem, biotechnologią i syntetycznymi odpowiednikami substancji leczniczych i odżywczych preferując je od naturalnych substancji.” Mamy to do czynienia ze stopniowymi zmianami. Jeśli ktoś mówi: „Wciąż będziemy mieli dostęp do organicznej żywności w 2010 roku”, to najprawdopodobniej ma rację. Jeśli ktoś mówi: „Wciąż będziemy mieli dostęp do organicznej żywności w 2020 roku”, powiedziałbym, że najprawdopodobniej mylą się. Komisje Kodeksu, będące pod olbrzymią presją przemysłu farmaceutycznego i firm jak Monsanto, wprowadzają zmiany stopniowo, po trochu, i żeby odwrócić waszą uwagę co jakiś czas nam coś dają. Tak jak to zrobiono ostatnio we Francji. W mediach podano, że ilość hektarów na uprawy organiczne zwiększy się. O tym mówiono w mediach. A o czym nie mówiono? O tym, że ilość hektarów przeznaczonych pod uprawy modyfikowane genetycznie, zwiększy się trzy razy bardziej! Musicie szukać, czego nie ma w mediach. Kodeks został zapoczątkowany w 1962 i jestem gotowy uwierzyć, że ludzie, którzy się do tego przyczynili, na początku mieli dobre zamiary, dopiero kiedy Monsanto i podobne firmy zobaczyły zyski, jakie Kodeks może przynieść, zaczęli się przyłączać. I o czym tu mówimy, są to organizacje z kieszeniami bez dna. Jak już wcześniej wspomniałem, w 2002 dziesięć największych firm farmaceutycznych zarobiło więcej niż pozostałe 490 w rankingu 500 najbardziej dochodowych firm. Firmy te mają sztaby ludzi, opracowujących strategie wykorzystania Kodeksu do wypracowania możliwie największych dochodów. Jest to sytuacja jak ta z historii o Dawidzie i Goliacie. I nie byłoby mnie tutaj gdybym nie wierzył, że Dawid ma szansę. Myślę, że Dawid ma więcej niż tylko szansę, jednak musimy wykonać dużo pracy, aby dać Dawidowi szansę. Kodeks reprezentuje ekonomiczne interesy przemysłu farmaceutycznego, a co powinniśmy mieć szczególnie na uwadze, to fakt, że WTO wprowadzi Kodeks przy użyciu napoleonic law. Nie zdziwi mnie, jeżeli nikt z tutaj zebranych nie wie co to jest napoleonic law, ponieważ jest to coś co nie istnieje w UK od 1215 roku. Od czasów Magna Carta (Wielka Karta Swobód) mamy w UK common law. A common law znaczy, jeżeli coś nie jest zabronione, to jest dozwolone. Jeżeli coś nie jest wyraźnie zakazane prawem, wówczas jest to w porządku. Napoleonic law jest zupełnym przeciwieństwem. Jeżeli coś nie jest wyraźnie dozwolone, jest to zakazane. Firmy w przemyśle żywnościowym lub farmaceutycznym, próbują przy użyciu Kodeksu sprawić, że proces testowania nowych produktów jest tak niesamowicie drogi, że jedynymi firmami, które będą mogły sobie na niego pozwolić, będą Monsanto i firmy farmaceutyczne. Nikt więcej nie będzie w stanie zapłacić tych bajońskich sum, aby przejść przez te „rygorystyczne” testy i umieścić własny produkt, na liście dozwolonych produktów. Jest to oburzające! Skandaliczne! Prawie udało im się tego dokonać w USA 1994, w tamtym czasie akurat żyłem w Stanach i nie doceniałem wagi tego. Ludzie protestowali na ulicach, zbierali się w sklepach ze zdrową żywnością. W tamtym czasie setki, tysiące, pewnie łącznie tysiące ludzi, wyszło na ulicę i protestowali przeciwko wprowadzeniu Codex Alimentarius! Nie znalazło się to w zagranicznych mediach. Nawet nie było tego w głównych amerykańskich mediach, tylko lokalne media o tym donosiły. Czyli na przykład ludzie w Texasie nie wiedzieli, że w innych stanach też są protesty. Ludzie pisali do senatorów i w końcu senat zrozumiał, że była to taka fala protestów, że trzeba coś z tym zrobić. Te regulacje na temat suplementów diety, DSHEA (Dietary Supplement Health Educational Act), zostały wprowadzone w 1994, dla ochrony zdrowej żywności i alternatywnej medycyny. A co Komisja Codex Alimentarius zrobiła? Zamilkła… i skierowała swoją uwagę na Europę. Więc przez ostatnie 13 lat próbowali stopniowo zniszczyć wszelkie prawa chroniące państa Unii Europejskiej, wiedząc, że państwa te niespecjalnie komunikują się ze sobą. Rząd brytyjski umył ręce. Powinniście jednak pisać do swoich posłów, potem więcej o tym powiem. Rząd brytyjski zupełnie umył ręce i powiedział: „Zrobimy co UE uzna za stosowne”. UE wydaje dyrektywy i rozporządzenia. Jeżeli UE wyda rozporządzenie staje się ono prawem. Jeżeli wyda dyrektywę to zamysł UE może być taki - nie musi to się jeszcze stać prawem, pozwolimy wam zagrać w tym absurdalnym teatrzyku, żebyście myśleli, że to wy decydujecie. Cała prywatyzacja przemysłu, która ma teraz miejsce, to nie niemiecki czy francuski rząd decyduje o prywatyzacji zakładów kolejowych w danym kraju, lecz dyrektywa Unii Europejskiej. Tam w tyle [wskazuje tył sali] znajdziecie materiały o UE, w których w bardzo prostym języku o tym wszystkim napisano. Akt DSHEA chroni USA przed tym. Jednak w momencie kiedy UE skapituluje, wówczas WTO zwróci się do innych państw członkowskich całego świata: „Widzicie, teraz i wy musicie przestrzegać nowych postanowień [Kodeksu], jeśli tego nie uczynicie, zaczniemy was karać. ” NHF podsumowuje cele Kodeksu w następujących słowach: Międzynarodowa HARMonizacja [harm, ang. - zranić, skrzywdzić] nie jest niczym dobrym w tym procesie. Zaniechanie upraw organicznych poprzez usunięcie etykietowania produktów żywnościowych, wprowadzenie roślin i zwierząt modyfikowanych genetycznie, usunięcie wszystkich składników z etykiet i zakaz wszelkich preparatów medycyny naturalnej włącznie z suplementami, ziołami, minerałami, lekarstwami homeopatycznymi, esencjami kwiatowymi itd. Proces stopniowych zmian, o którym mówiłem już się zaczął w UK, jednak ludzie nie zdają sobie z tego sprawy. Na półkach sklepów wciąż są opakowania z napisem „suplement diety” czy „preparat witaminowy”. Jednakże porównajcie opakowanie takiego preparatu wyprodukowanego przed 2005 z wyprodukowanym obecnie. Spójrzcie na dawki – zostały one drastycznie zredukowane. Dawki, które można kupić obecnie w Anglii, są zupełnie nieskuteczne. Jest to pierwszy krok w kierunku wycofania tych preparatów. Codex Alimentarius oznacza nieoznakowaną żywność modyfikowaną genetycznie (co z kolei znaczy niską wartość odżywczą i niską zawartość minerałów oraz witamin), wszystkie witaminy i minerały produkowane w niskich dawkach przez co nieskuteczne, zioła i preparaty medycyny naturalnej powinny zostać zaklasyfikowane jako leki. The Alliance for Natural Health [ANH] bierze udział w procesie sądowym we Francji, w obronie kobiety, która jest oskarżona o dealerkę narkotykami ponieważ uprawiała nielegalne zioła. Oczywiście testują tutaj znowu reakcję ogółu. Spójrzcie jak aspekty się łączą. Z moich poszukiwań nauczyłem się, że obraz nigdy nie jest jednowymiarowy i tutaj też mamy do czynienia z taka sytuacją. Przechodzimy na żarówki energooszczędne. Czy ktoś myśli, że jest to dobry pomysł? Dobrze! Jeżeli ktoś sprzedaje dom i przychodzi do niego inspektor HIP [Home Information Pack - dokumentacja sporządzana w Wielkiej Brytanii przed sprzedażą domu] to całą uwagę skupia na tym, ile żarówek energooszczędnych jest w tym domu. Mamy tu do czynienia z wielkim problemem. Każda żarówka energooszczędna zawiera 5mg rtęci. Więc żarówki te poświecą trochę dłużej i będą masowo używane przez kolejnych x lat. Jaki jest plan utylizacji tych żarówek? Wyrzućcie je do śmieci! Nie słyszeliśmy nic na temat tego, w jaki sposób są one utylizowane. Najprościej w świecie żarówki te powędrują na śmietniki, a później wysypiska śmieci. Pomnóżcie ilość domów w tym państwie przez ilość żarówek wyrzucanych na śmieci w przeciągu roku. Żarówki te zakończą swój żywot na wysypiskach śmieci. Rtęć nie jest aż tak straszna jak zubożały uran, jednak niedużo jej brakuje. Zatruwamy wody gruntowe produktami sprzedanymi nam na zasadzie: „Zredukujmy globalne ocieplenie” w myśl raportu Klubu Rzymskiego z 1991. Będzie to miało wpływ na jakość produktów spożywczych. Nawet jeśli myśleliście, że będziecie w stanie to zwalczyć, The Independent z niedzieli, kilka tygodni temu napisał, że rząd brytyjski wsparł finansowo badania nad uprawami GMO, oraz że genetycznie modyfikowane ziemniaki będą uprawiane w tym kraju jeszcze przed 2009. Film „The future of food” [Przyszłość pożywienia] ukazuje jak Monsanto wysiewało nasiona modyfikowane genetycznie na zachodzie USA, celowo wybierając zachód, ponieważ wiatr wieje na wschód i zanieczyszczając pola na wschód od ich eksperymentalnych farm. Dyrektor ds. Corporate Communication firmy Monsanto powiedział: „Monsanto nie musi zapewnić bezpieczeństwa używania organizmów modyfikowanych genetycznie. Naszym celem jest sprzedaż GMO w możliwie największej ilości. Zagwarantowanie bezpieczeństwa GMO jest zadaniem FDA [Food and Drug Administration - Amerykańska rządowa Agencja ds. Żywności i Leków].” A widzieliśmy już jak FDA postąpiła ze sprzedażą sklonowanego mięsa. Jak myślicie kto opłaca FDA? Kto im funduje wczasy? To tutaj było w wewnętrznym newsletterze Monsanto z 6. października 2000: „Biotechnologia rolna będzie miała swojego zwolennika w Biały Dom w przyszłym roku. Niezależnie od tego, który z kandydatów wygra wybory.” Oni grają na dwie strony. Ci goście mają tyle pieniędzy, że mogą kupić każdego. Jest tylko jedna organizacja, która jest bardziej aktywna politycznie w USA niż przemysł farmaceutyczny i biotechnologiczny, i ma ona gwiazdę Dawida na fladze. Przemysł farmaceutyczny, konspiracja, zbrodnie przemysłu farmaceutycznego. Kilka faktów. Aspartam firmy Searle. [I. Crane prezentuje zdjęcie młodego mężczyzny] Chce wam zaprezentować tego mężczyznę ponieważ jest on ogniwem pomiędzy Aspartamem i Tamilu, ktory to Tamiflu z kolei ratuje życie w przypadku ptasiej grypy. Poznajecie go? [nikt nie poznaje] No? [I. Crane zmienia zdjęcie na bardziej aktualne] A teraz? Donald Rumsfeld. Donald Rumsfeld był głównym szefem firmy Searle, której właścicielem jest Monsanto. Searle wyprodukowała Aspartam i chciała go wprowadzić do naszego łańcucha pokarmowego. FDA przeciwstawiła się, ponieważ okazało się, że Aspartam uszkadza mózg u młodych szczurów, na których był testowany. Jednakże nie zatrzymało to młodego Donalda Rumsfelda i w momencie, gdy Ronald Reagan został prezydentem, po kampanii wyborczej opłaconej przez Rumsfelda, dopilnował on, aby Reagan usunął głównego szefa FDA, i kilka miesięcy później nowy szef FDA, zezwolił na wprowadzenie Aspartamu do przemysłu spożywczego. Pamiętacie, mówiłem, że w USA gubernator stanu ma większą władzę niż lider jakiegokolwiek państwa europejskiego, w niektórych stanach zakazano sprzedaży napojów z Aspartamem dzieciom do 12 roku życia. Jednakże tutaj masowo sprzedaje się go dzieciom! Napoje BEZ CUKRU! Mimo, że Aspartam powoduje raka mózgu u młodych szczurów. Wróćmy do Tamiflu. Gilead Pharmaceuticals wyprodukowało Tamiflu i preparat ten okazał się pomyłką, więc sprzedała ona prawa do tego preparatu firmie Roche. Preparat ten zapodział się gdzieś na półce ze specyfikami, na które nie było zbytu. Wtedy właśnie Donald Rumsfeld został sekretarzem stanu i nagle ptasia grypa jest tym nowym wielkim niebezpieczeństwem. Ciągle jeszcze wmawiają nam, że jest ona wielkim niebezpieczeństwem. Właśnie wczoraj czytałem, że Alan Johnson, brytyjski minister zdrowia, zatwierdził zakup kolejnych 14 milionów dawek Tamiflu i wiecie co, Gilead Pharmaceuticals posiada dokumentację, że Tamiflu jedynie opóźnia symptomy ptasiej grypy na około 24 do 48 godzin. Jest bezużyteczny! Alan Johnson również oświadczył, że zakupił całą masę antybiotyków, aby je zastosować u tych osób, u których Tamiflu nie zdoła uporać się z symptomami. Jest to oburzające! Jeżeli coś się zbliża, to pokażę wam, nie jest to ptasia grypa, a Tamiflu będzie zupełną startą czasu. Natural Solution Foundation: „Codex Alimentarius jest przebiegłą machiną w obronie przemysłu farmaceutycznego. Przemysł ten zdecydował się na nieetyczną strategię dopuszczając się oszustw w swojej misji całkowitego wyeliminowania naturalnych produktów.” Istnieje organizacja o nazwie National Association of Health Food Stores [Krajowe Stowarzyszenie Sklepów ze Zdrową Żywnością]. Pomyśleć by można, że jest to inicjatywa przeciwko Kodeksowi. Taki wniosek byłby błędem, ponieważ przedstawiciele przemysłu farmaceutycznego skontaktowali się z ową organizacją, aby jej uzmysłowić, o ile większy będzie ich profit, jeśli zamiast produktów naturalnych zaczną sprzedawać syntetyki. Jest to test dla wszystkich. Test w dziedzinie spójności i etyki. Firmy farmaceutyczne tracą zysk, gdyż ludzie zwracają się w kierunku naturalnych produktów zdrowotnych. Olbrzymią kampanię na rzecz naturalnego zdrowia prowadzi dr Rath, wydał on tę książkę „Ścieżka do zdrowia” [Roadmap to Health]. Jest on bohaterem w Afryce Południowej, gdyż zauważył on, że firmy farmaceutyczne robią wielkie pieniądze na AIDS. Rozpoczął on własne badania i stwierdził, że jeżeli nie poda się leków przeciw AIDS pacjentom z wirusem HIV, lecz zacznie się ich leczyć preparatami medycyny naturalnej, ziołami i zmieni się im dietę, wówczas nie rozwinie się u nich AIDS. Dopiero jak zaczną oni stosować terapie antyretrowirusową staną się oni ofiarami AIDS. Napisał on również tę niesamowitą książkę pt. ”Połóżmy kres chorobie AIDS” [End AIDS]. Oczywiście firmy farmaceutyczne nie przepadają za dr. Rathem, gdyż straciły przez niego olbrzymie pieniądze z Afryki Południowej. [I. Crane zmienia slajd] To jest strona z jest z magazynu Time sprzed kilku tygodni. Widzicie to i myślicie: „Ach, wspaniale, obszerny artykuł na temat terapii naturalnych”. W artykule czytamy: „80% ludzi na całym świecie stosuje medycynę naturalną, 191 milionów funtów wydaje się każdego roku w Wielkiej Brytanii na terapie alternatywne, 60% szkockich lekarzy przepisuje leki homeopatyczne, itd.” Jednak nie jest to taki obiektywny raport, jakby się mogło wydawać, gdyż w tytule przemycono następującą informację: „Zielarz nie jest w stanie dać żadnej gwarancji, że jego preparaty są skuteczne.” Jak myślicie, która część artykułu utkwiła w pamięci większości czytelników? A spójrzcie na to: „Ekspert opowiada się za przywilejem do wydawania recept jedynie ze specjalnym uprawnieniem” [Clinician supports prescription by permission]. Jest to największym zagrożeniem dla wielu osób praktykujących medycynę komplementarną, ponieważ bardzo ważnym aspektem misji przemysłu farmaceutycznego jest pozbycie się wszystkich niemedycznie wykwalifikowanych osób zajmujących się medycyną alternatywną. Czyli według obecnej wersji Kodeksu, osoba wykształcona w zakresie medycyny konwencjonalnej, a następnie zajmująca się medycyną naturalną, będzie wciąż w stanie przepisać leki naturalne. Mamy z tym do czynienia w Niemczech. Leki homeopatyczne są dostępne, jednakże tylko, gdy zostaną przepisane przez lekarza medycyny konwencjonalnej. [Błąd! Leki homeopatyczne są dostępne w Niemczech bez recepty. - przyp. tłum.] W roku 2005 ANH [Alliance for Natural Health - Koalicja Naturalnego Zdrowia] rozpoczęła serię rozpraw w sądzie europejskim, aby nie dopuścić do wprowadzenia Kodeksu. Sędzia, Leendert Geelhoed, był bardzo przychylny, wyraził się o losowo wybranych fragmentach Kodeksu, że są tak jasne i przejrzyste jak czarne pudełko. Powiedział on w kwietniu 2005: „Zapomnijcie, Kodeks nie dojdzie do skutku, bo nikt nie wie o co w nim chodzi”. Jednakże Kodeks i WTO postanowili rozpocząć sprawę w międzynarodowym sądzie w Luksemburgu. Sprawa ta weszła do sądu 12 lipca 2005. Mam ze sobą kilka kopii filmu pt. „We become silent”. Jest to film nagrany, krótko po orzeczeniu sądu europejskiego i tuż przed finałem sprawy w sądzie międzynarodowym. W filmie tym pokazano jak Stanom Zjednoczonym udało się uniknąć implementacji Kodeksu w 1994. Jest on również próbą wzbudzenia entuzjazmu Europy w walce z Kodeksem. 12 lipca 2005 sąd międzynarodowy przesądził UE. Sprawa w sądzie międzynarodowym odbyła się po spotkaniu Kodeksu z dnia 4 lipca 2005 w Rzymie, na którym 85 państw, włącznie z Kanadą i USA, zatwierdziło restrykcyjne wytyczne dla suplementów żywieniowych. Sprzeciw ze strony Chin i Afryki Południowej został zignorowany. Tak samo jak w wytycznych z 2001 roku ustalono, ze – posłuchajcie tego uważnie: „należy surowo zabronić informacji o tym, że choroby mogą zostać wyleczone przez środki odżywcze”. Według tego postanowienia, nielegalnym jest, jeśli lekarz udzieli pacjentom informacji, że ich stan mógłby się poprawić, jeśli zmieniliby dietę. Oburzające! To jest jeden z zawodników, dr Rolf Grossklaus, jest on przewodniczący komitetu Koddeksu o nazwie {Nutrition and Foods for Special Dietary Uses}. A to są ludzie, którzy z nimi walczą, zrzeszeni w międzynarodowej organizacji pozarządowej - National Health Federation. Tutaj przestawię wam trzech głównych graczy: Scott Tips, prezydent NHF - jeśli pójdziecie na stronę NHF [www.thenhf.com], znajdziecie tam książkę pt. „Codex Alimentarius – globalny imperializm żywieniowy” - jest to zbiór artykułów ludzi, którzy doświadczyli Kodeksu u jego źródła. Sam tytuł książki już sugeruje, że Scott bezlitośnie rozprawia się z Kodeksem. Dwaj pozostali gracze w jego drużynie to: Paul Anthony Taylor, zamieszkały na północnym wschodzie Wielkiej Brytanii, jest on przewodniczący NHF, oraz dr Robert Verkerk, bardzo ważny zawodnik. W 2002 był on wykładowcą w Imperial College w Londynie i zdecydował się porzucić akademię i podjąć walkę przeciwko Codex Alimentarius. Jest on prezesem ANH [Alliance for Natural Health - Koalicja Naturalnego Zdrowia] oraz naukowym doradcą NHF. Są oni jedynymi osobami pomiędzy nami a komisją Codex Alimentarius. NHF finansowana jest ze środków pozyskanych w USA. Paul Anthony Tayler jest również dyrektorem ds. kontaktów zewnętrznych fundacji dra Ratha, więc finansowany jest przez tę fundację. Dr Robert Verkerk finansuje się sam mianowicie z datków. Kiedy po raz pierwszy się z nim skontaktowałem i powiedziałem mu, że mam zamiar udzielić kilku wykładów na temat Kodeksu, i zorientował się, że dzwonię z Wielkiej Brytanii i wykłady te chcę przeprowadzić w tym właśnie kraju, powiedział mi, że nie będzie to sukcesem. Twierdził, że jak organizuje takie spotkania na temat Kodeksu w Nowej Zelandii, Australii lub USA, to zebranymi ludźmi jest on w stanie wypełnić mały stadion. W Wielkiej Brytanii sukcesem jest, jeśli kilka osób zjawi się na wykładzie. Kilka tygodni na takim wykładzie mieliśmy około 30 osób, dzisiaj 60 lub 70. Mimo naszego całego wysiłku skierowanego na zapoznanie ogółu z istotą Kodeksu wciąż spotykamy się z reakcją: „To się nie wydarzy”. Nie myślcie, że jestem w jakiś sposób związany z organizacją ANH, jedynie telefonowałem kilka razy z Robertem Verkerkiem, kilka razy też się spotkaliśmy. Robert to niesamowity człowiek, wspaniały naukowiec, jak z nim rozmawiam, to często myślę: „OK, Robert, za kilka minut powiesz coś, co uda mi się zrozumieć”. Jest to naprawdę niesamowity człowiek i szczery i poświęcony sprawie i… tak niedoceniony i ma tak niewielkie wsparcie. Jak go spotkałem byłem nawet jeszcze bardziej zdeterminowany i pomyślałem - Jeśli nie uda nam się uzmysłowić Totnes co się zbliża, to jaka jest nadzieja dla środowisk związanych z ekologicznym rolnictwem oraz zdrowiem komplementarnym i alternatywnymi metodami leczenia w Wielkiej Brytanii. Jeśli nie uda nam się uzmysłowić Totnes w Glastonbury, co się szykuje, to wybaczcie co powiem, ale sami będziemy sobie winni i naprawdę jest to bolesne i niewybaczalne, że mimo wielu ostrzeżeń, mało kto próbuje temu zapobiec. Tutaj mam formularze na bezpośrednie przekazy pieniężne na rzecz ANH i jeśli jesteś terapeutą w zakresie medycyny naturalnej, lub w jakikolwiek sposób związany z żywnością naturalną lub rolnictwem organicznym, proszę cię, wesprzyj dra Roberta Verkerka i jego pracę. Strategia wewnętrzna jest bardzo ważna, właśnie o to chodzi w inicjatywach typu Transition Town [jaką jest Totnes], jednak bardzo ważnym jest również działać na zewnątrz. Jeśli jesteście zrzeszeni w jakiejś organizacji bardzo ważnym jest opracowanie strategii dotyczącej waszego udziału w walce z Kodeksem, ponieważ, zapewniam was, ten scenariusz jest bardzo realny. Pamiętacie na początku naszego spotkania zacytowałem zdanie z newslettera NHF: "Nigdy nie słyszałeś o Kodeksie? Właśnie o to im chodzi!" Jeśli zaczniecie czytać na temat Kodeksu, natkniecie się między innymi na tę panią – dr Rima Laibow, która napisała artykuł do książki „One nation under siege”. Ma ona bardzo interesującego partnera – gen. Alberta Stubblebine, jest on specjalistą od operacji psychologicznych [PSYOPS]. Utworzyli oni kilka lat temu organizację pod nazwą National Solution Foundation. Bardzo mało o tych ludziach wiemy. Na ostatnim spotkaniu Codex Alimentarius w Niemczech okazali się prawdziwym utrapieniem. Wydaje się, że ci ludzie są twarzą tzw. kontrolowanej opozycji i usiłują zniweczyć pracę Roberta Verkerka, Scotta Tipsa i Paula Anthonego Taylera. Jeżeli się mylę, to wierzę, że ich zachowanie wcześniej czy później pokaże, po której stronie grają. Pokazałem ten slajd ostatnim razem podczas wykładu - bańka Totnes. Jeszcze nie pękła. Totnes, jakim je znamy dzisiaj, zmieni się diametralnie, jeżeli ludzie tworzący Kodeks nie zostaną pokonani. Nie podlega to żadnej dyskusji. Nie ma w tym żadnej konspiracji, dlatego przyniosłem ze sobą te materiały, między innymi od ANH. Proszę zabierzcie je ze sobą. Zajrzyjcie na stronę internetową ANH [www.anh-campaign.org]. Proszę odwiedźcie stronę NHF [www.thenhf.com]. Zajrzyjcie na stronę Fundacji dr. Ratha. Zacznijcie zbierać informacje. Wasza społeczność powinna być tego bardziej świadoma niż jakakolwiek inna w całej Wielkiej Brytanii. W przeciwnym razie za 10 lat życie będzie się pewnie dalej toczyć, lecz będzie się bardzo różnić od tego, co znamy. Byłbym zażenowany, gdyby ktoś po wysłuchaniu tego wykładu zaczął mnie cytować. Nie jest to celem mojej prezentacji. Codex Alimentarius nie jest nawet moim specjalnym obszarem studiów, nie jestem naturopatą, ani osobą bezpośrednio związaną z alternatywnymi bądź komplementarnymi metodami leczenia, nie jestem również osobiście zaangażowany w rolnictwo organiczne, ale wybrałem życie w tej społeczności świadomie i obecnie jestem poważnie wkurzony, ponieważ niektórzy z nas usiłują pokazać reszcie co się dzieje, a ci nie chcą tego wiedzieć. Ja też muszę się uporać z poważną decyzją, czy chcę kontynuować pogłębianie wiedzy na ten temat i organizowanie prezentacji, ponieważ organizowanie spotkań tego typu nie jest tanim przedsięwzięciem. Wy musicie się określić, musicie stąd wyjść i podjąć decyzję. Może wyjdziecie stąd, zaczniecie zagłębiać się w temat i powiecie: „Ten Kodeks to całkiem niezła sprawa”. Świetnie, więc nie musicie nic robić, aby mu zapobiec. Inni wyjdą stąd i być może będą przyglądać się z boku, co się wydarzy jak inni podejmą walkę. Jeszcze ktoś inny wyjdzie stąd, z wnioskiem, że osobiście nie może się zaangażować w walkę, ale proszę was, rozważcie co może być waszym wkładem, aby wesprzeć ludzi typu Roberta Verkerka. Jedynym sposobem na pokonanie Kodeksu jest nauka. Ludzie Kodeksu nie będą słuchać naturopatów, którzy powiedzą: „Ach, nam się ten Kodeks nie podoba. To nie jest dobry pomysł. My musimy być w stanie przepisywać naturalne leki naszym pacjentom”. A ludzie Kodeksu odpowiedzą: „Tak, tak, dziękujemy. Adiós!”. Nauka! Jedynie nauka może przekonać tych gości, aby przystopowali. Obecnie jedyne na co możemy liczyć to to, że opóźnimy Komisję Codex Alimentarius, aż może zdrowy rozsądek przeważy. Edukujcie znajomych z pracy, a jeśli przynależycie do jakiejś organizacji dowiedzcie się jaka jest opinia jej kierownictwa na temat Codex Alimentarius, a jeśli nie mają oni żadnej strategii zapytajcie ich dlaczego? Zapytajcie czy są zadowoleni, że Kodeks nadchodzi i chcą przyłączyć się do stowarzyszeń typu National Association of Health Food Stores. Mnóstwo czasu poświęciłem znajdowaniu informacji na temat tego człowieka [Niejasne, o kogo chodzi. I. Crane zmienia slajd, niestety niewidoczny w filmie. - przyp. tłum.] i raportów, które napisał, jak również jego interwencji w trakcie spotkań Kodeksu. Członkowie Kodeksu szanują go. Nie przyjmują bezkrytycznie wszystkiego co on powie, ale szanują go. Jeśli nie wierzycie mi, przyjdźcie na spotkanie z Robertem Verkerkiem w Totnes po koniec kwietnia. Spotkanie pod nazwą Alternative View rozpocznie się w piątek, a z rana w sobotę dr Robert Verkerk będzie przemawiał na temat, swojego doświadczenia z Kodeksem. Przyjadą również inni interesujący ludzie, np. Peter Taylor, naukowiec badający zmiany klimatyczne i reprezentujący nieco inne zdanie na ten temat niż ortodoksyjni naukowcy. Będzie dzisiaj tutaj jeszcze David Hopkin, który również powie o tym spotkaniu. Będzie to niesamowite wydarzenie i jeśli nie uda nam się znaleźć chętnych, którzy by przyszli dowiedzieć się o Kodeksie od ludzi takich jak Robert Verkerk obecnych na tym spotkaniu. Jest to dla nas teraz wielkim wyzwaniem, decyzja z którą stąd odejdziecie. Naprawdę możemy zmienić naszą rzeczywistość. Dzisiaj zabrałem was w podróż po dość krętej drodze w obszar bardzo złożonego zagadnienia. Nie będziecie pamiętać wszystkiego co dzisiaj omówiłem, jednak wierzę, że któraś część wykładu w sposób szczególny do was dotarła i zakorzeniła kilka kluczowych haseł w waszej pamięci, tak że wróciwszy do domu, będziecie wiedzieć, czego szukać w Google'u i będziecie mogli sami o tym poczytać, gdyż tylko jeśli osobiście się tym zainteresujecie, będziecie mogli się lepiej określić w temacie Kodeksu. Zrobimy teraz krótką przerwę, około 15 minut, a po przerwie będziemy mieli czas na pytania, dyskusję, a ja chciałbym wysłuchać waszych opinii na temat Kodeksu. Zanim jednak pójdziecie na przerwę chciałbym zakończyć ten wykład cytatem jednego z moich ulubionych filozofów, Marka Aureliusza, z II wieku. „Pamiętaj o wzajemnym powiązaniu i splątaniu wszystkiego” To o czym mówimy w przypadku Kodeksu ma wiele wymiarów i powiązane jest z wieloma innymi sprawami dziejącymi się wokół nas. Dlatego tak ważnym było zawrzeć w wykładzie informacje na temat Nowego Porządku Świata, i sposobu w jaki UNO i WTO oraz WHO współpracują z Unią Europejską i w jaki sposób bardzo skutecznie jeżdżą po rządach państw jak po łysej kobyle! „Pamiętaj o wzajemnym powiązaniu i splątaniu wszystkiego” Drodzy Państwo bardzo wam dziękuję za Waszą uwagę podczas tego wykładu. ”To co robimy w życiu, odbija się echem w wieczności.” Bardzo dziękuję.

17:52, soeltech
Link Dodaj komentarz »

Tekst pochodzi ze strony: http://xcodex.wikidot.com/iancranelecture-pl

 

Wykład z października 2007 w kościele św. Jana, Totnes*, Devon, Anglia [Tłumaczenie ze słuchu - xcodex]


*Miasteczko Totnes w Wielkiej Brytanii jest tzw. Transition Town, jednym z miast, które w ramach projektu Transition Town Movement [Inicjatywa Miasto Przemian] zapoczątkowanej w 2006, przygotowuje się na stawienie czoła zmianom klimatycznym i kryzysowi energetycznymu. Inicjatywa ta podejmowana jest obecnie w wielu miastach i wsiach świata. Totnes (8 tys. mieszkańców) jest miasteczkiem, z wieloma projektami w zakresie naturalnego zdrowia, rolnictwa ekologicznego, alternatywnych źródeł energii i zrównoważonego rozwoju (sustainable development).


Ian Crane: Najprawdopodobniej powinienem był nazwać ten wykład "Czy to jest prawda?", ponieważ jak zaczynałem przedstawiać ten temat ludziom, ich reakcją było: "No coś ty! Oni nic takiego nie zrobią". A ja mówiłem: "Wierz lub nie, ale o to właśnie im chodzi, żebyś tak myślał". Pewnego dnia znalazłem dokument National Health Federation, o której będzie mowa w trakcie wykładu. W pierwszym akapicie napisano: "Nigdy nie słyszałeś o Kodeksie? Właśnie o to im chodzi!" Kodeks ma w programie: - tylko suplementy w niskiej, a więc nieskutecznej, dawce będą dostępne - wszystkie lub większość produktów spożywczych będzie modyfikowana genetycznie - wszelkie skuteczne suplementy zostaną wycofane lub sprzedawane jedynie na receptę (czyli tak jak się to teraz odbywa w Norwegii, a w przyszłości w innych krajach) Jednak sednem jest: "Nigdy nie słyszałeś o Kodeksie? Właśnie o to im chodzi!" Co chcę osiągnąć dzisiaj, jest pobudzić was do zdeklarowania się. Po wykładzie odejdziecie stąd i będziecie musieli podjąć bardzo ważną decyzję i jak wam pokażę co nas czeka, zrozumiecie, jak ważna jest to decyzja. Zacznę od przedstawienia Marka Plotkina. Po raz pierwszy natknąłem się na jego osobę, na jego książki, w Ameryce Środkowej około 10 lat temu. Czytałem jego książkę pt. "Uczeń szamana". Plotkin jest absolwentem Harwardu. Odbył on swoja pierwszą podróż nad Amazonkę podczas wakacji letnich jako tragarz. Był tak zafascynowany tą podróżą, że zdecydował zmienić kierunek studiów na etnobotanikę. Po kilku latach ponownie wybrał się nad Amazonkę, ale już z inną misją. Chciał iść daleko wgłąb dżungli, nawiązać kontakt z plemieniem, które prawie nie miałoby kontaktu ze światem zewnętrznym. Po pewnym czasie udało mu się to i to co odkrył, rozwaliło go. Znalazł tam kulturę zupełnie niezepsutą przez świat zachodni. Ludzie biegali nago, jedynie mężczyźni mieli malusieńki sznurek wokół talii. Po kilku dniach zauważył, że ten sznurek ma praktyczne zastosowanie Podczas polowania w dżungli służył ochronie przyrodzenia w trakcie biegu lub skoków ponad konarami i gałęźmi. Jednakże tym co go zafascynowało były lekarstwa. Fakt, ze szaman, uzdrowiciel, był skarbnicą informacji przekazywanych przez pokolenia. Każdy szaman w pewnym okresie swojego życia wybierał ucznia z plemienia i było to obowiązkiem szamana przekazać tę wiedzę uczniowi. Plotkin uczył się o pracy szamana i stwierdził, że szamani mają naturalne lekarstwa, które zasadniczo leczyły wszystkie choroby plemienia. Ludzie w tym plemieniu dożywali sędziwego wieku. Wiele faktów udokumentował, zabrał do Los Angeles i sprzedał te informacje firmie farmaceutycznej w celu sfinansowania swoich podróży nad Amazonkę. Po czterech latach ponownie wybrał się nad Amazonkę do tego samego plemienia. Gdy ludzie z plemienia przywitali go nad rzeką, zszokowało go, że ubrani są w spodnie Levis'a i hawajskie koszule, a nie w paseczek wokół talii. Co zobaczył później wprowadziło go w furię. Wszedł do chaty szamana, bazy przetwarzania lokalnych ziół, i stwierdził, że zostały one zastąpione rzędami butelek od firmy farmaceutycznej. Jak się bardziej im przyjrzał, odkrył, że były to syntetyczne odpowiedniki sporządzone przez firmę farmaceutyczną na bazie informacji, które jej sprzedał przed 4 laty. Spytał on również, dlaczego używają oni tych syntetycznych lekarstw. Odpowiedzią było: "Misjonarze nam powiedzieli, że nasze naturalne leki są dziełem diabła i powinniśmy używać te zabutelkowane lekarstwa." Gdybyście czytali tę książkę, wciąż jest w handlu, Plotkin jest dość delikatny w stosunku do tych misjonarzy. Biorąc pod uwagę jego doświadczenia można by oczekiwać, że będzie bardziej krytyczny. Na podstawie tej książki "Uczeń szamana" nakręcono również film. Pewne zdanie utknęło mi w pamięci: "Za każdym razem kiedy umiera szaman, to tak jakby została spalona biblioteka." Analizując historię, nie jest to pierwszy raz kiedy coś takiego się dzieje. Ci sami ludzie, którzy wmuszają rdzennym mieszkańcom syntetyczne leki, reprezentują ten sam system wierzeń, jak ci, którzy spalili bibliotekę w Aleksandrii w roku 415, ci, którzy, spalili tysiące książek pod przewodnictwem biskupa Diego de Landa w XVI w. w Ameryce Środkowej… i robią to również teraz, niszcząc muzeum w Bagdadzie. Również specjalne oddziały w starożytnej Sumerii szukają starożytnych pism, zagrażających ich systemowi wierzeń, który chcą narzucić szerokim masom. Plotkin zauważył, że w tym wypadku informacje zdobywane przez milenia, były niszczone w oka mgnieniu. Przemysł farmaceutyczny powstał około 80 lat temu. Mam tutaj książkę, która właśnie została wydana. Autorem jest William Engdahl - "Nasiona Destrukcji, Ukrywany System Genetycznych Manipulacji". Przeczytam wam recenzję napisaną przez mojego przyjaciela z Kanady. Książkę dopiero co wydano i sam jej jeszcze nie czytałem. "Ta umiejętnie napisana książka ukazuje, w jaki sposób społecznopolityczna elita Ameryki usiłuje przejąć kontrolę nad podstawą ludzkiego przetrwania: zagwarantowaniem naszego chleba powszedniego. Kto kontroluje żywność, ten kontroluje ludzi. Nie jest to zwykła książka o niebezpieczeństwach genetycznych manipulacji. Engdahl prowadzi czytelnika korytarzami władzy na tyły laboratoriów naukowych, za zamknięte drzwi sal posiedzeń korporacji. Autor ujawnia diaboliczną intrygę napędzaną żądzą zysku, korupcję w rządzie oraz jak narzędzia genetycznej manipulacji i patentowania żywych organizmów prowadzą do przejęcia kontroli nad przemysłem artykułów spożywczych." To tylko wierzchołek góry lodowej. Gordon Brown zaistniał na arenie politycznej nieustannie nawiązując do Nowego Porządku Świata. Nigdy nie słyszano sformułowania Nowy Porządek Świata z jego ust, aż do 15.01.2007, kiedy wygłosił przemowę w Indiach. Wtedy po raz pierwszy wspomniał o Nowym Porządku Świata. Tony Blair użył tego sformułowania tylko dwa razy, tuż po atakach 11 września. Gdy Gordon Brown wygłosił przemówienie dla CBI, Konfederacji Przemysłu Brytyjskiego, w maju tego roku, 6 tygodni przed przystąpieniem bez elekcji do urzędu premiera Wielkiej Brytanii, i w tej przemowie używa sformułowanie Nowy Porządek Świata 9 razy. George'a Orwella większość zna jako autora książki "1984", napisał również książkę "Nowy Porządek Świata" w 1938r. Niezwykle prorocza książka. Być może bardziej prorocza niż "1984". Hitler oczywiście używał sformułowania Nowy Porządek Świata. Głównym sponsorem Hitlera był przemysł farmaceutyczny - IG Farben, będące konglomeratem trzech największych niemieckich firm farmaceutycznych: Hoechst, Bayer i BASF. Główni szefowie tych były sądzone w Norymberdze i uznani winnymi zbrodni na ludzkości. Wiele osób myśli, że Oświęcim był obozem koncentracyjnym. W rzeczywistości Oświęcim był największym kiedykolwiek istniejącym obozem pracy - 8 na 3 km czyli 24 km2. IG Farben używało tych ludzi jako siły roboczej i królików doświadczalnych. Główni zarządzający IG Farben byli więzieni po II wojnie światowej. W przeciągu 10 lat dwóch z nich byli ponownie przy sterach dwóch głównych firm farmaceutycznych: Hoechst i BASF. Nie powinno też nikogo dziwić, że firmy farmaceutyczne są głównym zapleczem finansowym dla reżimu Busha. Gordon Brown jasno zdeklarował się jako zwolennik Nowego Porządku Świata. Spójrzmy na kilka aspektów Nowego Porządku Świata. Kluczowym aspektem jest globalizacja Globalizacja postępuje a większość ludzi nie zdaje sobie z tego sprawy. Tak samo jak nie chcą, żebyśmy wiedzieli zbyt dużo o Kodeksie, tak samo nie chcą, żebyśmy znali szczegóły ich planów politycznych. Tak wyglądała mapa Europy po II wojnie światowej - 27 różnych państw, a wszystkie wewnętrznie odpowiedzialne za swoje politykę, filozofię, styl życia. W roku 1957 wraz z powołaniem Klubu Rzymski, który początkowo był kooperacją ekonomiczną, organizacją kooperacji ekonomicznej, i z czasem zmienił się w superpaństwo z 27 nacjami. Obecnie gubernator stanu w USA ma większą władzę i autonomię, niż premier państwa europejskiego. W Europie jest więcej prawa federalnego niż w USA. A Europa jako federacja istnieje dopiero od około 50 lat, a USA dla porównania od 231 lat. To dopiero początek. Jak Europa jednoczyła się w superpaństwo, podobnie działo się na całym globie. Mamy Ligę Narodów Afrykańskich, Narodów Arabskich, Wspólnota Gospodarcza Azji i Pacyfiku (APEC), Stowarzyszenie Narodów Azji Południowo-Wschodniej (ASEAN) i tę która narodzi się wkrótce - Unię Ameryki Północnej. Jest to bliska przyszłość. Jest realizowane poprzez załamanie się dolara. Bardzo interesujące. Jeśli spojrzeć na wykresy, jak np. ten z The Independent sprzed kilku dni, ukazujący początek spadku wartości dolara w momencie ustanowienia Georga Busha prezydentem USA w demokratycznym procesie Sądu Najwyższego decydującego 5 do 3 na jego korzyść. To był początek, a końca nie widać. Zamiarem jest utworzenie Unii Ameryki Północnej i jeśli myślicie, że to jakieś wymysły, to tutaj proszę, sięgnąłem po czasopismo National Health Federation "Health Freedom News", w którym jest artykuł przewodniczącego NHF, Brytyjczyka Paula Anthony'ego Taylora pt.: "Unia Ameryki Północnej - Udany żart czy superrząd w trakcie tworzenia". Ten człowiek jest jednym z głównych "zawodników" wśród organizacji pozarządowych, które mają prawo uczestniczenia w procesie tworzenia Kodeksu. Paul Anthony Taylor niezaprzeczalnie wie, o co w tym wszystkim chodzi. Jest jeszcze jeden powód poza tym ekonomicznym, być może jeszcze bardziej złowróżbny, dlaczego USA usiłuje utworzyć Unię Ameryki Północnej. Mianowicie, ich wojsko ma problemy z rekrutacją. Po otwarciu granic z pewnością nie Kanadyjczycy, lecz wielu Meksykańczyków będzie przystępować do amerykańskiego wojska. Więc nagle mamy do czynienia z Unią Północnej Ameryki będącą kolejnym krokiem po Północnoamerykańskim Układzie Wolnego Handlu (NAFTA), tak jak Unia Europejska jest następstwem EWG. Jeśli to się stanie, zostanie też utworzone wojsko Ameryki Północnej składające się głównie z Meksykańczyków walczących o ustanowienie hegemonii USA na świecie. Tutaj jeszcze jeden dokument, który przedstawiam podczas każdego z moich wykładów już od kilku lat i który z pewnością nie trafił jeszcze do zbyt wielu odbiorców. Tytuł brzmi "Odbudowa obronności USA" (Rebuilding America's Defenses), opublikowany we wrześniu 2000 pod auspicjami tzw. Project for the New American Century. Czytając to ma się wrażenie, że jest to George Orwell na kwasie. Czyta się w nim o potrzebie zdominowania świata przez USA, przy zastosowaniu wszelkich dostępnych środków, chodzi oczywiście o wojsko. Zawiera też kilka akapitów o zastosowaniu środków farmaceutycznych w celu polepszenia działań żołnierzy, zmniejszyć ich strach i zapotrzebowanie na pożywienie i wodę, zamieniając żołnierzy w walczące roboty. Nie powinno więc dziwić, że wojsko Stanów Zjednoczonych jest winne tylu zbrodni. Ponieważ po uszy nafaszerowani są chemią. Oni nie są ludźmi. Pozbawieni są racjonalnego myślenia. Więc czyta się ten dokument jak dzieło jakiegoś psychopaty. Jednak zerkając na ostatnią stronę zauważymy, że nie napisała tego jedna osoba lecz 27 osób, wliczając Paula Wolfowitza, Donalda Rumsfelda, obecnego prezesa Banku Światowego Zoellicka, Dov Zakheim, który 10.09.2001, oświadczając mediom, że Pentagon stracił 2 300 000 000 000 dolarów. Oświadczenie to zostało jednak przyćmione wydarzeniami następnego dnia. Ci ludzie wyrazili się zwięźle i jasno na temat swoich planów w tym dokumencie. Więc nie powinno dziwić, o co się tu dzieje. Przedstawiłem na moim DVD, o nazwie "Fool me once", taktykę jaką się posługują. Wierzą oni, że im więcej informacji ujawnią ogółowi, a ludzie będą obojętni, ta obojętność daje im przyzwolenie realizacji ich planów. Jest wiele takich ujawnionych informacji w obiegu, wiele z nich omówię dzisiaj, i jeśli my nie zadziałamy przeciwko nim, jest to dla nich zielone światło, aby kontynuować. I będą napierać i napierać, aż do momentu jakichś zamieszek cywilnych, kiedy znowu trochę poluzują. Następnym krokiem będzie zjednoczenie Unii Północnoamerykańskiej z UE, które staną się najpotężniejszym blokiem ekonomicznym, zdominują cały świat i bardzo szybko połkną inne wspólnoty ekonomiczne. A wszystko to pod przykrywą Narodów Zjednoczonych. Symbolizm flagi NZ jest znaczący. Ta siatka nad globem. Wiele to mówi. Jest też tutaj bardzo agresywny symbol u dołu. Czy ktoś poznaje ten symbol? Bank Światowy. Zazwyczaj nie przynoszę ze sobą tylu materiałów na wykłady, ale w przypadku tego tematu wiele ludzi myśli, że to jakieś fantazje, więc przynoszę materiały potwierdzające to o czym mówię. Książka, którą gorąco polecam, to „HitMan. Wyznania ekonomisty od brudnej roboty.” Johna Perkinsa, który przez wiele lat pracował dla Banku Światowego. Jego zadaniem było przekonać rządy krajów rozwijających się, aby zaciągnęły kredyt, czyli jednym słowem zadłużenie tych państw. Na małą skalę, jeśli zmusi się pewną osobę do zadłużenia się, ma się ją praktycznie pod kontrolą. Tak samo wygląda to na większą skalę, jeśli zadłuży się jakiś kraj, można go kontrolować. Nie powinno nikogo dziwić, które kraje są zaklasyfikowane jako Oś Zła. Mają one wszystkie coś wspólnego. Są to państwa jak Kuba, Korea Północna, Iran, ostatnio też Rosja. Czy ktoś wie dlaczego Rosja była tak demonizowana w mediach w ostatnich miesiącach? Wszystkie te państwa, jak również Wenezuela i coraz więcej państw Ameryki Łacińskiej, po tym jak Chavez zaczął pomagać im wydostać się z długów BŚ. Wszystkie państwa zaliczane do Osi Zła są wolne od długu. A Rosja spłaciła ostatnią ratę długu w 1990 wraz z upadkiem bloku sowieckiego. Więc Putin dokonał czegoś wielkiego przypisując siedmiu oligarchów do przemysłowego uzdrowienia Rosji. Oczywiście jeden lub dwóch z nich chciało zbyt dużo władzy, co przysporzyło Putinowi trochę problemów. Jednakże jego strategia była całkiem niezła. Wybrał on najlepszych, aby przywrócili pełne tempo rozwoju w swoich branżach, a i w rezultacie uczynili Rosję samowystarczalną. I właśnie w takiej pozycji jest dzisiaj Rosja. Bank Światowy ma dwóch wpółgraczy, którzy realizują jego zamiary. Jest to Światowa Organizacja Handlu (WTO) utworzona w 1995 i Światowa Organizacja Zdrowia (WHO). Te dwie organizacje mają zupełnie mylne nazwy, gdyż WTO nie ma zbyt wiele do czynienia z handlem, a WHO z pewnością nie ma nic do czynienia ze zdrowiem. Każde państwo zapisane jako państwo członkowskie WTO jest kontrolowane przez ONZ. Cokolwiek WTO ustanowi prawem, państwa członkowskie muszą się do tego stosować. Dam wam przykład. WTO dopuściło eksport amerykańskiej wołowiny zawierającej hormon wzrostu i nie rozumie dlaczego jakiekolwiek z państw członkowskich mogłoby odrzucić import tej zanieczyszczonej wołowiny. Obecnie UE odmawia importu amerykańskiej wołowiny i musi płacić WTO grzywnę w wysokości 150 milionów euro rocznie. Ponieważ nie chcemy tej zanieczyszczonej wołowiny. Wartość tej grzywny rośnie, tak długo jak długo UE będzie odrzucać tę wołowinę, aż pewnego dnia powiemy: „OK! OK! Weźmiemy tę wołowinę!” Tylko kto ją zje. Nie wiadomo! Ponieważ Kodex domaga się, aby zaprzestać znaczenia towarów spożywczych. Wielu ludzi ma błędną koncepcję na temat UE i myśli, że jest to organizacja demokratyczna. Zepewniam was, że nie jest to prawdą. Zacznijmy od tego, że moglibyśmy przedyskutować, czy można wypowiedzieć „demokracja” i {„three line width”} na jednym wydechu. {Three line width} nie jest demokracją, a właśnie z tym mamy tutaj do czynienia. Lecz UE jest jeszcze gorsza. Elekcja europosła jest równie skuteczna jak wybór przedstawiciela związków zawodowych. Związkowiec nie ma zupełnie żadnego wpływu na losy firmy – przynajmniej w naszym kraju, ma się to jednak trochę inaczej w Niemczech lub Francji. Tak samo jest z europosłem. Są oni ciałem opiniodawczym. Nic mniej, nic więcej. Prawdziwą władzę mają komisarze UE. A najbardziej wpływowym wśród nich jest komisarz ds. handlu i oczywiście wiemy, kto nim jest, najuczciwszy brytyjski polityk – Peter Mandelson. Ile razy ten gość został wyrzucony z gabinetu? Dwa lub trzy razy! Jest to człowiek, który decyduje na co UE się godzi, a na co nie w układach z WTO. To on decyduje o UE, to on decyduje o nas. UE nie ma prezydenta, jednakże konstytucja UE wymaga, aby taki urząd powstał. Prezydent ten oczywiście nie będzie wybierany w wyborach lecz wyznaczany i wiecie komu obiecano ten urząd? Jak myślicie dlaczego musi on przejść na katolicyzm? Nie ma mowy, aby protestant był prezydentem UE! Unia jest jednostką katolicką! Nie nazywa się Klubem Rzymskim bez powodu! Tak więc, aby Tony mógł zostać prezydentem UE musi przejść na katolicyzm. Oto on, w razie jak byście zapomnieli jak on wygląda. Nie ma go obecnie w kraju. Gdzie jest? Udziela się gdzieś na Bliskim Wschodzie jako „minister pokoju” jak go ostatnio nazwano. To tak jakby uczynić króla Heroda odpowiedzialnym za przedszkole. Przynajmniej nikt mu nie ufa. Gordon Brown naprawdę chciał się go pozbyć z kraju. Obecnie z pewnością chce, aby wrócił, ale wtedy nie chciał być drugim gościem u Tony'ego. Jednak ja tak sobie wyobrażam Tony'ego i mam nadzieję to pewnego dnia zobaczyć. Ten facet jest zbrodniarzem wojennym największego kalibru. Jest ich więcej: Alastair Campbell – kolejny zbrodniarz wojenny. Ma on na swoich dłoniach krew Davida Kelly, a Tony kłamał przez cały swojego urzędowania. Więc co my tutaj mamy, to Sowiecka Republika Wielkiej Brytanii. W obecnym rządzie nie ma polityka zasługującego na miano męża stanu, niesamowite! Być może o tym wiecie, że Jacqui Smith w przeciągu tygodnia po objęciu stanowiska ministra spraw wewnętrznych dała pozarządowym agencjom większy dostęp do prywatnych informacji ludzi w tym kraju niż KGB miało podczas apogeum Imperium Sowieckiego… i zgubienie tych dysków to być może dobra wiadomość. Wiem, to może brzmieć dziwnie, lecz biometryczne dowody osobiste wydawały się być tak nieuchronne, aż zgubienie tych dysków udowodniło, że tym ludziom nie można powierzyć żadnych informacji. Więc nie podchodźcie do tego zbyt negatywnie. Może ktoś nam tu zrobił wielką przysługę. Widzicie media nam mówią: „Obiecywano nam referendum, ale ono się nie odbędzie” i wiecie co media zrobią, będą nas tym karmić i jak nie będzie żadnej reakcji, wtedy Brown potraktuje to jako zielone światło, aby nas przyłączyć do UE i tyle… i być może widzieliśmy ostatnie wybory, w których można było zawrzeć w deklaracjach patriotyczne treści, ponieważ zgodnie z konstytucją UE stanie się nielegalnym, aby jakakolwiek partia prezentowała patriotyczne ambicje w trakcie kampanii wyborczej. W związku z tym wszelkie partie nacjonalistyczne np. nacjonaliści walijscy, szkoccy, BMP staną się nielegalne – niektórzy pomyślą, że nie jest to akurat zły obrót sytuacji. Nawet The Sun, tutaj zmiana, słowa na okładce: Nigdy tak niewielu nie rozstrzygało tak wiele dla tak wielu. Wcześniej w tym tygodniu Trevor Kavanagh, który jak już od wielu lat twierdzę, jest najważniejszym komentatorem wydarzeń politycznych w kraju. Jest on Australijczykiem. Jest on człowiekiem Murdocka piszącym dla The Sun. 13 milionów ludzi dziennie czyta lub przynajmniej pobieżnie przegląda, co ten facet ma do powiedzenia na temat polityki. W jednym z artykułów napisał, mam tutaj kopię: „Mój Boże, czy ci Brytyjczycy kiedykolwiek przejrzą na oczy?” Nawet przez sekundę nie pomyślałbym, że on lub jego szef Murdock, chcieliby zmienić naszą rzeczywistość na lepszą. Oni tylko sprawdzają grunt i myślą sobie: jak dalece możemy sobie zagrać z tymi ludźmi. Oczywiście nie ma reakcji. Co jest celem Nowego Porządku Świata? Jeden światowy rząd, jedna światowa gospodarka, jedna światowa religia i liczba ludności poniżej jednego miliarda ludzi. I pomyślicie: „To niedorzeczne! To się nie wydarzy!” Powiem wam, istnieją organizacje, które coraz mniej się kryją ze swoim zamiarem zredukowania populacji. Chciałbym podkreślić coś bardzo ważnego, dla Klubu Rzymskiego, którego podgrupą jest Grupa Bilderberg, pracuje think tank. Oni maczają palce w tej grze. Ten raport tutaj jest pierwszą jaką znalazłem, wzmianką o globalnym ociepleniu. Przeczytajcie to bardzo uważnie: W poszukiwaniu nowego wroga, który by nas zjednoczył (zostało to napisane tuż po upadku ZSSR, tuż po zakończeniu zimnej wojny) stwierdziliśmy, że zanieczyszczenie środowiska, zagrażające nam globalne ocieplenie, niedostatek wody, głód itp świetnie się zaprezentują w tej roli. Wszystkie to niebezpieczeństwa spowodowane są ludzkim działaniem. I na to piękne zdanie na końcu: Prawdziwym wrogiem w takiej sytuacji są sami ludzie. Autorzy tego raportu są niegłupi, tak samo jak ich plany. Oni znają swoją grę, gdyż przez wiele lat w nią grali. Więc pojawiają się z takim materiałem, żebyśmy gonili za swoim ogonem. Dają nam coś na czym się koncentrujemy. Cały ten zielony kram. Ach! Jak już o tym mowa, w prasie piszą, że prowadzę zieloną kampanię. Nie prowadzę żadnej zielonej kampanii. Prowadzę kampanię prawdy i spójności politycznej. Nie jestem zielony. Chodzi mi o wybór i uczciwość. Autorzy wspomnianego raportu pojawiają się tutaj z teorią, która zamyka nas w błędnym kole. Potem pojawiają się te wszystkie zielone podatki. Tak samo cała ta historia z peak oil (teorią Hubberta), moje DVD na ten temat wkrótce będzie dostępne, ale spójrzmy na dowody, spójrzmy na dokumenty, spójrzmy na to co koncerny naftowe czynią. Od peak oil dzieli nas przynajmniej 50 lub 100 lat. To o czym ja dzisiaj mówię, pojawi się za 2,5 roku lub wcześniej. Tutaj kawał dobrej roboty. Dr Eric R. Pianca, wykładowca zoologii Uniwersytetu Texas w Austin, przemawiał około 2,5 roku temu w Texas Academy of Science, w której postulował – słuchajcie uważnie – eksterminację 90% ludności za pomocą wirusa Ebola. Komentarze dra Pianca i ich entuzjastyczne przyjęcie przez zgromadzonych ponownie uwidaczniają plan elity o sięgnięciu do zatrważających metod, aby kontrolować ludność. Po przemowie dostał on owacje na stojąco! W razie gdyby ktoś miał jeszcze wątpliwości. Ten krąg nazywa się Georgia Guidestones i pojawił się w tajemniczych okolicznościach w 1980. Umieszczono na nim 12 zamierzeń w 12 językach. Nie przedstawię ich wszystkich, ale kilka z nich zainteresuje was zapewne szczególnie, np: Utrzymać liczbę ludności poniżej 500 mln w trwałej harmonii z naturą. Poniżej 500 mln. Pianca przynajmniej mówił o miliardzie. USA zamieszkuje 300 mln. Czyli ci ludzie, którzy wznieśli ten pomnik, ktokolwiek to jest, piszą o 500 mln. Następny punkt: Kontrolować reprodukcję mądrze poprawiając formę fizyczną i różnorodność. Gdzie słyszeliśmy o tym po raz ostatni. Ach, w „Mein Kampf”. Mamy tutaj do czynienia z tym samym planem. SS znane było jako Bractwo Śmierci. Skull&Bones znane jest jako Bractwo Śmierci. Jezuici też. 11 września 2001 senator Gary Hart powiedział w telewizji: „Najprawdopodobniej wielu Amerykanów zginie na Amerykańskiej Ziemi”. Jak słyszałem tę wypowiedź po raz pierwszy, i zajęło mi kilka miesięcy, aby ją odszukać i ponownie obejrzeć, gdyż była to wypowiedź, którą widziałem w Belize, a było to wczesnym rankiem. Później to sprawdziłem, nie była to jego własna wypowiedź, cytował on z pewnego raportu napisanego przez grupę prawicowych ekstremistów takich jak Project for the New American Century, a mianowicie Hart-Radman Commission on National Security. Oni właśnie zawarli to stwierdzenie w swoim raporcie: „Najprawdopodobniej wielu Amerykanów zginie na Amerykańskiej Ziemi”. Wiecie co, myślę, że mówił o przemyśle farmaceutycznym, ponieważ w samych Stanach Zjednoczonych dochodzi do 106 tysięcy zgonów każdego roku, i słuchajcie uważnie, z powodu prawidłowo przepisanych leków, zażytych dokładnie według wskazań lekarza. Powiem wam, to otworzyło dla mnie nowy obszar w moich poszukiwaniach. Jest pewna książka, na która się natknąłem: „Zbrodnie przemysłu farmaceutycznego” Johna Braithwaite'a. Jak próbowałem dostać tę książkę, dowiedziałem się – ach, książka została wydana 1984 – że przemysł farmaceutyczny próbował wykupić wszystkie egzemplarze tej książki. Kiedy wreszcie udało mi się dotrzeć do tej książki, kupiłem ja za królewska cenę 58 funtów i jest to stara książka z biblioteki. Więc jestem bardzo wdzięczny osobie, która nie zwróciła tej książki do biblioteki, świetna robota, ponieważ mi udało się ją dostać za 58 funtów. Lecz jest to wspaniała książka: „Zbrodnie przemysłu farmaceutycznego”. Wspaniała w perwersyjny sposób. Ukazuje ona, że ci ludzie myślą, że tak wysoka umieralność jest normalna i bez problemy mogą się z nią pogodzić. Spójrzcie na to, następne 150 tysięcy ludzi umrze każdego roku z powodu kolejnych gaf medycznych, sprawiając, że interwencja lekarska jest jedną z czołowych przyczyn śmierci w Stanach Zjednoczonych. Oczywiście MRSA również należy tutaj wspomnieć. Oszacowano, że w ciągu ostatnich 10 lat 7.8 miliona ludzi zmarło z powodu prawidłowo przepisanych i zażytych leków. Jak przemysł farmaceutyczny musi dowieść, że pewien odsetek osób, na których testowany był lek, odniósł jakieś korzyści zdrowotne. Czy wiecie, jak wysoki musi to być odsetek? 35%? Dobrze by było. Odpowiedź brzmi: 5%! Dziwnym zbiegiem okoliczności jest to dokładnie ten sam odsetek, jak liczba osób, która przeżywa chemioterapię jako terapię antyrakową. Jest większa szansa przeżycia rosyjskiej ruletki. Z jednym nabojem w spluwie, ma się szansę przeżycia 1 na 6. Ale w przypadku chemioterapii tylko 5%. Taki sam procent w jakim muszą udowodnić efektywność leku. Więc przemysł farmaceutyczny w zasadzie zabija więcej ludzi niż wojski USA. Ciężko w to uwierzyć, ale taka jest prawda. Przemysł farmaceutyczny, dziesięć największych firm farmaceutycznych zarobiło w 2002 więcej na czysto niż pozostałe 490 w rankingu 500 najbardziej dochodowych firm. Mówię o roku 2002 ponieważ zmieniło się to w 2003, gdy przemysł olejowy postanowił uszczknąć kawałek tortu. Jest to wymiar dochodowości. Wypadki samochodowe, strzelaniny… w roku 1997 żyłem w USA i był to pierwszy rok, w którym więcej ludzi zginęło w wyniku przypadkowych strzelanin niż wypadków samochodowych w Stanach. Czy wiecie o jakich liczbach jest mowa? Kto wie ile osób zginęło w wypadkach samochodowych w 1997? - 30 tysięcy. - 30 tysięcy? Dobra próba. 47 tysięcy w wypadkach samochodowych i ponad 47 tysięcy od postrzałów. Ach i oczywiście terror. Czy ktoś wie ile osób zginęło – wyłączmy kampanie wojskowe. Nie liczmy 11. września, nie liczmy bomb w Madrycie 11. marca, bomby w Londynie 7. lipca i tym podobne. Czy wiecie ile osób zginęło od terroru? Nikt! Zero! A my teraz mamy „wojnę z terrorem”. Jednakże co zabija ludzi? Nie terror, tylko przemysł farmaceutyczny. A oni chcą jeszcze więcej. Więc co o tym wiemy, to bardzo proste. Proces ogłupiania jest zadziwiający. Odnosi niesamowity sukces! Około cztery tygodnie temu BBC1, zdaje się o 20:30, pokazywało program, zrealizowany przez BBC przedstawiający ideę bazy danych DNA. Na programie 4 była Peter Oborne z tematem korupcji w Unii Europejskiej. Na iTV było „Coronation Street” (brytyjska opera mydlana). Jak myślicie, który z tych programów miał najwięcej widzów. Znacie odpowiedź. Ludzie zaczynają zdawać sobie sprawę, nawet niektóre popularne media, z wagi pożywienia. Ogłupianie połączone z pogorszeniem jakości pożywienia zaczyna mieć działania uboczne. Tutaj proszę The New Scientist: „Czy fastfood może wpływać na świadomość w podobny sposób jak tytoń i heroina?” To już prawie 30 lat o kiedy zauważyłem, że pożywienie wpływa na zachowanie. Pracowałem akurat w pewnej firmie i mieliśmy praktykanta. W tamtym czasie był punkiem, codziennie przychodził do pracy ubrany jak punk, co nie było problemem. Miał wspaniały charakter. Zawsze lubiłem pracować z ludźmi, którzy mieli motywację. Moją zasadą jest – łatwiej jest okiełznać dzikiego konia niż rozentuzjazmować martwego osła. Ten chłopak był właśnie takim dzikim koniem. Jego zachowanie było nieprzewidywalne. Mieliśmy lekarza w firmie i poszedłem do niego i słuchałem jak chyba przez 20 minut mówił o tym, że gdy namówimy naszego punka do zmiany pożywienia, wpłynie to na jego zachowanie. A ja myślałem: „Taaa! Jasne!”. Jednakże bardzo poważałem tego lekarza i namówiłem naszego punka, aby razem z mamą odwiedził go. Powiedziałem mu też, że jest to jego ostatnia szansa. Jeśli ten plan nie zadziała, będziemy musieli go zwolnić. Zgodził się on przestrzegać diety ustalonej przez lekarza. Sześć tygodni później nie mogłem poznać tego młodzieńca. On też nie mógł siebie poznać. A wszystko bez jakichkolwiek leków, tylko przy zmianie diety. To było niesamowite. Właśnie wtedy po raz pierwszy zauważyłem ten niesamowity związek miedzy dietą i zachowaniem. Kilka dni temu w „Daily Mail”: Eksperci ds. etyki przy UE zapowiadają zakaz klonowania zwierząt dla celów związanych z produkcją żywności .” Jednakże spójrzcie na to: „Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków zapowiada zezwolenie sprzedaży mięsa klonowanych zwierząt bez etykietowania w nadchodzących tygodniach.” To jest kolejnym zadaniem Kodeksu. Komitet odpowiedzialny za etykiety żywnościowe, głównie Kanadyjczycy, bardzo blisko USA, niesamowity nacisk ze strony USA. Jeśli wiemy, że pożywienie, które jest oznaczone ma wpływ na nasze zachowanie, co zrobimy jeśli nie będziemy wiedzieć jakie świństwo jemy. W ten sposób rolnictwo organiczne staje się zagrożone, ponieważ wraz z pozbyciem się szczegółowych etykiet na żywności konsument nie będzie wiedział, czy mięso, które je jest sklonowane, zanieczyszczone hormonem wzrostu… Nie powinno dziwić, że Texas jest głównym zaopatrzeniowcem USA w wołowinę, wołowinę z hormonem wzrostu, a równocześnie stanem z największymi Amerykanami. Ten hormon wzrostu nie przestaje działać w wołowinie i Texas jest dowodem. Żyłem tam przez 4,5 roku. To są olbrzymi, ziemia olbrzymów. Dzięki Bogu nie było Ritalin (na polskim rynku pod nazwą Concerta), kiedy mój uczeń miał ten problem. Jest to bardzo szkodliwy lek. To tutaj znalazłem w Daily Mail, zdaje się na początku tego tygodnia. Mamy tu ponownie do czynienia z sytuacją, kiedy media nas informują, co się dzieje. Spójrzcie na podtytuł: „Tysiące hiperaktywnych dzieci przyjmują Ritalin, które może zaburzyć proces wzrostu, a nawet leki przeciwko schizofrenii. Wszystkie te dzieci są ofiarami zachłannych firm farmaceutycznych i lekarzy często pochopnie diagnozujących choroby, które zdaniem innych nie istnieją.” W artykule czytamy, że obecnie w USA 10% wszystkich dzieci w wieku szkolnym przyjmuje Ritalin. 10%! 10%! …i liczba ta wzrasta w UK, czytamy w tym samym artykule. Najbardziej zatrważająca jest sugestia, że ADHD jest niczym innym jak wymysłem przemysłu farmaceutycznego, które użyły testów klinicznych, aby stworzyć chorobę, która nie istnieje i może być leczona ich lekami. W zeszłym roku NHS (Narodowa Służba Zdrowia w UK) wydała 28 milionów funtów na Ritalin. Ritalin jest stymulantem bardzo podobnym do kokainy. Nigdy w życiu nie dalibyśmy dzieciom kokainy… lecz właśnie to robimy. Lekarze w zasadzie nie rozumieją jak Ritalin działa, ponieważ jest to stymulant jednakże ma uspokajające działanie. Widziałem wywiad z rodziną hiperaktywnego dziecka, w którym matka dziewczynki zażywającej Ritalin powiedziała: „Miło jest widzieć moją córkę jak tak spokojnie siedzi przy stole. Jednak to nie jest moja córka.” To nie jest moja córka. Skazujemy te dzieci na życie z lekami na receptę. Stajemy się nacją zombi.

17:49, soeltech
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 13 czerwca 2013

Od lutego tego roku w państwach należących do Unii Europejskiej wprowadzono restrykcyjne prawo delegalizujące setki naturalnych ziół leczniczych używanych na naszym kontynencie od pokoleń. Według brukselskiego reżimu celem jest ochrona konsumentów przed potencjalnie niebezpiecznymi dla zdrowia „tradycyjnymi" medykamentami.

Według nowej dyrektywy UE, lekarstwa pochodzenia ziołowego będą musiały być rejestrowane. Produkty będą musiały spełniać kryteria bezpieczeństwa, jakości i standardów produkcji. Dodatkowo wymogiem jest dołączanie do produktów informacji o możliwych skutkach ubocznych. Producenci preparatów ziołowych twierdzą, że nowe regulacje wypchną ich z rynku i zmuszą do zamknięcia firm.

Naukowcy, prowadzący w 2009 roku badanie dla brytyjskiej agencji farmaceutycznej MHRA (Medicines and Healthcare Products Regulatory Agency) poinformowali, że 26% dorosłych w Wielkiej Brytanii przynajmniej raz w ciągu ostatnich dwóch lat używało preparatu ziołowego. Przeważnie produkty te są kupowane w sklepach ze zdrową żywnością i w aptekach. Powszechnie stosuje się zioła takie jak echinacea (na przeziębienia), dziurawiec ( depresja, niepokój) i waleriany stosowane przy bezsenności.

Brytyjska agencja twierdzi, że dzięki regulacji unijnej może się udać wpoić obywatelom bardziej uważne stosowanie lekarstw pochodzenia ziołowego. Po wspomnianych badaniach stwierdzono, że 58% respondentów uważa te produkty za bezpieczne, dlatego, że są pochodzenia naturalnego. Według oponentów ziołowe leki mogą powodować szkodliwe efekty uboczne.

Według naukowców dziurawiec może zaburzać działanie pigułek antykoncepcyjnych, podczas gdy miłorząb I żeńszeń rzekomo znane są z tego, że reagują ze specyfikiem rozrzedzającym krew o nazwie Warfarin. W lutym tego roku wspomniana agencja MHRA zdelegalizowała odchudzającą herbatkę z wiciokrzewu japońskiego twierdząc, że zawiera dwa razy więcej ziołowego xenicolu niż jest to dozwolone.

Od tej pory producenci preparatów ziołowych będą musieli udowodnić, że ich produkty są zrobione zgodnie ze standardami i zawierają stałą i jasno oznaczoną dawkę. Produkty znajdujące się w sprzedaży będą mogły być w obiegu do czasu przekroczenia dat ich przydatności. Dla nowych specyfików konieczne będzie przejście skomplikowanej procedury akceptacyjnej. Dopuszczone preparaty ziołowe będą odpowiednio oznakowane a pozostałe staną się nielegalne.

Komentarz: Już od dłuższego czasu do niektórych mieszkańców Europy zaczyna docierać, że żyjemy w ustroju podobnym do tego z lat trzydziestych w Niemczech i de facto Unia Europejska zaczyna być sukcesorem projektu zjednoczeniowego podjętego w latach czterdziestych. Do tłumaczenia swoich posunięć stosowana jest zmasowana propaganda udoskonalona przez lata wersja propagandy pewnego niemieckiego doktora Josefa. Różnica polega tylko na tym, że podboje militarne zastąpiono podbojami gospodarczymi.

Poziom zamordyzmu jednak ciągle wzrasta i oczywiście każde kolejne spętanie obywateli uzasadniane jest ich dobrem.

Zastanówmy się, jakie będą konsekwencje regulacji delegalizujących ziołolecznictwo. Po pierwsze beneficjentem będą koncerny farmaceutyczne, które zapewne mają spory udział w lobbowaniu tej szkodliwej regulacji. Prawdopodobnie wiele specyfików będzie celowo usuwanych z rynku lub nań niedopuszczanych a głównie te posiadające chemiczne odpowiedniki.

Druga płaszczyzna to zdrowie obywateli, oczywiście zakazywanie stosowania wiedzy znanej od pokoleń nie ma na celu poprawy a pogorszenie stanu zdrowia całej populacji. Jak poradzi sobie z tym rynek preparatów ziołowych? Prawdopodobnie tak jak w przypadku każdej prohibicji, dojdzie do rozkwitu czarnego rynku, który będzie „bohatersko" zwalczany za pomocą wszystkich dostępnych środków nacisku.

Niestety wygląda na to, że żyjemy w europejskiej wersji faszyzmu, którą od faszyzmu znanego z definicji różni głównie to, że nie nazywamy go faszyzmem...

Źródło: http://www.guardian.co.uk/ 

piątek, 12 kwietnia 2013

Dlaczego tak trudno zerwać z nałogiem palenia tytoniu?

 

Nawet osobom, które mają silną motywację, trudno jest zerwać z paleniem. Główna przyczyna tkwi w tym, że zawarta w tytoniu nikotyna bardzo uzależnia. „Klasyfikując środki odurzające pod względem właściwości uzależniających, stwierdzono, że nikotyna wciąga bardziej niż heroina czy kokaina” – donosi WHO. Nikotyna, w przeciwieństwie do heroiny czy kokainy, nie wywołuje widocznego odurzenia, toteż łatwo zlekceważyć jej moc oddziaływania. Tymczasem lekkie podekscytowanie po jej zażyciu sprawia, że większość osób sięga po kolejne dawki, by znów doznać tego uczucia. Nikotyna naprawdę zmienia samopoczucie; rzeczywiście łagodzi rozdrażnienie. Jednakże napięcie, które zostaje rozładowane papierosem, jest po części spowodowane samym głodem nikotynowym.

Palenie ciężko jest rzucić również dlatego, że jest to czynność nawykowa. Oprócz tego, że palacze są uzależnieni od nikotyny, często mają swój utarty, wielokrotnie powtarzany sposób zapalania papierosa i zaciągania się dymem. Niektórzy mawiają: „Dzięki temu masz zajęte ręce”, „To dla zabicia czasu”. Palenie stało się nieodłącznym elementem codziennego życia i jest to trzeci czynnik utrudniający zerwanie z nałogiem.

Przemysł tytoniowy wydaje rocznie prawie sześć miliardów dolarów na kampanie reklamowe, które ukazują palaczy jako ludzi atrakcyjnych, aktywnych, zdrowych i inteligentnych. Często oddają się oni jakiemuś ciekawemu zajęciu – jeżdżą konno, pływają lub grają w tenisa. Po papierosy sięgają też bohaterowie filmów i programów telewizyjnych, i to nie zawsze ci negatywni. Wyroby tytoniowe są sprzedawane legalnie i niemal wszędzie są łatwo dostępne. Większość z nas jest stale narażona na kontakt z jakimś palaczem. Od tych wpływów nie sposób się odizolować.

Niestety nie ma pigułki, która by likwidowała chęć palenia, podobnie jak aspiryna uśmierza ból głowy. Zerwanie z nałogiem to próba sił, a chcąc wyjść z niej zwycięsko, należy mieć silną motywację. Tak jak w wypadku odchudzania trzeba przez długi czas trwać w mocnym postanowieniu. Powodzenie zależy od samego palacza.

 

Dlaczego warto rzucić palenie?

 

Załóżmy, że jesteś długoletnim palaczem. Jakie korzyści odniesiesz, gdy zerwiesz z nałogiem?

  • Po 20 minutach od wypalenia ostatniego papierosa ciśnienie krwi spadnie do normalnego poziomu.
  • W ciągu 2 dni od rzucenia – zmysły smaku i węchu zaczną działać jak u osoby nigdy niepalącej.
  • W ciągu 5 dni od rzucenia – ilość tlenu we krwi wzrośnie, a ilość tlenku węgla zmniejszyły się, co wymiernie przyczyni się do poprawy wydolności organizmu i kondycji fizycznej
  • Po tygodniu twój organizm oczyści się z nikotyny.
  • W ciągu 2 tygodni od rzucenia palenia – układ krążenia zacznie ulegać wzmocnieniu, by po 3 miesiącach wrócić do optymalnej formy. Spowoduje to obniżenie tętna i powrót ciśnienia krwi do normy, a także powinien poprawić się komfort snu.
  • W ciągu 1 miesiąca od zerwania z nałogiem wydolność układu oddechowego poprawi się o ok. 30%. Po tym okresie zacznie ustępować kaszel, przekrwienie zatok, zmęczenie i kłopoty z oddychaniem.
  • W ciągu 6 miesięcy od zakończenia palenia – poprawie ulega układ odpornościowy, dzięki czemu organizm szybciej zwalczy
    infekcje; pełnej regeneracji ulegają rzęski w drogach oddechowych; cera ulega poprawie.
  • W ciągu 12 miesięcy od rzucenia palenia zachorowanie na chorobę niedokrwienną mięśnia sercowego zmniejszy się o połowę
  • Całkowity powrót do normy potrwa około 9 miesięcy. Po jego zakończeniu odzyskasz bardziej regularny i naturalny oddech, ustąpią duszności, kaszel, wzrośnie wydolność płuc, a także znacząco podwyższa się poziom tolerancji organizmu dla wysiłku.
  • Po pięciu latach ryzyko zgonu na raka płuc zmniejszy się o połowę, a po piętnastu prawdopodobieństwo zapadnięcia na chorobę wieńcową będzie takie samo jak w wypadku osoby, która nigdy nie paliła.

 

Jakie są najczęstsze konsekwencje palenia tytoniu?

 

  1. Rak płuc to najczęstsza choroba palaczy. Ponad 90% jego przypadków związanych jest z działaniem dymu tytoniowego. Ryzyko zachorowania podnosi także palenie bierne. Rak płuc jest jednym z najgorzej rokujących nowotworów. Stanowi najczęstszą przyczynę zgonów u mężczyzn i jest na drugim miejscu pod tym względem u kobiet. Leczenie i rokowania zależą od typu histologicznego raka oraz stopnia klinicznego zaawansowania i ogólnego stanu zdrowia pacjenta.

Głównymi objawami choroby są:
kaszel, duszność, ból w klatce piersiowej i krwioplucie. Podstawą rozpoznania jest ocena histopatologiczna wycinków guza pobranych na przykład podczas bronchoskopii. W leczeniu stosuje się przede wszystkim metody operacyjne, radioterapię i chemioterapię – co składa się na systemowe leczenie nowotworów. Efekty leczenia raka płuc są jednak niezadowalające i najważniejsze znaczenie w zmniejszeniu śmiertelności z jego powodu ma zwalczanie nałogu palenia tytoniu.

 

  1. Chorzy na POChP, do których należą osoby z przewlekłym zapaleniem oskrzeli i osoby z rozedmą płuc, mają różne objawy. Do najczęstszych zaliczamy: uporczywy kaszel z odkrztuszaniem plwociny, duszności występującej po przejściu krótkiego dystansu, a nawet w spoczynku.

Według Światowej Organizacji Zdrowia, POChP zajmuje czwarte miejsce wśród najczęstszych przyczyn zgonów, za chorobami serca, udarem mózgu i zapaleniem płuc. W Polsce szacuje się liczbę chorych na POChP na ponad 2 mln, a rocznie umiera na nią blisko 15 tysięcy osób. Jak podkreślają lekarze, najczęstszą przyczyną wystąpienia POChP jest właśnie palenie tytoniu.

 

  1. Ten zgubny nałóg jest także jednym z najistotniejszych czynników zwiększających ryzyko zachorowania na choroby
    serca.
    W wyniku chorób serca spowodowanych paleniem papierosów w krajach
    rozwiniętych umiera rocznie wiele milionów osób. Palenie przyspiesza rytm pracy serca, podnosi ciśnienie tętnicze krwi, przyczyniając się do wzrostu ryzyka choroby nadciśnieniowej i upośledzenia przepływu krwi wiodącego m.in. do zawału mięśnia sercowego.

 

  1. Palenie tytoniu jest również przyczyną występowania udaru mózgu. W Stanach Zjednoczonych i w Europie na udar zapada około 1,5 mln osób, z tego jedna trzecia umiera w ciągu roku od wystąpienia choroby. W Polsce notuje się około 75 tys. przypadków zachorowań rocznie, a około 30 tys. osób umiera. Część chorych przeżywa udar mózgu bez większych powikłań, ale wielu z nich ulega trwałemu inwalidztwu. Udar może powodować m.in. niedowłady, osłabienie siły mięśniowej lub zaburzenia mowy, stąd ocenia się, że to właśnie udar jest główną przyczyną niesprawności wśród osób po 40. roku życia.

 

Jesteś osobą myślącą, ostatnie zdanie należy zatem do Ciebie. Warto przeanalizować wszystkie aspekty tego zagadnienia. Twoja decyzja pociągnie dla Ciebie i Twojej rodziny pewne konsekwencje, lepsze lub gorsze – zdecyduj sam.

10:44, soeltech
Link Komentarze (1) »

Nad tym pytaniem warto się zastanowić.

Dyrektor generalny WHO oświadczyła:

„Papieros to (...) sprytnie obmyślany produkt – zanim spowoduje śmierć palacza, dostarcza dokładnie takiej dawki nikotyny, jaka uzależnia na całe życie”.

A przecież wszyscy chcielibyśmy być niezależni – nasi dziadowie, rodzice i my sami walczyliśmy o wolność.
Niestety nałóg palenia tytoniu nas zniewala i to bardziej niż sobie to wyobrażamy.

 

Jeżeli jesteś palaczem, to zastanów się:

O czym myślisz zaraz po przebudzeniu?

Jakie myśli krążą Ci po głowie w czasie pracy czy relaksu?

Czyż nie o tym, kiedy znowu będę mógł zaciągnąć się moim ulubionym dymem tytoniowym?

Czyż nie jest to zniewolenie przez białą tutkę wypełnioną „suszonym zielstwem”?

 

Prawdopodobnie chciałbyś długo i szczęśliwie żyć w doskonałym zdrowiu, niestety jako palacz masz mniejsze szanse, by to osiągnąć. Prawdopodobieństwo, że na skutek długoletniego palenia tytoniu i wywołanych przez to choroby możesz umrzeć wynosi 1 do 2.

W trakcie procesów wytwarzania papierosy poddawane są różnym zabiegom chemicznym. Do tytoniu dodawane są różnorodne związki konserwujące, poprawiacze smaku i jakości. Musisz wiedzieć, że w efekcie palenia papierosa zgadzasz się na to, aby wraz z dymem tytoniowym wdychać nawet 4.000 szkodliwych substancji chemicznych, z czego nawet kilkadziesiąt jest rakotwórczych!

Dym tytoniowy zawiera m.in.:

  • aceton
  • amoniak
  • arsen
  • butan
  • cyjanowodór
  • DDT
  • kadm
  • metanol
  • tlenek węgla
  • toluen.

 

Szkodliwe działanie dymu papierosów nie ogranicza się wyłącznie do układu oddechowego. Substancje toksyczne wchłaniane do krwioobiegu dostarczane są do całego organizmu człowieka, a ich działanie jest szkodliwe dla wszystkich jego funkcji.

A zatem jednym z powodów, dla których warto rzucić palenie, jest zagrożenie zdrowia i życia. Jak stwierdzono, nałóg ten ma związek z przeszło 25 potencjalnie śmiertelnymi chorobami.

Najczęstsze choroby spowodowane paleniem papierosów to:

  • Choroby układu oddechowego – rozedma płuc, astma, przewlekłe obstrukcyjne zapalenie oskrzeli POCHP;
  • Choroby układu krążenia – choroba wieńcowa, zawał serca, miażdżyca naczyń krwionośnych, nadciśnienie;
  • Choroby zakrzepowo-zatorowe w tym udar mózgu, choroba Bǘrgera, tętniak aorty;
  • Choroby nowotworowe – płuc, krtani, gardła, przełyku, jamy ustnej, nosa, wargi, żołądka, miedniczek nerkowych, miąższu nerek, pęcherza moczowego, trzustki, wątroby, białaczki, szyjki macicy;
  • Choroby przewodu pokarmowego – wrzody żołądka, wrzody dwunastnicy
  • Inne choroby – osteoporoza, podatność na przeziębienia, alergie.

 

Liczne badania dowodzą, że im dłużej trwa nałóg palenia papierosów, tym większe jest ryzyko rozwoju różnych rodzajów raka, nie tylko raka płuc, u tego samego pacjenta. I tak znacząco
zwiększa się u palących ryzyko wystąpienia raka:

  • ślinianek – ryzyko wzrasta od 6 do 27 razy,
  • gardła – 12 razy,
  • przełyku – 8 do 10 razy,
  • krtani 10 do 18 razy,
  • żołądka – 2 do 3 razy,
  • nerek – 5-krotny wzrost ryzyka,
  • pęcherza moczowego – 3-krotny,
  • trzustki – 2 do 5 razy częściej jest spotykany niż u osób niepalących.

 

Do innych najczęstszych chorób od tytoniowych należy przewlekła obstrukcyjna choroba płuc – POChP. Choroba ta powoduje zwężenie oskrzeli i w ten sposób utrudnia oddychanie. Ma charakter postępujący, a zmiany w płucach są tylko częściowo odwracalne.

Palenie tytoniu nie powoduje tych wszystkich chorób od razu, lecz działa powoli długookresowo. Dlatego palacze nie chcą przyjąć do swojej wiadomości faktów o szkodliwości tego nałogu. Nie pomagają w uświadomieniu palaczowi zagrożenia reklamy koncernów tytoniowych, na których osoby palące są przedstawiane w sposób atrakcyjny dla otoczenia. Aktorzy w nich występujący są z wyglądu zdrowi i promieniują urodą.

Rzeczywistość jest niestety inna – nieświeży oddech, przebarwione zęby, żółtobrunatne palce. Do tego dochodzi jeszcze kaszel i kłopoty z oddychaniem. U mężczyzn palenie przyczynia się do impotencji. A wszystkich naraża na przedwczesne zmarszczki i inne problemy związane z wyglądem skóry.

 

Wpływ palenia na innych

 

Jak dowodzą badania przeprowadzone w różnych ośrodkach naukowych – nałóg ten szkodzi nie tylko palaczowi, lecz także innym osobom będącym w zasięgu dymu tytoniowego (tzw. bierni palacze). W nie tak odległych czasach zapalić można było w zasadzie wszędzie, nie wzbudzając żadnego sprzeciwu. Teraz coraz częściej palacze zostają napiętnowani, wprowadza się nowe regulacje prawne zakazujące palenia tytoniu w poszczególnych miejscach.

Coraz więcej osób rozumie, czym grozi wdychanie dymu z cudzego papierosa. Na przykład u niepalącego współmałżonka palacza ryzyko raka płuc wzrasta o 30 procent.

A w porównaniu z dziećmi, w których domach nikt nie pali, dzieci nałogowców są bardziej narażone na zapadnięcie na zapalenie płuc lub oskrzeli w ciągu pierwszych dwóch lat życia.

Palące ciężarne wystawiają na niebezpieczeństwo swoje nienarodzone maleństwa. Nikotyna, tlenek węgla i inne szkodliwe związki chemiczne zawarte w dymie tytoniowym przechodzą do krwi matki, a stamtąd bezpośrednio do dziecka w jej łonie. Zwiększa to ryzyko poronienia, urodzenia martwego dziecka lub śmierci noworodka. Co więcej, zespół nagłego zgonu niemowląt trzykrotnie częściej dotyka maluchy, których matki paliły w czasie ciąży.

 

Jakie są koszty nałogu tytoniowego?

 

Dla każdego palacza są one inne, niemniej jednak dość wysokie. Zależą one od kosztów zakupu paczki papierosów oraz od ilości ich sztuk wypalanych w ciągu dnia. Załóżmy, że wypalasz 20 papierosów dziennie (1 paczka), a jej koszt to 20 zł. Daje to w ciągu roku 7.200
zł, a teraz pomnóż to przez lata, w których nałóg ten ma nad tobą
górę. Czyż nie wyjdzie ci imponująca kwota, którą mógłbyś przeznaczyć na inne zdrowsze przyjemności lub dostatniejsze życie?

To tylko proste wyliczenia dla jednej osoby, a co powiedzieć o tym w skali świata?

Według obliczeń Banku Światowego nakłady na opiekę zdrowotną związane bezpośrednio z paleniem wynoszą rocznie około 200 miliardów dolarów. Suma ta nie obejmuje oczywiście ceny bólu i cierpienia osób, które zachorowały przez tytoń.

 

Czy zamienniki są bezpieczniejsze?

 

Fajka, papieros, cygaro – niezależnie od formy, w jakiej występuje tytoń, jest on jedną z najgroźniejszych i najbardziej powszechnych trucizn XXI w., którą człowiek dobrowolnie zażywa.

Przemysł tytoniowy reklamuje papierosy o obniżonej zawartości smoły i nikotyny, tak zwane lekkie lub łagodne, które mają być mniej szkodliwe dla zdrowia. Jednakże osoby, które po nie sięgają, nadal potrzebują tej samej dawki nikotyny. W rezultacie zazwyczaj uzupełniają jej braki, wypalając więcej papierosów, głębiej i częściej się zaciągając lub zostawiając mniejsze niedopałki. Ale nawet ci, którzy tego nie robią, odnoszą niewielkie korzyści zdrowotne w porównaniu z osobami całkowicie rzucającymi nałóg.

A co powiedzieć o fajkach i cygarach?
Chociaż przemysł tytoniowy od dawna propaguje je jako symbol prestiżu, dym z nich jest równie śmiertelny jak z papierosów. Nawet jeśli palacze go nie wdychają, i tak są bardziej narażeni na raka warg, jamy ustnej i języka.

 

Czy tytoń bezdymny jest bezpieczny?

 

W użyciu są dwa jego rodzaje: tytoń do ssania i do żucia. Sproszkowany tytoń do ssania zazwyczaj jest sprzedawany
w puszkach lub torebeczkach. Zazwyczaj używkę tę umieszcza się w ustach przy dolnej wardze lub policzku.

Tytoń do żucia ma postać długich zwitków kupowanych przeważnie w torebkach. Jak sama nazwa wskazuje, nie jest przeznaczony do ssania, lecz do żucia.

Oba rodzaje tytoniu powodują nieświeży oddech, przebarwienia zębów, raka jamy ustnej i gardła, uzależnienie od nikotyny oraz owrzodzenia jamy ustnej mogące być przyczyną raka, obniżania się dziąseł i ubytku masy kostnej wokół zębów. Nie ulega zatem wątpliwości, że ani ssanie, ani żucie tytoniu nie jest bezpiecznym zamiennikiem palenia.

 

Czy tak ostatnio modne e-papierosy są zdrowszą alternatywą dla palaczy?

 

E-papierosy nie są tak bezpieczne jak usiłują twierdzić ich producenci. Wdychanie substancji powoduje natychmiastowe zmiany w układzie oddechowym palacza. Wyniki badań ogłosiła agencja Reuters Health.

Elektroniczny papieros miał być cudownym lekiem na szkodliwość palenia zwyczajnych papierosów. Jak to jednak w życiu bywa, środek ten może nie być tak wspaniały, jak by się wydawało. Wnioski z badań e-palaczy są jednoznaczne: negatywne skutki takie, jak skurcz i zapalenie dróg oddechowych może nastąpić już w kilka minut po rozpoczęciu inhalacji.

Obserwacje przeprowadzone w Grecji pokazują krótkofalowe efekty palenia e-papierosów. Jak wpływają one długofalowo na organizm, jeszcze nie wiemy. Jednak wielu oficjeli, w tym pracownicy Amerykańskiej Agencji ds. Żywności i Leków są zdania, że wciąż zbyt wiele pytań o e-papierosy pozostaje bez odpowiedzi. Dlatego też nie można ich opisywać jako bezpieczniejszą alternatywę dla palenia tytoniu.

Dla niewtajemniczonych warto przypomnieć, że e-papieros zyskał w ostatnim czasie wielką popularność, głównie za sprawą reklam mówiących o jego rewolucyjnych właściwościach. To małe elektroniczne urządzenie ma kształt normalnego papierosa. Przy pomocy zasilania bateryjnego pozwala inhalować się mieszanką z płynnej nikotyny i powietrza.
Jak zapowiadano e-papieros nie jest szkodliwy dla otoczenia i można się nim cieszyć w każdej chwili.

„Są dowody, że już jeden e-papieros może mieć przewlekłe efekty psychologiczne (uzależnienie)” – twierdzi badacz Constantine I. Vardavas z Centrum Badań nad Tytoniem Harwardzkiej Szkoły Zdrowia Publicznego.

Jak więc widać, e-papierosy mają – wbrew temu, co twierdzą ich producenci – wpływ na ludzkie zdrowie i w perspektywie długofalowej mogą szkodzić niewiele mniej niż tradycyjne papierosy.

Producenci e-papierosów bronią swoich produktów. „Ten produkt eliminuje drugo- i trzeciorzędne skutki palenia” – twierdzi Ray Story, Prezes Rady Nadzorczej Tobacco Vapor Electronic Cigarette
Association. Warto wyjaśnić, że przez drugorzędne skutki rozumie się palenie bierne osób towarzyszących palaczowi, a skutkami trzeciorzędnymi opisywane są pozostałości po dymie papierosowym przenoszone na skórze i ubraniu palacza.

„Wiadomo przecież, że e-papierosy są bezpieczniejsze od zwyczajnych chociażby z powodu tego, że nie palimy ich, a tym samym nie wchłaniamy tysięcy związków rakotwórczych” – dodał Ray Story. – „Mieszanka z e-papierosa zawiera jedynie nikotynę, wodę, glikol propylenowy, glicerol i substancje smakowe, a te związki są dopuszczone przez Federalną Agencję Leków”.

FDA jest jednak nieco innego zdania. Na stronie internetowej zamieszczono notkę przestrzegającą przed toksycznym działaniem wybranych związków z e-papierosów.

Zresztą nie jest to pierwszy przykład szorstkiej przyjaźni FDA i producentów e-papierosów. W 2010 roku agencja wysłała ostrzeżenia do pięciu producentów, którzy reklamowali e-papierosy jako narzędzia pomocne w rzuceniu palenia. Próbowano nawet wciągnąć e-papierosy na amerykańską listę leków, aby móc jeszcze restrykcyjnej kontrolować ich produkcję i import.

Vardavas twierdzi, że nie wiadomo, dlaczego e-papierosy szkodzą drogom oddechowym. Jedno jest pewne: u 10-osobowej grupy kontrolnej, której podano e-papierosy bez kartridżów, z nikotyną nie zauważono negatywnych skutków.

Warto również podkreślić, że badania sponsorowane były przez niezależne fundacje, nie ma więc mowy o konflikcie interesów.

Jak więc palacze mają rzucić palenie? – „Uzbroić się w silną wolę, pomoc specjalistów oraz farmaceutyki, których działanie jest oficjalnie potwierdzone” – kończy Varvadas.

 

 

czwartek, 21 marca 2013

Historia BOTOX‑u

W roku 1980 okuliści wprowadzili botox do metod leczenia skurczy mięśni. Został on zatwierdzony w 2002 r przez FDA do użycia w kosmetyce. I od tego czasu dumnie kroczy on na tym rynku „pomagając” milionom ludzi pozbyć się niechcianej ozdoby twarzy, jaką są zmarszczki. Dzisiaj, Botox stosuje się do zabiegów związanych ze skurczami mięśni gałki ocznej, problemami z koordynacją oka, nadmiernemu poceniu się, i jako kuracji przeciwzmarszczkowej na kurze łapki, zmarszczki między brwiami, oraz do usunięcia bruzd na czole. Jest przedmiotem badań w leczeniu wielu innych schorzeń od kolan, choroby zwyrodnieniowej stawu biodrowego i zaburzeniu stawu skroniowego (TMJ) do migrenowego bólu głowy i łagodnego rozrostu stercza (BPH).

 

Jak wygląda zabieg z wykorzystaniem botoksu?

Botox jest w tej chwili najpopularniejszą metodą wygładzania zmarszczek mimicznych. Zabieg polega na wstrzyknięciu zazwyczaj bez znieczulenia małej ilości preparatu w kilka precyzyjnie dobranych miejsc na twarzy. Punkty te niekoniecznie muszą znajdować się na samych zmarszczkach, ale na obszarze, w którym znajduje się mięsień, można się spodziewać od 1 do 5 zastrzyków przypadających na jeden mięsień. Zabieg taki trwa zazwyczaj 15–30 minut. Działanie Botox-u polega na uniemożliwieniu przepływu impulsów nerwowych z mózgu do wybranych tkanek mięśniowych, które to z kolei nie marszczą się i nie fałdują – inaczej mówiąc nie pracują na nasze zmarszczki. Efekt nie jest widoczny od razu. Po upływie ok. 7 dni widoczny jest efekt końcowy zabiegu, choć pierwsze oznaki można zauważyć już po 2–3 dniach.

Botox zazwyczaj redukuje zmarszczki o około 80 procent. Pacjenci są zwykle w wieku 35–60 lat.

Należy pamiętać, że efekty działania Botoxu nie zawsze są zgodne z naszymi oczekiwaniami, nie dla wszystkich są jednakowe oraz są one tymczasowe. W związku z tym należy planować kolejne zabiegi, jeżeli chcemy długoterminowych efektów.

 

Po zabiegu

Po zabiegu z użyciem Botoxu powinno zadbać o ograniczenie ruchów mięśni, graniczącymi z tymi, w które był wstrzykiwany preparat. Botox działa na nasz organizm około 3–5 miesięcy.
Jeżeli chcemy podtrzymać widoczne efekty Botoxu musimy poddać się kolejnemu zabiegu.

 

Przeciwwskazania

Jak każdy zabieg, także przy kuracji Botoxem należy zwrócić uwagę na
przeciwskazania. Kuracji tej nie powinny poddawać się osoby, które:

  • mają zaburzenia układu sercowo-naczyniowego
    i nerwowego,.
  • są w trakcie trwania miesiączki lub ciąży,
  • karmią piersią dziecko,
  • mają uczulenie na albuminę ludzką,
  • cierpią na chorobę Alzheimera lub chorobę
    ALS,
  • przyjmują leki poprawiające rytm bicia serca,
  • cierpią na choroby mięśni.

Kolejnym przeciwskazaniem zastosowania kuracji Botox-em jest zażywanie następujących leków lub po okresie siedmiu dni od ich odstawienia:

  1. Aminoglikozydy (streptomycyna, amikacyna, itp.).
  2. Aminochinolony (chlorochina, hydroksychlorochina).
  3. Linkomycyna, tetracyklina, polimyksyna.
  4. D-penicylamina (Cuprenil).
  5. Tubokuraryna, pankuronium, galamina.
  6. Sukcynylocholina.

Ponadto przed zabiegiem należy powiadomić lekarza o przyjmowanych preparatach farmakologicznych bądź lekach.

 

Efekty niepożądane

  • Po Botoksie, w okresie do około 4 tygodni może występować efekt zwiotczenia mięśni(opadanie kącika ust, opadanie powieki).
  • Delikatne mrowienie w miejscu infekcji.
  • Małe krwiaki, widoczne w miejscach gdzie igła mogła natrafić na naczynie krwionośne.
  • Efekty te są rzadkością oraz mają charakter przejściowy (2 do 5 tyg.).

 

Cena kuracji

Kuracja Botoxem nie jest tania. Ceny są zróżnicowane zależne od umiejscowienia zmarszczek jak i od renomy specjalisty, zazwyczaj wahają się w granicach od 200–1200 zł.

Dla zainteresowanych podaje średnie ceny:

  1. Zmarszczki poziome czoła: 450–750 zł,
  2. Zmarszczki pionowe czoła: 450–750 zł,
  3. Kurze łapki pod oczami: 650–750 zł,
  4. Podnoszenie kącików ust: 350–450 zł,
  5. Zmarszczki nad górną wargą: 250–450 zł,
  6. Bruzdy na szyi: 850–950 zł,
  7. Leczenie migreny: 950–1350 zł,
  8. Nadpotliwość: 900 zł – 1900 zł.

 

Łagodna alternatywa dla kuracji Botoxem

Co  powinien posiadać naturalny preparat by sprostać wymaganiom stawianym w walce ze zmarszczkami oraz skutecznie rywalizować z Botoxem?

Przede wszystkim powinien w swoim działaniu i efektach przypominać jego działanie, choć na efekt będzie trzeba czekać dłużej.

Taki efekt ma połączenie wyjątkowych składników:

  • Argireline białko (hexapeptyd), które relaksuje i rozluźnia mięśnie. Twarz wygląda naturalnie. Jest on substratem toksyny jadu kiełbasianego (Botox).
  • Ameliox jest liposomowym kompleksem zawierającym karnozynę, przeciwutleniacz i składnik przeciwdziałający glikacji, oraz 2 silne przeciwutleniacze rozpuszczalne w olejach (silimarynę i tokoferol). Ameliox jest zdolny powstrzymywać peroksydację, co powoduje zapobieganie i spowolnienie procesu glikacji, (glikacji to proces nieenzymatycznego przyłączania się heksoz, głównie glukozy, do wolnych grup aminowych białek. Jest fizjologicznym procesem determinującym ich starzenie).
  • Polylift biopolimer z protein migdała. Odkłada się on w nierównościach na powierzchni skóry, tworząc cieniutką, lecz trwałą i elastyczną warstewkę, wygładzając w rezultacie kontury twarzy.
  • Kwas hialuronowy – glikozoaminoglikan (rodzaj polisacharydu), który występuje we wszystkich organizmach żywych i należy do najliczniejszej grupy związków mających identyczną budowę chemiczną tak u bakterii, jak i człowieka. Kwas hialuronowy jest biopolimerem, w którym występują naprzemiennie mery kwasu D-glukuronowego i N-acetylo-D-glukozaminy połączone wiązaniami β(1→4) i β(1→3) glikozydowymi. Naturalnie występujący kwas hialurynowy posiada masę cząsteczkową od 102 do 104 kDa. W przeciwieństwie do innych glukozoaminoglikanów nie tworzy kowalencyjnego wiązania z białkami, nie może więc wchodzić w skład typowego proteoglikanu. Może natomiast stanowić oś, na której wiążą się inne proteoglikany tworząc wraz z nimi "agregat proteoglikanu". Intensywnie nawilża i zatrzymuje wilgoć w skórze.

 

Zabiegi powinny być bezbolesne, wiele osób przeraża perspektywa otrzymania zastrzyków w bardzo czułe miejsca, jakim są mięśnie twarzy. Same preparaty użyte w takich zabiegach muszą być łagodne i proste w stosowaniu.
Preparat nakładany na twarz powinien być samodzielnie i bardzo często (najlepiej codziennie), co pozwala uniknąć dodatkowych kosztów na wizyty w salonach dermatologicznych. Efekty muszą być widoczne i odczuwalne już przy krótkotrwałym stosowaniu preparatu. Zdajemy sobie sprawę, że w walce ze zmarszczkami metodami naturalnymi niezbędny jest odpowiednio dłuższy czas, by widoczne dla wszystkich były efekty. Zastosowanie naturalnych kremów przeciwzmarszczkowych
nie powoduje w zasadzie żadnych efektów ubocznych i jest zdecydowanie
tańsze niż kuracja Botoxem.

 

Dla podsumowania:

 

BOTOX

NATURALNY KOSMETYK

Botox
  – jedna z najbardziej trujących substancji          

 

Łagodny,
  bezpieczny i prosty w stosowaniu

 

W
  kosmetyce może być stosowana jedynie podczas profesjonalnych zabiegów,
  najczęściej przez lekarzy

 

Do
  samodzielnego stosowania

Inwazyjna
  metoda walki ze zmarszczkami

 

Widoczne
  i odczuwalne wygładzenie skóry

 

Zastrzyki
  można stosować co 3–4 miesiące

Do
  regularnego stosowania

 

Drogie Panie, wybór należy więc do Was.

Wystarczy poszukać odpowiedniego produktu.

Tagi: kosmetyki
18:22, soeltech
Link Komentarze (5) »

Jak powstają zmarszczki?

 

To tak oczywiste mogłoby wydawać się to pytanie, ale zastanawialiśmy się tak na poważnie

  • skąd się biorą?
  • jaka jest ich przyczyna?
  • jak możemy temu zapobiegać lub przynajmniej opóźnić ten proces?

 

Lata płyną, a wraz z ich upływem zmienia się wygląd naszej skóry. Wszyscy obawiamy się starzenia, niestety jest to proces nieuchronny, którego nie możemy powstrzymać.

Proces starzenia się skóry rozpoczyna się około 25 roku życia. Pierwsze objawy „starości” to zmarszczki mimiczne twarzy, najczęściej zaobserwujemy je wokół oczu, na czole, między brwiami, a także na linii pomiędzy nosem i ustami. Z wiekiem zauważamy je wokół policzków, powiek i szyi.

 

Najwięcej zmarszczek tworzy się w okresie menopauzy, kiedy obniża się ilość estrogenów, odpowiedzialnych za nawilżenie i sprężystość skóry. Każda komórka ciała ma swój czas życiowy zakodowany w genach. Człowiek poznał ok 100 genów odpowiedzialnych za starzenie się skóry.

Niestety zmarszczki spędzają sen z oczu niejednej kobiecie oraz coraz częściej zadbanym mężczyznom.

 

W zależności od czynników wywołujących starzenie rozróżniamy jego dwa rodzaje: endogenne i egzogenne.

Jaka jest różnica między nimi?

  • Starzenie endogenne jest bezpośrednio związane z wiekiem, zmianami hormonalnymi, czynnikami genetycznymi czy nieodpowiednią dietą.
  • Starzenie egzogenne wiąże się z działaniami czynników środowiska,
    takimi jak: promieniowanie UV, zanieczyszczenie środowiska, dym papierosowy oraz nieodpowiednią pielęgnacją.

 

Nie jeden powie, że nie mamy wpływu na nasz wiek czy geneotyp skóry. Ale możemy spowolnić ten proces stosując pewne praktyki w naszym życiu codziennym. Niewątpliwie lepsze zrozumienie mechanizmów rządzących starzeniem pozwoli Ci lepiej dobrać i przeprowadzać profilaktyczne zabiegi pielęgnacyjne, które mogą okazać się kluczowe w walce o gładką i młodą skórę i młodzieńczy widok.

 

Wolne rodniki – odpowiedzialne za starzenie skóry

Wolne rodniki to aktywne cząsteczki tlenu, powstające w żywych organizmach, w powietrzu oraz żywności. Są one potrzebne naszemu organizmowi, gdyż walczą z wirusami i bakteriami. Jednak nasz organizm posiada ich w nadmiarze, to uszkadzają również zdrowe komórki, a to prowadzi do przedwczesnego starzenia się skóry, która traci jędrność i elastyczność, w efekcie pojawiają się zmarszczki.

Przyczynami wzrostu wolnych rodników w naszym organizmie są:

  • stres,
  • zanieczyszczenie
  • środowiska,
  • opalanie się,
  • nieodpowiednia dieta.

Obrońcami organizmu w walce z wolnymi rodnikami są przeciwutleniacze. Nasz organizm produkuje przeciwutleniacze sam, niestety w niewystarczającej ilości, dlatego musimy go wspomóc dostarczając mu przeciwutleniaczy z zewnątrz.

Najważniejsze przeciwutleniacze to:

  • Beta-karoten (prowitamina A) znajdziemy go w warzywach i owocach takich jak: marchew, papryka, brokuły, kapusta, sałata, dynia, cykoria, szpinak, pomidory, natka pietruszki, groszek, morele, brzoskwinie. Niedobór prowitaminy A w organizmie skutkuje wysuszeniem skóry, wypadaniem włosów, łamliwością paznokci. Witamina A umożliwia ciągłą odnowę naszej skóry.
  • Kolejnym ważnym dla naszej skóry przeciwutleniaczem jest witamina C. Odpowiada za produkcję kolagenu, dzięki któremu skóra jest sprężysta i jędrna. Witaminę C znajdziesz m.in. w owocach cytrusowych, truskawkach, pietruszce, papryce, czarnej porzecze, kapuście, brukselce, szpinaku i sałacie.
  • Jednym z najsilniejszych przeciwutleniaczy jest witamina E, znajdziesz ją olejach roślinnych, jajach, migdałach, orzechach, kukurydzy, papryce, sałacie.

 

Warto zwrócić uwagę na selen, zwiększający działanie witaminy C. Źródłem selenu jest wątróbka, ser żółty, jaja, zboża, grzyby, nerki, płatki owsiane i kukurydziane. Dobrze przyswajane przeciwutleniacze znajdziesz w rybach, oliwie z oliwek, jabłkach, zielonej herbacie, czerwonym winie.

Oprócz odpowiedniej diety bogatej w przeciwutleniacze musimy wyeliminować lub w znacznym stopniu ograniczyć z naszego życia stres. Znasz zapewne takie powiedzenie złość piękności szkodzi.

Złość zazwyczaj wywołuje stres, a pod jego wpływem nasz organizm wydziela kortyzol, który w znacznym stopniu przyczynia się do degradacji kolagenu, wzmacnia działanie wolnych rodników, uszkadzając tym samym błony komórkowe. Co zatem zastosować, by ograniczyć działanie kortyzolu?

Warto zatem zadbać o chwilę relaksu, by zachować świeży wygląd. Dobre sposoby na radzenie sobie ze stresem to sport, spacery, aromatyczne kąpiele czy joga.

 

            Inną dość istotną przyczyną powstawania zmarszczek jest ulubione przez nas słońce.

Skóra opalona wygląda zdrowiej i bardziej atrakcyjnie. Warto jednak zrezygnować z kąpieli słonecznych, jeżeli chcemy zachować młodą i piękną skórę na dłużej. Skóra często wystawiana na słońce grubieje, staję się zażółcona, sucha, łuszcząca. Osoby o jasnej karnacji, które mają naturalnie niski poziom wydzielania melaniny powinny zabezpieczać się przed ostrym słońcem.

 

Palenie papierosów również wpływa na powstawanie zmarszczek i starzenie się skóry. Każdy z nas widział jak wygląda skóra palacza. Chyba już nikt nie ma żadnych wątpliwości, że palenie wpływa negatywnie na wygląd naszej skóry. Źle dotleniona cera staję się szara, a od ciągłego zasysania dymu papierosowego pojawiają się tzw. zmarszczki palacza (rozchodzące się od ust promieniście), także kurze łapki i zmarszczki na szyi. Już po kilku tygodniach od zaprzestania palenia napięcie i koloryt skóry poprawiają się, spada również ryzyko przedwczesnego wystąpienia zmarszczek nie tylko wokół ust i oczu.

 

Jedną z ważniejszych przyczyn powstawania zmarszczek jest odwodnienie organizmu. Znane jest nam powiedzenie, mówiące o tym, że aby dokładnie nawilżyć skórę należy stosować wysokiej klasy kremy nawilżające oraz picie dużej ilości czystej wody (ok. 2 litry na dobę). Przyniesie nam to oprócz prawidłowo nawilżonej skóry, także inne korzyści, o których napiszę innym razem. Prawidłowe nawilżenie skóry wpływa na jej naprężenie, i co za tym idzie na powstawanie zmarszczek.

Zatem jeżeli chcemy, by nasza skóra cieszyła się dłużej młodzieńczym wigorem musimy dbać o nią zawczasu. W prawdzie nie likwidują one zmarszczek, lecz zapobiegają szybkiemu pojawieniu tak nielubianych przez nas zmarszczek.

Nasz wiek wcale nie musi pokrywać się z kondycją naszej skóry. Jeżeli zadbamy o ochronę naszej skóry przed nadmiernym działaniem słońca, dymu papierosowego, będziemy stosować kremy przeciwzamarszczkowe (zawierające retinol-A, który stymuluje komórki skóry do podziału), to jesteśmy w stanie bardzo opóźnić powstawanie zmarszczek.

 

A co zrobić gdy zmarszczki już pojawiły się na naszej twarzy?

Czy pozostaje nam wyłącznie operacja plastyczna lub zastosowanie Botoxu czy kwasu hialuronowego?

O operacjach plastycznych nie będę pisał. Przybliżmy sobie na wstępie historię i działanie Botoxuu.



Tagi: kosmetyki
18:21, soeltech
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 17 marca 2013

Nadciśnienie tętnicze, choroba nadciśnieniowa, z ang. hipertensja (łac. hypertonia arterialis, niekiedy stosowane skróty HA i AH) – przewlekła choroba układu krążenia, która charakteryzuje się stale lub okresowo podwyższonym ciśnieniem tętniczym krwi zarówno skurczowym (górnym), jak i rozkurczowym (dolnym).

Zdecydowana większość (ponad 90%) przypadków nadciśnienia ma charakter pierwotny (samoistny), tzn. bez znanej somatycznej przyczyny, którą dałoby się usunąć interwencją medyczną. Etiologia nadciśnienia tętniczego pierwotnego nie została w pełni ustalona. Uważa się, że odgrywają w niej rolę czynniki genetyczne i środowiskowe. Pozostałe przypadki to choroba o charakterze wtórnym (objawowym), gdy dobrze jest znana przyczyna choroby, np.: choroby nerek, choroby gruczołów dokrewnych lub choroby mózgu.

 

Jakie są objawy nadciśnienia?

Najczęstszymi objawami nadciśnienia są:

 

  • bóle głowy w rejonie potylicy, zwłaszcza po
    przebudzeniu
  • mroczki przed oczami
  • zawroty głowy
  • szumy w uszach
  • pulsowanie w skroniach
  • zaburzenia widzenia
  • krwotoki z nosa
  • bezsenność
  • rozdrażnienie i impulsywność
  • zmęczenie poranne
  • uczucie zbyt mocnego bicia serca
  • zasłabnięcia
  • bóle zamostkowe
  • duszności
  • potliwość
  • chrapanie
  • nadmierna męczliwość.

 

Symptomy choroby mogą mieć niewielkie nasilenie i nie zwracamy na nie uwagi. Mogą też pojawiać się okresowo (np. w sytuacjach stresujących). Czasami nawet zupełnie mijają, bo organizm przywyka do wysokiego ciśnienia i nie odczuwamy żadnych dolegliwości. Zdarza się też, że jest odwrotnie – w miarę postępu schorzenia objawy występują coraz częściej i nasilają się. Czasem pojawiają się nowe, które są związane z powikłaniami narządowymi.

 

Jakie należy wykonać badania, które potwierdzą lub wykluczą nadciśnienie?

Najważniejszym badaniem oceniającym wysokość ciśnienia jest jego pomiar. Lekarz używa do tego manometru. Ty sam możesz zastosować łatwy w obsłudze aparat z apteki (warto go skalibrować u lekarza).

Jeśli sam mierzysz ciśnienie, rób to o tej samej porze, na tej samej ręce (opartej na stole). Powinno się je mierzyć po 10–20-minutowym odpoczynku, godzinę po posiłku, jeśli palisz – pół godziny po wypaleniu papierosa, najlepiej rano
przed zażyciem stale przyjmowanych leków. Nadciśnienie rozpoznaje się po wielokrotnych pomiarach. Jeśli ciśnienie jest stale podwyższone i towarzyszą temu różne objawy, trzeba iść do lekarza. Prócz pomiaru ciśnienia (regularnego, co najmniej przez miesiąc) może on też sprawdzić jego wartości za pomocą tzw. Holtera ciśnieniowego (całodobowy automatyczny pomiar ciśnienia), który pozwala uniknąć błędów w pomiarach wykonywanych samemu oraz tzw. zespołu białego fartucha (chwilowy wzrost ciśnienia podczas badania lekarskiego). Ponadto zleci zrobienie badania krwi, moczu, EKG (spoczynkowego i wysiłkowego) i USG serca, a także dna oka. Na podstawie wszystkich uzyskanych wyników postawi diagnozę i dobierze odpowiednią terapię.

 

Czy istnieją „domowe” sposoby obniżenia ciśnienia?

Najprostszym sposobem jest zastosowanie odpowiedniej diety, w której starajmy się unikać tłuszczów zwierzęcych (m.in. smalec, masło). W zamian używaj oliwy, oleju z orzechów włoskich i sezamu, oleju rzepakowego – zawierają sporo kwasów omega-3 i omega-6 obniżających ciśnienie i zły cholesterol (LDL).

Zamiast słodyczy i słonych przegryzek, spożywaj dużo warzyw i owoców obniżających ciśnienie (np. buraki, pomidory, cebula, czosnek, seler, żurawina).

Pamiętaj o dobrych dla prawidłowego ciśnienia minerałach – potasie (np. pomidory, ziemniaki) i magnezie (orzechy, kakao, ziarna zbóż). Jedz owoce obfitujące w witaminę C (cytrusy, czarne porzeczki, żurawina) – jej stały niedobór
powoduje długotrwały skurcz naczyń krwionośnych.

Lub zastosuj odpowiednią suplementację tych składników przyjmując naturalne preparaty witaminowe.

Ogranicz używanie soli (zatrzymuje wodę w organizmie, powodując wzrost ciśnienia), a jeśli to trudne, stosuj sól dietetyczną, doceń też zioła np. estragon.

Zrezygnuj z używek (nikotyna np. obkurcza naczynia krwionośne i dodatkowo uszkadza wyściełający je śródbłonek).

Uważaj na preparaty zawierające efedrynę (np. niektóre syropy na kaszel), która podnosi ciśnienie.

Aktywność fizyczna jest także pomocna w walce z nadciśnieniem, dlatego zacznij się ruszać – zrezygnuj z windy i chodź po schodach, regularnie pływaj itp. Regularnie wykonuj nieforsujące ćwiczenia (gimnastyka, marsze, pływanie, jazda na rowerze).

Stres może także powodować wzrost ciśnienia krwi. Staraj się jak najmniej denerwować i naucz się technik relaksacji.

Wysypiaj się, a jeśli nie możesz zasnąć, wypij herbatę z melisy, ciepłe mleko, ale nie sięgaj po środki nasenne bez konsultacji z lekarzem.

Jeśli przyjmujesz leki, nie zmniejszaj ich dawek, nawet gdy dobrze się czujesz – o tym może decydować tylko lekarz; jeśli czujesz się źle po lekach, poproś lekarza o ich zmianę.

Zalecenia lekarza:

Zmiana dotychczasowego stylu życia: Jeśli masz nadwagę, zrzuć zbędne kilogramy (utrata 1 kg obniża ciśnienie o 2–3 mm Hg, a 10 kg – o 20–30 mm Hg).

 

Stosuj właściwą dietę (np. śródziemnomorską).

Ogranicz picie kawy (do 2 filiżanek słabego naparu).

Nie obawiaj się ruchu.

Farmakoterapia (leki zwykle stosuje się w nadciśnieniu umiarkowanym i ciężkim, lekarz dobiera je indywidualnie dla każdego pacjenta; przy utrwalonym nadciśnieniu trzeba je przyjmować już na stałe):

 

  • leki moczopędne (m.in. tiazydy, diuretyki
    pętlowe)
  • beta-blokery (powodują spowolnienie pracy
    serca) i alfa-blokery (rozszerzają naczynia krwionośne)
  • inhibitory konwertazy angiotensyny (m.in.
    ramipril, enalapryl)
  • blokery kanału wapniowego (np. werapamil)
  • leki alfa-1adrenolityczne (m.in.
    doxazosyna).

 

Jak interpretować pomiary ciśnienia tętniczego:            

                       

Ciśnienie
  skurczowe

(mm
  Hg)

Ciśnienie
  rozkurczowe

(mm
  Hg)

Ocena
  ciśnienia

120

80

optymalne

121-
  129

81-
  84

prawidłowe

130-
  139

85-
  89

wysokie
  prawidłowe

140-
  159

90-
  99

nadciśnienie
  łagodne

160-
  179

100-
  109

nadciśnienie
  umiarkowane

Powyżej
  180

Powyżej
  110

nadciśnienie
  wysokie

 

http://www.porada.eco-medico.co.uk/nadcisnienie.html

16:42, soeltech
Link Komentarze (2) »
sobota, 16 marca 2013

Cukrzyca typu drugiego jest prawdziwą plagą dzisiejszych czasów.  W krótkim czasie zapadalność na tę pandemię zwiększyła się aż pięciokrotnie. Rozmiary takiego wzrostu to przede wszystkim skutek nieodpowiedniego żywienia oraz siedzącego trybu życia.  Profilaktyka i leczenie cukrzycy polega na dostarczaniu organizmowi chemicznych środków powodujących blokadę wchłaniania węglowodanów przez organizm lub podaniu insuliny. Takie podejście do problemu nie poprawia statystyk.

Co zatem robić, by zagrożenie cukrzycą w jak największym stopniu zniwelować?

  1. Zmiana siedzącego trybu życia na aktywność fizyczną. Jak wiemy większa aktywność fizyczna to większe zapotrzebowanie na energię, która powstaje w naszym organizmie przez „spalanie” między innymi węglowodanów i tłuszczy.
  2. Zamiana diety. Najlepiej zrezygnować z wysoko przetworzonych wyrobów żywnościowych i zamienić je na świeże owoce i warzywa np. podane w postaci szejków.
  3. Zastosowanie dodatkowych naturalnych „dopalaczy” węglowodanów i tłuszczy. Należy do nich między innymi cynamon.

 

Cynamon może obniżyć ryzyko zachorowania na cukrzycę, ponieważ
przyczynia się do ustabilizowania poziomu cukru we krwi. Cynamon to jedna z roślin o największej zawartości przeciwutleniaczy wyrażonej wskaźnikiem ORAC (Oxygen Radical Absorbance Capacity, pojemność antyoksydacyjna w próbkach biologicznych) na bardzo wysokim poziomie 267,536 (pięciokrotnie wyższym niż w przypadku owocu granatu!). Jego aromat i smak jest jednym z atutów tej rośliny tak bardzo lubianej przez ludzi na przestrzeni wieków.  Już sam jego zapach silnie stymuluje obszary
mózgu odpowiedzialne za zdolność koncentracji i pamięć.

 Jak pomaga w walce z cukrzycą?

Pomaga on w stabilizacji poziomu cukru we krwi poprzez stymulowanie receptorów insuliny, zwiększając ich wrażliwość na ten hormon. Skutkuje to obniżeniem stężenia cukru we krwi (glikemii). Organizm nasz nie musi wytwarzać zwiększonej ilości insuliny, by obniżyć podwyższony poziom cukru. Efekt jest taki sam. Odciąża to trzustkę, stymuluje metabolizm i łagodzi stany zapalne.

Silne olejki eteryczne (cynamon zawiera je od 0,5 do 1%) słyną ze
swoich właściwości przeciwdrobnoustrojowych. Skutecznie hamują rozwój bakterii i drożdży, w tym Candida albicans.

Trzy główne olejki cynamonu zawierają następujące związki czynne:

  1. aldehyd cynamonowy, cynamal (65-75%) – organiczny związek chemiczny z grupy aldehydów. Jest to nienasycony aldehyd występujący w olejkach eterycznych, głównie w olejku cynamonowym. Produkt naturalny ma konfigurację trans. Otrzymuje się go głównie przez destylację z parą wodną z tego olejku. Szybko utlenia się do kwasu cynamonowego. Aldehyd cynamonowy był badany pod kątem swojej zdolności blokowania wydzielania czynników zapalnych przez błony komórkowe;
  2. octan cynamylu ok. 5%;
  3. alkohol cynamylowy – to biała krystaliczna substancja o zapachu hiacyntu, występująca w wielu olejkach eterycznych i balsamach stosowany, jako składnik kompozycji zapachowych i aromatów.

 

Czy cynamon wspomaga wyłącznie leczenie cukrzycy?

Olejek cynamonowy wykazuje właściwości antybakteryjne, przeciwgrzybiczne oraz zwiększa wydzielanie soku żołądkowego. Ze względu na ten fakt kora cynamonowca znalazła zastosowanie w przemyśle farmaceutycznym, jako składnik niektórych preparatów złożonych, stosowanych w schorzeniach przewodu pokarmowego. Cynamon zapobiega również nadkwaśności i działa przeciwbiegunkowo. Często występuje, jako składnik leków przeciwbakteryjnych. Jako składnik kremów i maści znalazł zastosowanie w mięśniobólach, nerwobólach, działa także przeciwzapalnie, miejscowo, znieczulająco. Cynamon stanowi składnik tzw. maści tygrysiej.

W medycynie ludowej cynamon był stosowany w bolesnym miesiączkowaniu oraz w celu poprawy apetytu, a także w zaburzeniach trawienia (wzdęcia, nudności). Używany jest też w medycynie ludowej przy leczeniu przeziębienia.  

Negatywne skutki stosowania cynamonu

Cynamonu nie powinny stosować kobiety w ciąży, może bowiem wykazywać działanie poronne. Również osoby z chorobą wrzodową żołądka i dwunastnicy powinny go unikać.

Olejek cynamonowy stosowany zewnętrznie może powodować silne podrażnienie i zaczerwienienie skóry, zwłaszcza u dzieci. Jednakże wykorzystywany do inhalacji i lub aromaterapii łagodzi objawy przeziębień i schorzeń wirusowych.

Cynamon jest także silnym alergenem kontaktowym i pokarmowym, dlatego też może nasilać zmiany atopowe na skórze oraz w obrębie błon śluzowych jamy ustnej i przewodu pokarmowego.

 

Jaki cynamon wybrać?

Cynamon przed zmieleniem ma postać lasek zwiniętych w rulon jak bibułki papierosowe. Są to właściwie fragmenty wysuszonej kory cynamonowca, drzewa rosnącego w azjatyckich tropikach.

Najcenniejsze cynamonowce pochodzą z Cejlonu oraz Chin i nieco się od
siebie różnią.

Cynamon cejloński ma kolor ochry, a laski składają się z bardzo cienkich warstw. Natomiast cynamon z Chin ma ciemniejszą, czerwoną barwę, a laski są grubsze. Ten ostatni jest również mniej słodki, ma gorzkawy posmak.

Podstawowa różnica między obiema odmianami polega jednak na zawartości kumaryny. Znacznie więcej tego składnika rozrzedzającego krew zawiera cynamon chiński, nazywany także kasją, dlatego należy go stosować z umiarem w porównaniu z prawdziwym cynamonem cejlońskim.

 

Jak Stosować cynamon?

Nic prostszego możemy go dosypywać do potraw i razem z nimi spożywając go, ciesząc się jego dobroczynnym działaniem. My Europejczycy czy Amerykanie jesteśmy przyzwyczajeni, by stosować go do potraw słodkich. Rozkoszujemy się jego smakiem, gdy jemy ciasteczka, szarlotki, desery czekoladowe, lody, a także gdy spożywamy kompoty i różnego rodzaju napoje.

Warto zmienić nasze przyzwyczajenia kulinarne i wypróbować dania afrykańskie i azjatyckie, gdzie cynamon jest dodawany do potraw słonych.

Jak większość naturalnych środków, sproszkowany cynamon  źle znosi zbyt długą obróbkę cieplną, dlatego najlepiej dodawać go pod koniec gotowania. Odwrotnie rzecz się ma z laskami cynamonu, które lepiej znoszą wysokie temperatury.

Przyprawiając dania cynamonem, wyświadczysz przysługę swoim gościom, ponieważ doskonale stymuluje on ślinianki i błonę śluzową żołądka. Będzie im także przyjemniej po posiłku, ponieważ cynamon ułatwia trawienie i eliminowanie gazów, a także łagodzi skurcze żołądka i jelit.

Cynamon należy przechowywać w chłodnym i ciemnym miejscu, w hermetycznym pojemniku, by ograniczyć jego utlenianie. Cynamon w proszku nadaje się do spożycia przez 6 miesięcy, laski cynamonu przez około rok. Jeśli cynamon stracił słodki zapach, trzeba go już niestety wyrzucić.

Pół łyżeczki cynamonu dziennie wystarczy, by wyciągnąć z niego wszystkie wymienione wyżej dobrodziejstwa.

wtorek, 12 marca 2013

 

Odporność na antybiotyki stanie się zagrożeniem globalnym, porównywalnym do terroryzmu - ostrzegła profesor Sally Davies przedstawiając raport na temat chorób zakaźnych. - Jeśli nie zaczniemy działać już teraz, za 20 lat (...) każdy z nas będzie zagrożony śmiercią z powodu zwykłej infekcji, która okaże się odporna na antybiotyki - tłumaczyła profesor Davies, główna doradczyni brytyjskiego rządu ds. zdrowia. 

Davies nazwała nabytą odporność na antybiotyki "bombą z opóźnionym zapłonem". W ciągu dwudziestu lat nawet banalne zabiegi operacyjne mogą stać się śmiertelnie groźne, jeśli pacjenci nie będą w stanie zwalczać infekcji - uważa ekspertka.

By zapobiec temu zagrożeniu, należy podjąć na całym świecie badania naukowe w poszukiwaniu nowych leków, które będą w stanie zwalczać zmutowane, odporne na antybiotyki infekcje. W ostatnich dekadach przybyło bardzo niewiele antybiotyków i w tej chwili prowadzimy już "wyścig z czasem", aby wypracować metody zwalczania "superbakterii", które nie reagują na standardowe leki - ostrzega Davies. Jedna z najlepiej znanych obecnie "superbakterii", czyli MRSA, zabija co roku w USA około 19 tys. osób, znacznie więcej niż HIV i AIDS.

W ostatnich latach pojawiły się też przypadki całkowicie odpornej na antybiotyki gruźlicy, a także zakażeń "super-superbakterią", które odnotowano początkowo w Indiach, a następnie na całym świecie - od Wielkiej Brytanii do Nowej Zelandii.

Środki zaradcze, które należy podjąć natychmiast - jak sugeruje Davies - to uświadomienie opinii publicznej ryzyka związanego z "superbakteriami", przepisywanie pacjentom mniejszej ilości antybiotyków i tylko wtedy, gdy jest to konieczne, oraz promowanie higieny, która pozwoli ograniczyć rozprzestrzenianie się infekcji.

Odporność mikrobów stanowi katastrofalne zagrożenie - powiedziała dziennikarzom doradczyni brytyjskiego rządu.

Problem ten powinien być traktowany przez władze równie poważnie, jak zagrożenia dla bezpieczeństwa kraju, np. terroryzm czy ocieplenie klimatu - powiedziała Davies, rekomendując zarazem, by brytyjski rząd zwrócił uwagę międzynarodowej opinii publicznej na ten problem, omawiając go podczas najbliższego spotkania G8, które odbędzie się w Wielkiej Brytanii w kwietniu.

- Jeśli nie zaczniemy działać już teraz, za 20 lat (...) każdy z nas będzie zagrożony śmiercią z powodu zwykłej infekcji, która okaże się odporna na antybiotyki - ostrzegła profesor Davies.

Zapowiedziała też, że brytyjskie ministerstwo zdrowia opublikuje wkrótce swój plan "strategii walki z bakteriami" na najbliższe pięć lat. Zdaniem Davies powinien on posłużyć za przykład "rządom i wielkim organizacjom, jak Światowa Organizacja Zdrowia i G8, które powinny potraktować ten problem bardzo poważnie".

Profesor mikrobiologii z Uniwersytetu Birmingham i dyrektor programu Antibiotic Action, Laura Paddock, pochwaliła kroki rekomendowane przez Davies. - Rośnie liczba infekcji, których właściwie nie potrafimy leczyć, i potrzebujemy teraz rozpaczliwie nowych odkryć, badań i rozwoju (nowych leków) - dodała Paddock.

Tekst pochodzi z http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Odpornosc-na-antybiotyki-zagrozeniem-na-miare-terroryzmu,wid,15404125,wiadomosc.html?ticaid=110370

PS.

Alternatywą dla antybiotyków jest COLOSTRUM

14:10, soeltech
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 05 marca 2013

Wielu producentów w deklaracjach marketingowych podkreśla „naturalność” swoich kosmetyków, zapewniając o dobroczynnym działaniu pochodzących z natury składników, pełnych wartości odżywczych i cudownie działających na naszą skórę i włosy.

Dość często jednak w ten sposób reklamuje się produkty, zawierające mniej niż kilka procent składników pochodzenia naturalnego.
Większość ich składu stanowią bezwartościowe, a czasem potencjalnie
niebezpieczne syntetyki.

Sposób formułowania informacji na etykietach, przemieszany ze sloganami reklamowymi, powoduje, że czasem naprawdę trudno jest odróżnić kosmetyk naturalny od konwencjonalnego, jak dotąd nie powstała prawna definicja pojęcia „kosmetyk naturalny”. Wiele firm, wykorzystując tę lukę, deklaruje, że oferowane przez nie preparaty są naturalne. Jednak w świetle standardów przyjętych przez światowe organizacje zajmujące się certyfikacją kosmetyków naturalnych, analiza ich składu świadczy o czymś zupełnie odmiennym. Takie działania określa się jako „GREENWASHING”. Jest to nieuczciwa praktyka, oparta na wprowadzaniu w błąd uogólnieniach, stosowaniu gry słów, dzięki którym
kupujący będzie w stanie zapłacić więcej za ekologiczny towar lub usługę.
Przykładem takiej deklaracji jest slogan „kosmetyki 100% naturalne, bez
konserwantów”. W praktyce tego typu produkty występują bardzo rzadko, wyłącznie w przypadku kosmetyków przechowywanych w lodówce, lub preparatów opartych na olejach, które powstają bez wody. Kosmetyki zawierające wodę („AQUQ”, ”WATER”) – takie jak kremy, szampony czy balsamy – muszą zostać poddane konserwacji. W przeciwnym wypadku stałyby się niebezpieczne dla zdrowia. Naturalne kosmetyki
konserwuje się między innymi alkoholem, mieszanką olejków eterycznych lub stosując bezpieczne, łagodne konserwanty, identyczne z naturalnymi.

Jak rozpoznać prawdziwie naturalne kosmetyki?

Naturalne kosmetyki wytwarza się w większości z surowców pozyskiwanych z roślin i minerałów, czasem też składników pochodzenia
zwierzęcego (miód, wosk pszczeli), a nie z syntetycznych związków chemicznych lub petrochemicznych. Standardy najbardziej rozpoznawanej w Europie organizacji certyfikującej ECOCERT określają minimalny poziom składników naturalnych w kosmetyku na 95%. Naturalny i organiczny kosmetyk nie powinien zawierać składników chemicznych, których bezpieczne odpowiedniki można pozyskać ze źródeł naturalnych. Zabronione jest stosowanie większości składników
syntetycznych, występujących zwyczajowo w konwencjonalnych kosmetykach.

MATERIAŁ PRZYGOTOWANY WE WSPÓŁPRACY Z EKSPERTAMI MARKI PHENOMÉ OFERUJĄCE NATURALNE KOSMETYKI PIELĘGNAYJNE. JEŚLI ZAINTERESOWAŁ CIĘ TEMAT – WIĘCEJ INFORMACJI ZNAJDZIESZ NA STRONIE 
www.phenome.pl

 

Aby nie paść ofiarą „GREENWASHINGU” warto poznać składniki, których naturalne kosmetyki nie powinny zawierać. Listę tych składników, wg, nomenklatury stosowanej na etykietach, prezentujemy poniżej:

SYNTETYCZNE KONSERWANTY:

Methyldibromoglutaronitirile

ImidazolidinylUrea

DiazolidinylUrea

CetylpyridiniumChloride

Chlorhexidine

Methylchloroiothiazolinone

Methylisothiazolinone

Triclosan

2-Bromo-2-Nitropropane-1,3Diol

Phenoxyethanol

Cetrimoniumbromide

Wszystkie z końcówką … paraben

PARAFINA:

ParaffinOil

ParrafinumLiquidum

Synthetic Wax

Paraffin

Isoparaffin

OLEJE SILIKONOWE:

Dimethicone

oraz wszystkie składniki z końcówkami:

…methicone

…siloxane

…silanol

…silicone

SLA I SLES SYNTETYCZNEGO POCHODZENIA:

Sodium Lauryl Sulfate

Sodium Laureh Sulfate

GLIKOLE:

PEG-… np. PEG-40 SorbitanDiisostearate

PPG-… np. PPG-15 Stearate składzik z końcówką „…eth” np.
Laureth-4

Propanadiol

CHEMICZNE FILTRY UV:

Benzophenone – 3

Benzophenone – 4

Octinoxate (OctylMethoxycinnamate)

Homosalate

Octyl Salicylate

Avobenzone (Butyl Methoxydibenzoylmethane)

Octocrylene

Ensulizole (Phenylbenzimidazole Sulfonic Acid)

EthylhexylDimethyl PABA

Dokonując wyboru sprawdzaj również deklaracje producenta. Szukaj takich kosmetyków, w których nie ma syntetycznych zapachów i sztucznych barwników. Produkty dla wegan nie powinny zawierać składników pochodzenia zwierzęcego, takich jak lanolina, kolagen czy kawior.

 

Tekst źródłowy : e!stilo nr 4(17) 2011

niedziela, 24 lutego 2013

Polecamy zapoznanie się z artykułem opublikowanym na stronie http://dziecisawazne.pl/pasozyty/

 

08:50, soeltech
Link Dodaj komentarz »
piątek, 15 lutego 2013

Popularne płukanie zatok słoną wodą wywodzi się z technik jogi. A technika oczyszczania zatok nazywana jest Jala Neti, chociaż znana jest także pod nazwami Neti lub Jalaneti. Nie jeden z czytelników pomyśli w tym miejscu, że joga to nie dla niego, ale warto zapoznać się z tym artykułem ze względu na pozytywne efekty przy schorzeniach takich jak zapalenie zatok, alergie, bóle głowy i stres.
Tradycyjnym naczyniem służącym do przepłukania zatok jest nasz imbryk do herbaty, lub inne naczynie w kształcie konewki. Można zakupić też specjalnie do tego celu przyrządy. Innym rozwiązaniem jest zakup gumowego wlewnika dostępnego w większości aptek.
Dla osób, które nie znają budowy i zasad funkcjonowania zatok, czynność polegająca na wlewaniu do nosa słonej wody może się wydawać abstrakcyjna. Pozyskanie tej wiedzy rozwiewa wszelkie wątpliwości i obawy.
Pierwszą linią obrony przed drobnoustrojami i wirusami jest nasz nos, pełni on rolę wielostopniowego filtra. Pierwszym filtrem na linii oczyszczania powietrza są drobne włoski zwane „cilia”. Zadanie ich polega na wychwytywaniu większych cząstek kurzu. Oczyszczają się one podczas oddychania, jak również przy wydmuchiwaniu nosa. Jak o każdy filtr należy dbać, także i o nos; i gdy zanieczyszczeń jest za dużo nos należy wypłukać wodą. Kanał nosowy pokryty jest lepką warstwą śluzu, do którego przylepiają się mniejsze zanieczyszczenia i bakterie. Organizm usuwa tak zabrudzony śluz poprzez wydmuchanie, wykasłanie lub jak to czynią zazwyczaj dzieci jest przełykany.
Drugim stopniem naszego filtra są zatoki, które dysponują specyficznym mechanizmem produkującym śluz. Mechanizm ten uruchamiany jest, gdy „załapiemy” infekcję. Okres wzmożonej produkcji śluzu nazywa się zapaleniem zatok i może być on krótkotrwały lub chroniczny.
Mechanizm ten może zawodzić, jeśli wskutek zaniedbań (głównie dietetycznych) doprowadzimy do nagromadzenia w zatokach starego śluzu. Jest to doskonała pożywka dla bakterii, które mają ułatwione zadanie w przypadku infekcji. Oprócz tego zalegający śluz jest przyczyną bólów głowy i zatok, osłabionego smaku i powonienia, pogorszonego samopoczucia.
W takich przypadkach wystarczy wykonać jala neti. Można też rozważyć wykluczenie z diety produktów śluzotwórczych.
Inną bardzo znaczącą funkcją nosa jest „klimatyzacja” całego ciała. Nos odpowiada między innymi za regulację temperatury i wilgotność wdychanego powietrza – najzdrowiej jest oddychać przez nos, a nie przez usta. Regularne oczyszczanie nosa ze śluzu i innych zabrudzeń pomaga odpowiednio regulować przez nos wilgotność i temperaturę, a to z kolei przyczynia się do pozbycia się zatkanego nosa, „wiecznego kataru”, czy nieprzyjemnej suchości w nosie.

Oczyszczenie zatok

Oczyszczanie zatok przeprowadzane jest na trzy sposoby o rosnącym stopniu trudności.
Pierwszy sposób nie należy do trudnych, drugi jest nieco bardziej skomplikowany – stosujemy go po dostatecznym opanowaniu sposobu podstawowego (pierwszego). Natomiast trzeci najbardziej skomplikowany należy stosować i uczyć pod okiem doświadczonego instruktora.
Podczas oczyszczania najlepiej nie dopuścić, aby woda przedostała się do trąbki Eustachiusza, co może się zdarzyć przy nieprawidłowym oddychaniu bądź po zabiegu, podczas osuszania zatok, jeśli będziemy zbyt silnie wydmuchiwać nos. Na szczęście nie jest to groźne, powoduje jedynie krótkotrwały dyskomfort. W takich przypadkach należy osuszyć dokładnie ucho ciepłym powietrzem z suszarki.
Jala neti usunie cały brud i bakterie z wnętrza nosa i zatok. Jak powszechnie wiadomo ciepła woda bez trudu rozmiękcza i usuwa wewnętrzne złogi, za to pewnie nie wszyscy wiedzą, że dzięki sile grawitacji i efektowi Venturiego podczas jala neti wytwarza się podciśnienie, co umożliwia dokładne oczyszczenie wszystkich zakamarków. Jest to sposób naturalny i prosty, a przy tym niezwykle skuteczny.
Nie ma przeciwskazań co do stosowania tej metody przy zapaleniu zatok i dużej ilości śluzu. Po kilku chwilach od rozpoczęcia zabiegu odczujemy wyraźną ulgę. Szczegółowe badania wykazują, że dzięki efektowi osmozy i zjawiskom kapilarnym, jala neti oczyszcza również naczynia krwionośne nosa.

Przygotowanie do zabiegu:

Na początku należy przygotować odpowiedni płyn. Potrzebne do tego będzie emaliowany (najlepiej ceramiczny lub szklany) garnek, do którego wlewamy czystą (najlepiej przefiltrowaną) wodę. Dodajemy do niej sól (najlepsza morska, ale można zastosować też inny jej rodzaj) w stosunku jedna płaska łyżeczka soli na ½ litra wody (otrzymamy roztwór miej więcej o stężeniu 0,9% - czyli bardzo zbliżony do stężenia soli w ludzkiej krwi). Sól musi się dokładnie rozpuścić w wodzie. Tak przygotowany roztwór można podgrzać, by nie doznać „szoku termicznego” przy płukaniu zatok. Temperaturę wody najlepiej sprawdzać na wewnętrznej części przedramienia.
Spróbuj wodę i wypluj – po kilku próbach będziesz w stanie rozpoznać właściwą mieszankę po smaku. Upewnij się, że sól rozpuściła się w całości.

Sposób pierwszy płukania zatok:

Na tym etapie woda wpływa jednym nozdrzem do miejsca, gdzie podczas oddychania spotykają się strumienie powietrza wpływające lewym i prawym nozdrzem, następnie do tyłu, do środkowej jamy nosowej, po czym wypływa drugim nozdrzem. W ten sposób woda przepływa przez przednią i środkową jamę nosową. Woda nie powinna spływać ani do gardła, ani do ust. Przy prawidłowo wykonanym jala neti nie ma praktycznie żadnych odczuć, gdyż woda jest tej samej temperatury co ciało, a stopień zasolenia taki sam jak dla krwi. W efekcie praktycznie nie zauważymy przepływu wody przez nos.

Oczyszczanie zatok – sposób 1

Wlej 1/2 litra wody do wlewnika, zawieś go na szafce nad zlewem. Pochyl się nad zlewem i oprzyj się o niego łokciami. Głowę ustaw tak jakbyś patrzył się na dno zlewu – czubek nosa powinien być najniższym punktem głowy. Głowę przekręć w prawo, jakbyś patrzył w bok – lewe nozdrze powinno być najniższym punktem nosa.
Delikatnie dociśnij końcówkę wlewnika do prawego nozdrza, tak by szczelnie przylegała. Oddychaj delikatnie przez otwarte usta. Nie przełykaj (ślina może wypływać przez otwarte usta), nie wydmuchuj nosa, nie śmiej się, nie rozmawiaj, żeby nie wywołać ruchu powietrza, podczas gdy woda przepływa przez nos.
Powoli otwórz kranik, zwróć uwagę, by końcówka szczelnie przylegała do nozdrza. Woda powoli napełni nos i po kilku sekundach zacznie wypływać drugim nozdrzem. Oddychaj przez usta spokojnie i delikatnie.
Gdy skończy się woda, odejmij końcówkę od nosa. Opuść nos w dół, pozwól, by wypłynęła woda. Następnie bardzo delikatnie wydmuchnij powietrze nosem, by usunąć wodę i śluz.
Ważne: na tym etapie wydmuchuj nos bardzo delikatnie, w przeciwnym razie woda dostanie się do ucha. Nie zatykaj nosa, by nie wytwarzać dodatkowego ciśnienia. Nie trzeba też robić tego dokładnie.
Nalej do wlewnika 1/2 litra wody i powtórz kroki 2–4 zmieniając ustawienie głowy, by woda wpływała przez lewe nozdrze, a wypływała przez prawe. Gdy skończy się woda, osusz wstępnie nos.
Jeśli nos jest wciąż zatkany możesz kontynuować oczyszczanie pierwszym sposobem bądź przejść do sposobu drugiego – może się zdarzyć, że całą procedurę trzeba będzie powtórzyć kilkakrotnie.
Stosuj zawsze tyle samo wody do płukania w jedną i drugą stronę. Wielokrotna zmiana przepływu wody daje lepsze efekty niż jednorazowe płukanie w jedną i drugą stronę. W ten sposób skuteczniej usuwamy śluz.

Sposób drugi
Oczyszczanie zatok – etap 2 i 3
Po opanowaniu pierwszej formy oczyszczania zatok możemy przejść do sposobu drugiego i trzeciego. Na tym etapie woda przepływa przez wszystkie jamy nosa, w dół i w głąb do jamy nosowo-gardłowej i wypływa przez usta. W ten sposób jeszcze intensywniej oczyszczamy wszystkie kanały nosowe. Warto zwrócić uwagę, że jala neti nie powoduje żadnych nieprzyjemnych odczuć, nie upośledza też funkcji zatok i nosa.
 Drugi sposób jala neti jest trudniejszy, za to daje silniejsze efekty. Najlepiej, jeśli pierwsze próby wykonamy pod okiem doświadczonego instruktora, jednakże wiele osób opanowało ten etap samodzielnie.
  Najpierw oczyść nos: 1 litr wody według pierwszego sposobu, by oczyścić przednie zatoki. Drugim litrem wody wypłucz zatoki według sposobu drugiego. Nie ma potrzeby osuszać zatok między jedną a drugą turą. Wystarczy delikatnie wydmuchać powietrze nosem, by usunąć wodę.
 Podczas drugiej tury – gdy woda przepływa z jednego nozdrza do drugiego – delikatnie wciągamy wodę nosem, a gdy zbierze się jej wystarczająco dużo w ustach, wypluwamy ją. Najlepiej wykonać to na jednym, powolnym wdechu „bąbelkując” przepływającą nosem wodę. Nie wciągaj wody gwałtownie, bo dostanie się do ucha. Jeden głęboki wdech nosem wciągający wodę do ust i wypluj ją. Jak nabierzesz wprawy, wystarczą jedno lub dwa takie wciągnięcia na pół litra wody! Powtórz dla drugiego nozdrza. Możesz wykonać kilka tur według sposobu drugiego, jeśli czujesz taką potrzebę.
 Chociaż nie jest to niebezpieczne, nie należy przełykać wciąganej w ten sposób wody. W przypadku sposobu drugiego należy bardzo starannie osuszyć nos, jako że na tym etapie do zatok dostaje się dużo więcej wody. Osuszanie należy powtarzać aż do skutku, by w zatokach nie została woda, która może spowodować czasowe podrażnienie.
 Drugi sposób działa silniej niż pierwszy, w większym zakresie czyści tylne zatoki i jest bardziej skuteczny przy zapaleniu zatok, kaszlu i problemach z gardłem.

Trzeci sposób

(z uwagi na jego trudność przedstawiamy jedynie krótki opis)
 Trzeci sposób jest trudniejszy i bardziej zaawansowany niż pierwszy i drugi. Na tym etapie bierzemy słoną wodę do ust i wysmarkujemy ją nosem. Dla początkującego będzie to zdecydowanie trudne zadanie. Niektóre osoby, przynajmniej przy pierwszych próbach, zwracają uwagę na nieprzyjemne doznania.
Sposób trzeci daje podobne efekty, jednak są one dużo silniejsze. Pamiętaj o właściwej kolejności: najpierw 1 litr wody sposobem pierwszym, potem 1 litr wody sposobem drugim, następnie płuczemy usta i gardło słoną wodą, aby patogeny (szkodliwe baterie) nie przedostały się z ust do nosa i dopiero wtedy przechodzimy do sposobu trzeciego.
Także na tym etapie należy zwrócić szczególną uwagę na dokładne osuszenie nosa. I najlepiej, aby pierwsze próby wykonywać pod okiem doświadczonego instruktora.

Osuszanie nosa

Dobre osuszenie nosa to bardzo ważny element jala neti. Nie wolno go zaniedbać. Osoby z podwyższonym ciśnieniem powinny zachować ostrożność. Jeśli przy osuszaniu nosa zacznie ci się kręcić w głowie, powinieneś osuszać nos w pozycji wyprostowanej.
 Najpierw wykonaj skłon tułowiem: patrzysz na podłogę, a nos jest najniższym punktem głowy. W tej pozycji pozostań przez 10–20 sekund, pozwól by woda swobodnie wypływała z nosa. Następnie zdecydowanym ruchem przyciągnij brodę do klatki piersiowej, patrz na swoje uda, i wykonaj krótki i delikatny wyrzut powietrza nosem. Nie zatrzymując się, zadrzyj głowę, by spojrzeć przed siebie i znowu wyrzut powietrza. Przekręć głowę w lewo, potem w prawo – w każdej pozycji wyrzut powietrza nosem, który z początku powinien być krótki i delikatny, a w miarę osuszania zatok coraz silniejszy i dłuższy. Wykonaj kilkanaście razy.
Wyprostuj się i zacznij szybko oddychać przez nos. Pierwsze kilkanaście oddechów przez oba nozdrza, umiarkowanie, z nieznacznym podkreśleniem wydechu. Następnie zamknij prawe nozdrze i wykonaj kilka szybkich oddechów przez lewe nozdrze. Wykonaj ćwiczenie w drugą stronę. Zakończ oddychaniem przez oba nozdrza.
Trzymaj przez chwilę w ustach gorącą wodę, aby rozgrzać zatoki, wodę po chwili wypluj. Wróć do osuszania.
Pomocne są również ćwiczenia fizyczne, które poruszą wodę pozostającą w zatokach, na przykład skłon tułowia do przodu i na boki, świeca, mostek, stanie na rękach. Po ćwiczeniach wróć do osuszania.
 Powyższe działania powinny oczyścić i osuszyć nos. Jeśli czujesz, że w nosie wciąż jest woda, powtórz całe osuszanie. Nieprawidłowe osuszenie może wywołać kilkugodzinne objawy jak przy gorączce. Jeśli zostawisz brudną wodę w zatokach lub trąbkach Eustachiusza, może to doprowadzić do infekcji.

Częstotliwość zabiegu

Czystość zatok ma ogromne znaczenie, dlatego należy wykonywać je regularnie. Przebywanie w miejscach zapylonych, sprzyja zabrudzeniu zatok, dlatego wskazane jest czyścić zatoki codziennie przed snem. W przypadku przeziębienia zwiększ częstotliwość do 3–4 razy dziennie, co przyniesie dużą ulgę, pod warunkiem, że dokładnie osuszymy zatoki po każdym zabiegu i że taka częstotliwość nie wywoła krwawienia z nosa. Gdy uporasz się z zapchanym nosem, zmniejsz częstotliwość zabiegów.
Zabieg Jala neti zaleca się wykonywać z samego rana, tuż po przebudzeniu, co usunie nocną ociężałość i przygotuje ciało i umysł na dzień pełen oddychania. Jednak jeśli mieszkasz lub pracujesz w zapylonym środowisku, wskazane jest wykonywanie tego zabiegu częściej najlepiej zaraz po powrocie do domu.
Innym wskazaniem jest wykonywanie Jala neti po posiłkach. Jeżeli to możliwe zaleca się płukanie zatok przeprowadzać:
• po przebudzeniu,
• przed śniadaniem,
• w południe,
• przed obiadem
• tuż przed snem

Najczęstsze problemy

Zapchany nos
Jeśli po 15–20 sekundach woda nie wypływa drugim nozdrzem, zanim uznasz, że masz zapchany nos, zrób co następuje:
• rozmasuj i zrelaksuj obszar twarzy i nosa
• sprawdź, czy nie zatykasz końcówki wlewnika dociskając ją do wewnętrznej ścianki nosa – ustaw końcówkę w linii prostej z kanałem nosowym i nie wciskaj jej zbyt głęboko
• upewnij się, czy zawiesiłeś wlewnik na odpowiedniej wysokości – przynajmniej 1 metr nad pochyloną głową
• sprawdź, czy nie wciągasz wody do gardła
• szczelnie dociśnij pogrubioną końcówkę do nosa, by woda nie wyciekała
• sprawdź, czy woda ma właściwą temperaturę – zimna woda powoduje obkurczanie kanałów nosowych

Krwawienie z nosa

Krwawienie z nosa może pojawiać się przy pierwszych próbach u osób z wysokim ciśnieniem oraz jeśli wnętrze nosa jest bardzo wrażliwe bądź podrażnione. W takich przypadkach należy zasięgnąć porady. Krwawienie może być również oznaką przemęczenia i niewyspania. Zregeneruj siły, a kiedy krwawienie ustąpi, wykonaj jala neti.
Krwawienie z nosa może być związane z chronicznym zapaleniem zatok, długotrwałym przyjmowaniem kortyzonu, częstym kontaktem z substancjami toksycznymi, nadmiernym stresem lub wysokim ciśnieniem.
 W takich przypadkach, postępuj zgodnie z opisem, jednak zwróć szczególną uwagę na:
• Zawsze używaj najczystszej wody i soli (najlepiej morskiej).
• Nigdy nie stosuj wody zbyt ciepłej lub zbyt słonej.
• Nigdy nie wydmuchuj nosa zbyt intensywnie.
• Nie pozostawaj długo w skłonie do przodu przy osuszaniu nosa.
• Nie wykonuj jala neti częściej niż raz dziennie bez zasięgnięcia porady.

Jeśli krwawienie wystąpi podczas lub po jala neti, stosuj zabiegi co drugi dzień, albo zasięgnij fachowej porady.

Woda spływa do gardła

 Zdarza się to dość często przy pierwszych próbach. Jeśli robisz jala neti sposobem pierwszym nie wciągaj wody do gardła. Właśnie na tym polega sposób drugi – wodę wpływającą nozdrzem należy na wdechu wciągnąć do gardła, a na wydechu wypluć ustami. Tak więc nie stanie się nic złego, jeśli woda przez przypadek spłynie do gardła podczas pierwszego etapu. Trzeba ją tylko wypluć.
Jeśli woda niepotrzebnie przedostaje się do gardła, może to być spowodowane:

• Nadmiernym pośpiechem i zdenerwowaniem.
• Ułożeniem głowy bądź końcówki wlewnika pod nieprawidłowym kątem.
• Oddychaniem przez nos, rozmawianiem lub przełykaniem podczas oczyszczania.
• Wciąganiem zamiast wydmuchiwaniem wody przy zmianie stron.
• Dużą ilością śluzu blokującą zatoki, co w rezultacie działa jak tama – woda podnosi się i cofa do gardła zamiast wypłynąć drugim nozdrzem.
Aby temu zaradzić wykonuj zabieg zrelaksowany i powoli, ustaw głowę pod odpowiednim kątem (poproś ewentualnie o pomoc drugą osobę). Pamiętaj, by usta trzymać otwarte, szczęki i policzki rozluźnione. Oddychaj spokojnie ustami.

Ból głowy

Jeśli podczas czyszczenia zatok pojawia się ból głowy, w większości przypadków jest on wywołany zdenerwowaniem, napięciem lub strachem. Wykonaj kilka zabiegów, nabierzesz doświadczenia, przestaniesz się stresować i ból przestanie się pojawiać.
Jeśli ból pojawia się po procedurze oczyszczenia, może to wynikać z niedostatecznego osuszenia zatok, albo zbyt silnego wydmuchiwania nosa podczas osuszania.

Pamiętaj!
Osuszanie należy przeprowadzać z dużym wyczuciem. Lepiej dłużej i delikatnie, niż za mocno. Stopniowo zwiększaj siłę, z jaką wydmuchujesz powietrze.

„Pykanie” w uszach

 Zdarza się czasami, że podczas jala neti „pyka” w uszach. Nie należy się tym przejmować, to nic poważnego. Dźwięk powstaje w wyniku zmian ciśnienia w trąbce Eustachiusza wywołanych wodą przepływającą przez zatoki. Woda usuwa śluz, zatoki się odtykają i przywracana jest równowaga.
 „Pykanie” w uszach może też występować przy wydmuchiwaniu wody i osuszaniu nosa. Pojawia się wówczas „piszczący” dźwięk spowodowany kilkoma kroplami wody. To znak, że za mocno wydmuchujesz powietrze. Rób to delikatniej. Na koniec nie zapomnij dokładnie wysuszyć ucha suszarką.

Odczuwalny wzrost ciśnienia w zatokach i uszach

 To częsty objaw przy pierwszych próbach u ludzi z bardzo zabrudzonymi zatokami. Trzeba przez to przejść, aż woda rozpuści i usunie nagromadzony śluz. Wykonaj zabieg kilkakrotnie, naprzemiennie przepuszczając wodę, na pewno odczujesz ulgę.

Szczypanie w nosie

Jeśli odczuwasz szczypanie bądź pieczenie w nosie:
• kiedy rozpoczynasz zabieg, po prostu nie jesteś przyzwyczajony – przejdzie po kilku zabiegach
• dodałeś za mało soli – użyj właściwej proporcji (1 płaska łyżeczka na pół litra wody) i dobrze wymieszaj
• woda jest za ciepła – zawsze przed płukaniem sprawdź temperaturę wody
• woda jest zbyt słona – użyj właściwej proporcji
• woda jest zanieczyszczona – używaj świeżej wody źródlanej (nie musisz jej przegotowywać)
• zabrudzony wlewnik – między zabiegami przechowuj wlewnik w pudełku, utrzymuj w czystości stosując się do zaleceń producenta, po umyciu i przed użyciem płucz wodą z octem, by usunąć detergenty
• miarka lub garnek, w którym podgrzewałeś wodę zawiera toksyczne substancje – stosuj wyłącznie garnki szklane bądź emaliowane (z nieuszkodzoną emalią!).

czwartek, 14 lutego 2013

 Dzisiaj chcemy zająć się zaparciami znanymi pod nazwami zatwardzenie, obstrukcja.  Przypadłość ta polega na utrudnionej lub nieczęstej defekacji (wypróżnianiu). W skrajnych przypadkach może być śmiertelne. Zaparcie ciężkie to ≤2 wypróżnienia na miesiąc.

Jakie są przyczyny tej dość częstej przypadłości?
Wypróżnianie przez zdrowe osoby odbywa się 1-2 razy dziennie, zaparcie jest jedną z najczęstszych dolegliwości, występującą czasem u osób zdrowych spożywających pokarmy z małą zawartością płynów i błonnika, prowadzących siedzący tryb życia, u osób w podeszłym wieku i noworodków oraz u kobiet w zaawansowanej ciąży. Dolegliwość ta często może występować wraz z zaburzeniami czynnościowymi jelita grubego, zwłaszcza u kobiet, jako tzw. zaparcie nawykowe. W zaparciach kał jest zazwyczaj twardy i suchy, oddawany z wysiłkiem. Zaparcie może być również wywołane innymi przyczynami takimi jak:
• mechanicznymi np.: zwężenie jelit przez naciek nowotworowy lub zapalny
• blizny
• ucisk z zewnątrz
• niedrożność jelit,
• stres
• toksycznymi np.: zatrucie ołowiem i arsenem
• po podaniu niektórych leków, jak opium i atropiny,
• czynnościowymi np.: zaparcia atoniczne u obłożnie chorych i osób w podeszłym wieku
• choroby gorączkowe
• charłactwo
• zaparcie spastyczne.

Jedną z częstszych przyczyn zaparcia jest lekceważenie uczucia parcia na stolec, co prowadzi do zaburzenia odruchu defekacyjnego. Leczenie zależy od przyczyny wywołującej. W leczeniu objawowym stosuje się środki przeczyszczające. W zapobieganiu zaleca się picie większej ilości płynów, podejmowanie aktywności fizycznych oraz spożywanie w pokarmach większej ilości błonnika.
W leczeniu zaparć zazwyczaj podaje się objawowo środki przeczyszczające oraz zaleca się w profilaktyce wyłączyć z diety pokarmy ciężkostrawne, tłuszcze zwierzęce oraz węglowodany, które zawiera biała mąka, ponieważ te pokarmy długo zalegają w jelitach i żołądku. Ponadto należy spożywać odpowiednie ilości błonnika intensyfikującego pracę jelit.
Inną przyczyną powstania zaparcia jest wstrzymywanie oddawanie stolca, który po pewnym czasie rozregulowuje rytm pracy jelit powodując ich rozleniwienie. Doprowadza to do zaparć określanych jako nawykowe. Dolegliwości tej sprzyja stres, stany nerwowe, brak ruchu oraz siedzący tryb pracy i życia. W tym przypadku środki przeczyszczające nie są wskazane. Sprawą zasadniczą jest zmiana trybu życia oraz właściwa dieta.
Gdy jelito zaciska się dookoła stwardniałych mas kałowych uniemożliwiając tym samym prawidłowe wypróżnienie, mamy do czynienia z zaparciem kurczowym – jest to kolejna „najpopularniejsza” przyczyna powstawania zaparcia.
Co gorsza, w niektórych przypadkach, zaparcia naprzemiennie mogą występować z biegunkami.
Najlepszym sposobem na ustrzeżenie się przed zaparciami jest odpowiednia dieta, w której przeważać powinny delikatne mięsa, twarożki, masło, miód, oliwa, gotowane i przecierane jarzyny oraz duża ilość płynów. Należy unikać potraw smażonych czy fermentujących, ostrych przypraw, pieczywa razowego oraz takich produktów jak groch czy fasola.

Zapamiętaj, aby zapobiec zaparciom spożywaj:
• Spożywaj pokarmy bogate w błonnik
Uwaga, błonnik (włókno pokarmowe) nie ma nic wspólnego z tym, co nazywamy „włóknem” w języku potocznym. To, że pokarm jest miękki, łatwy do połknięcia, czytaj płynny, nie oznacza, że nie zawiera błonnika. Błonnik to nie tylko „otręby”. Przykładowo, sok gruszkowy jest w niego wyjątkowo bogaty. Ziarna lnu, które trzeba zmielić przy pomocy młynka do kawy przed spożyciem, bo w przeciwnym wypadku przedostaną się w całości do Twojego systemu trawiennego, są również bardzo dobrym źródłem błonnika. Istnieją wreszcie ziarna, które są naturalnym środkiem samym w sobie: Plantago psyllium (babka płesznik). Była ona używana już 10 wieków p.n.e. przez medyków Górnego Egiptu – i jest ona tak samo skuteczna po dziś dzień. Wybieraj ekologiczną babkę. Na początku bądź ostrożny, jeśli Twój organizm nie jest przyzwyczajony do błonnika. Doskonałym produktem zawierającym błonnik jest również MACROBALANCE DRINK MIX dr Ratha: 
(http://www.sklep-ecomedico.eu/index.php?route=product/product&path=36&product_id=76)

• Pij wodę bogatą w minerały
Za wskazówkę, czy jesteś odpowiednio nawodniony, posłuży Ci kolor Twojego moczu. Musi być jasnożółty i przejrzysty. Nie zdziw się jednak, biorąc multiwitaminę, jeśli będzie on bardzo żółty. Jest to efektem obecności witaminy B2. W walce z zaparciami pomaga również picie wód mineralnych bogatych w wapń.

• Spożywaj wysokiej jakości probiotyki
Bogata flora bakteryjna w jelitach nie tylko pozwala na prawidłowe trawienie; jest to podstawowy warunek, aby osiągnąć optymalny stan zdrowia.
Po przeanalizowaniu składu polecam PROBIOTIC 12 firmy LR:
http://aloes.eco-medico.co.uk/index.php?route=product/product&path=47&product_id=333

• I wreszcie – postaraj się kontrolować poziom stresu
Jeśli możesz, to wyeliminuj z Twojego życia niepotrzebne źródła niepokoju. Bardziej zrelaksowane życie i opanowane emocje przyczynią się w decydujący sposób do wyeliminowania problemów gastryczno-trawiennych.

Tagi: zaparcia
22:28, soeltech
Link Komentarze (2) »

Przede wszystkim jest podstawowym składnikiem komórki.
Jak bardzo jest potrzebna w komórce?
Służy np. do oczyszczania. I tak np. kiedy wypijamy filiżankę kawy, to po krótkim czasie biegniemy do toalety.
I tu zdziwienie, bo zamiast „wysikać filiżankę kawy”, oddajemy więcej moczu!!!
O! Cóż to się stało?
Zaszła prosta, ale jakże brzemienna w skutkach reakcja. Ponieważ kofeina jest dla naszej komórki niczym innym jak trucizną, ta broniąc się przed nią oddała swoją już nagromadzoną wcześniej czystą wodę, aby zneutralizować tę truciznę.
My już spokojni siadamy do pracy lub relaksujemy się dalej – a komórki krzyczą: wody, wody, czystej wody!!!
Co zatem robimy? Nic prostszego idziemy zaspokoić pragnienie. Czym? A to kolejną filiżanka kawy, a to herbatką, albo jakimś napojem typu Coca Cola i sytuacja się powtarza.
I tak mija dzień za dniem..., a nasze komórki krzyczą wody, wody, czystej wody!!!
Nie oczekujmy zatem, że bez solidnego ciągłego uzupełniania wody – min. 30ml na 1 kg wagi ciała – będziemy wypoczęci, zadowoleni i szczęśliwi. Nic z tego!!!
Zapytaj wiec samego siebie, ile wody – czystej wody wypiłem dzisiaj?
Co zrobiłem, by uniknąć choroby, która może pojawić się wkrótce?
Myślę, że warto poświecić chwilę na refleksje, a jak trzeba to uderzyć się w pierś i krzyknąć moja wina, moja bardzo wielka wina – i pójść po szklankę czystej wody.

Tagi: woda
22:25, soeltech
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 13 stycznia 2013

Czym jest naprotechnologia?

Naprotechnologia (NaProTECHNOLOGIA) – metoda opracowana przez Thomasa W. Hilgersa w 1991 roku. Ma na celu monitorować i utrzymywać zdrowie układu rozrodczego. Oparta jest ona głównie na naturalnych metodach planowania rodziny. Metoda stawia główny nacisk na naukę umiejętności rozpoznawania własnej płodności przez małżonków starających się o potomstwo. Jest adresowana do pacjentów, których niepłodność jest uleczalna i daje się korygować medycznie, czyli do ok. 40% niepłodnych par. Z metody tej nie będą mogły skorzystać kobiety z niewydolnością jajników, niedrożnością jajowodów czy mężczyźni z niedrożnymi nasieniowodami.

Naprotechnologia to praktycznie bezinwazyjna i w pełni naturalna metoda leczenia niepłodności. Polega na obserwacji przebiegu cyklu miesiączkowego poprzez przyglądanie się zmianom i objawom, takim jak m.in. temperatura ciała, śluz, samopoczucie. Pełna diagnostyka trwa 24 miesiące. Codzienne pomiary muszą być skrupulatne i dokładne, dlatego w określonym czasie obserwacji, kobiecie uczestniczącej w procesie pomaga instruktor naturalnego planowania rodziny oraz współpracujący z nim lekarz.

 

Jakie są zalety i wady naprotechnologii?

Największą zaletą tej metody to nieinwazyjność.
Cały proces przebiega w zgodzie z naturą. Nie powstają tutaj dylematy natury moralnej i religijnej, takie jak w przypadku metody in vitro. Względy ekonomiczne też przemawiają za naprotechnologią, ponieważ koszty badań są o wiele niższe niż w przypadku zabiegu in vitro.

 

Poznajmy niektóre z zalet tej metody:

  • naturalna, ekologiczna, współpracuje z fizjologią każdej kobiety
  • bezpieczna dla zdrowia
  • pozwala na poznanie własnego zdrowia ginekologicznego
  • wiarygodna i naukowo udokumentowana
  • oparta na współpracy między małżonkami
  • szanuje godność kobiety i małżeństwa
  • nowoczesna
  • etyczna i akceptowana przez wszystkich
  • stosunkowo niedroga
  • wystandaryzowana
  • traktuje człowieka jako całość fizyczną i duchową
  • angażuje kobietę oraz małżonków w proces diagnostyczny i leczniczy
  • małżonkowie są podmiotem i partnerem do ewentualnej współpracy z lekarzem
  • małżonkowie są odpowiedzialni za własne zdrowie, wyniki i skuteczność leczenia.

 

Przeciwnicy twierdzą natomiast, że ta metoda nie wnosi niczego nowego, a jej tajemnica tkwi w umiejętności władania narzędziami promocji i manipulacji. Twierdzą oni, że naprotechnologia jest procesem leczenia podobnym do placebo. Jednak jej skuteczność potwierdzoną licznymi przypadkami udanego zapłodnienia i porodu, skłania niejednego do zwrócenia na nią uwagi.

 

Przebieg metody

Metoda opiera się na samoobserwacji według zmodyfikowanej wersji modelu Creightona, pozwala określić dni płodne kobiety oraz ewentualne zaburzenia w jej cyklu miesiączkowym. Okres obserwacji i diagnostyka może trwać do 2 lat i obejmuje trzy etapy:

  1. Nauka techniki obserwacji cyklu kobiety według modelu Creightona i zapisywania jej wyników na specjalnej karcie oraz diagnostyka wstępna i badania hormonalne. Równocześnie przeprowadza się badania mężczyzny.
  2. Rozpoznanie przyczyny niepłodności (badania laboratoryjne, obrazowe itd.) i uzyskanie regularnych cyklów.
  3. Oczekiwanie na poczęcie i towarzyszenie małżonkom przez okres ciąży.

 

Zastosowanie metody

W założeniu naprotechnologia pozwala na wyznaczenie czasu najkorzystniejszego dla zapłodnienia, czym leczy bezpłodność spowodowaną psychologiczną sferą funkcjonowania organizmu. Metoda, jak większość metod leczenia bezpłodności nie eliminuje przyczyn niepłodności o charakterze fizjologicznym występującym u partnerów (jak uszkodzenia narządów, nieprawidłowe ich ukształtowanie w procesie rozwoju, całkowity brak komórek rozrodczych).

Organizacje medyczne oceniające metody leczenia niepłodności, m.in. takie jak unijny ESHRE, amerykański ASRM, brytyjski NICHCE w swoim 534-stronicowym raporcie nie mówią o naprotechnologii, a Polskie Towarzystwo Medycyny Rozrodu stwierdziło, iż nie może jej rekomendować z powodu braku dowodów na jej skuteczność.

Na świecie działa kilka klinik naprotechnologii oraz grupa indywidualnych trenerów i instruktorów tej metody. W Europie pracuje 20 jej trenerów.

 

Celem naprotechnologii jest osiągnięcie poczęcia w sposób naturalny.

Wyniki leczenia niepłodności przy pomocy naprotechnologii są dość imponujące i przedstawiają się następująco. Należy dodać, że bazują one na badaniach Instytutu Papieża Pawła VI z roku 2004 opublikowanych w The Medical &Surgical Practice of NaProTechnology Thomas W. Hilgers 2004 oraz najnowszej pracy z wrześniowego 2008 numeru Journal of the American Board of Family Medicine: Outcomes From Treatment of Infertility With Natural Procreative Technology in an Irish General Practice;
Joseph B. Stanford, MD,MSPH, Tracey A. Parnell, MD and Phil C. Boyle, MB. Najpierw zostały skumulowane wyniki dotyczące ciąż po leczeniu z powodu niepłodności.

 

Naprotechnologia w przedziałach czasowych:

1) do 12 miesięcy – uzyskano 44% ciąż,

2) do 24 miesięcy uzyskano 62% ciąż,

3) w 48 miesięcy od rozpoczęcia leczenia 71%.

 

Wyniki leczenia, kiedy rozpoznaną przyczyną niepłodności była endometrioza:

1) 45% w 12 miesięcy,

2) 65% w 24 miesięcy,

3) 78% w 36 miesięcy.

 

Porównując te wyniki z leczeniem chirurgicznym klasycznymi metodami widzimy badanie Rock JA z 1981: 38% po 12msc, 50% po 24msc i max 63% do 72msc po leczeniu.

 

Skumulowany wskaźnik dla pacjentek z zespołem policystycznych jajników:

1) 40% po 12 miesiącach,

2) 65% po 24 miesiącach,

3) do 90% po 48 miesiącach.

 

Po klasycznym leczeniu chirurgicznym badanie Adashi EY, Rock JA 1981 analogicznie:
10% po roku, 30% po 24 msc, 55% po 48msc i maksymalnie do 70%.

 

Wreszcie skuteczność leczenia i ilość adopcji dla osób leczonych naprotechnologią w porównaniu do postępowania in vitro. Badania Instytutu Pawła VI i inne wg opisu. Kiedy przyczyną niepłodności był brak owulacji to uzyskano 81,8% poczęć, jeżeli policystyczne jajniki to 62,5%, przy endometriozie – 56,7%, przy niedrożności jajowodów – 38,4%. Dla in vitro analogicznie wyniki z lat 1986–2001 od 21 do 27% ciąż na kobietę. Z pośród małżeństw leczonych NaProTECHNOLOGY, których nie wyleczono 74,6% zdecydowało się na adopcję (Family Building).

 

Naprotechnologia okazuje się 2,67 razy bardziej skuteczna niż in vitro przy endometriozie, 2,36 razy dla PCOS i 1,41 razy dla niedrożności jajowodów.

 

W badaniu z Irlandii z praktyki lekarza rodzinnego w Galway w latach 1998–2002 zgłosiło się 1239 par małżeńskich z powodu niepłodności. Średni wiek kobiet to 35,8 lat, średnia długość trwania niepłodności 5,6 roku. 33% par wcześniej było leczonych ART. Wskaźnik ciąż wyniósł 52%. Udało się pomóc około 30% par po niepowodzeniach ART, czyli technik wspomaganego rozrodu „in vitro”. (J Am Board Fam Med 2008;21:375–384.)

 

Szczegółowe badania nad skutecznością metody w przypadkach problemów z płodnością dostępne są na stronie: http://naprotechnology.com/infertility.htm.

W dzisiejszych czasach niepłodność jest coraz częstszym problemem. My jako gatunek istot rozumnych zapomnieliśmy o tym, że niezdrowy tryb życia, pozbawiony wartości odżywczych oraz modyfikowany genetycznie pokarm, a także sam rozwój cywilizacji może przyczynić się do niepłodności. Obecny również trend, czyli moda na to, by „ustawić się w życiu”, sprawia, że kobiety coraz później decydują się na zajście w ciążę.

 

Czy w tym temacie ludzkość nie powinna zatrzymać się na chwilę w swoim pędzie do szczęścia?

Rozwiązaniem problemu braku potomstwa ma być metoda zapłodnienia pozaustrojowego IN VITRO (IVF). Jest ona jedną z najbardziej znanych metod walki z bezpłodnością. Mimo swoich możliwości wywołuje jednak niezliczoną ilość dylematów natury moralnej, etycznej i światopoglądowej.

 

Czy istnieje jakaś alternatywa do metody IVF?

Tak, istnieją metody alternatywne, jedna z nich zostanie przedstawiona w dalszej części tego artykułu.

 

Na czym polega in vitro?

Na początek przyjrzyjmy się historii tego niewątpliwie epokowego „wynalazku”.

Jest rok 1978, w Wielkiej Brytanii przyszło na świat pierwsze „dziecko z probówki”. Młoda matka, która je urodziła, z powodu niedrożności jajowodów nie mogła zajść w ciążę w sposób naturalny. Lekarze operacyjnie pobrali od tej kobiety dojrzałą komórkę jajową, umieścili w szklanym naczyniu i połączyli z nasieniem męża.

W tym miejscu doszło do zapłodnienia, zapłodnioną komórkę zaczęto hodować w odżywce. Następnie została ona przeniesiona do macicy kobiety, która po zagnieżdżeniu się ww. wspomnianej komórki stała się przyszłą matką. Po kilku miesiącach urodziła się dziewczynka. Zastosowaną tutaj procedurę medyczną i podobne do tej pierwotnej zaczęto nazywać IN VITRO (dosłowne tłumaczenie: w szkle).

W różnych krajach procedura IVF może się różnić, ale w swoich głównych punktach się nie zmienia i wygląda następująco.

W celu przygotowania organizmu kobiety do planowanej ciąży, kobieta jest poddawana kilkutygodniowej kuracji hormonalnej stymulującej jajniki do zwiększonej produkcji komórek jajowych. W kolejnej fazie niezbędne jest pozyskanie świeżego nasienia przyszłego ojca. Oczyszczone nasienie jest mieszane w laboratorium z komórkami jajowymi przyszłej matki. W tym momencie dochodzi do zapłodnienia kilku komórek, które stają się embrionami. Po upływie 1 dnia embriony bada się pod względem wad i wybiera się tylko te, które mają największe szanse przeżycia oraz nie mają żadnych wad. Po upływie ok. trzech dni do macicy wprowadza się kilka embrionów, aby zwiększyć prawdopodobieństwo ciąży. Jeżeli choć jeden embrion zagnieździ się, wtedy jest dość duże prawdopodobieństwo, że kobieta stanie się matką.

Nasuwa się pytanie, co dzieje się z pozostałymi zarodkami?

Jest kilka możliwości: pozostawione samym sobie obumierają, czasami zamraża się je w ciekłym azocie, by obniżyć koszty ewentualnej następnej próby po niepowodzeniu zajścia w ciążę.

W tym miejscu powstają wątpliwości natury etycznej, moralnej, czy ekonomicznej. Ekonomiczna, ponieważ przechowywanie zamrożonych zarodków jest kosztowne; etyczna, bowiem pozostawienie zarodków w celu ich obumarcia porównywalne jest z aborcją i eutanazją. Moralna kwestia wiąże się poniekąd z instytucją banku spermy, umożliwiającym wykorzystanie spermy nieznanej osoby w celu zajścia w ciążę, czy kobiety surogatki.

Przytoczone zostały tu wyłącznie fakty, ostateczna decyzja stanowi osobistą sprawę każdej osoby.

O takich dylematach napisał w roku 2008 pewien embriolog na łamach dziennika The New York Times, że niektórzy pacjenci są naprawdę rozdarci, ponieważ nie wiedzą, co zrobić z dodatkowymi zarodkami. W artykule można było przeczytać:

„W całym kraju w klinikach znajduje się co najmniej 400 000 zamrożonych embrionów i każdego dnia przybywają kolejne (...). Jeżeli embriony odpowiednio się zamrozi, to są zdolne przetrwać dziesięć lub więcej lat, ale nie wszystkie przeżywają proces rozmrażania”.

 

Czy zatem In Vitro jest jedyną alternatywą dla bezdzietnych małżeństw?

 

Metoda in vitro to nie tylko najpopularniejszy i najlepiej znany sposób walki z niepłodnością. To również zabieg, który obok eutanazji i aborcji
stanowi najbardziej kontrowersyjny temat XXI wieku. Niezależnie od opinii dotyczących etycznych aspektów sztucznego zapłodnienia, zastanawia również jego medialność, zwłaszcza że jest to jeden z wielu sposobów radzenia sobie z problemem niemożności zajścia w ciążę. Mniej znaną metodą jest naprotechnologia (natural procreative technology). Ten rodzaj walki z niepłodnością został opracowany już dawno, jednak swoją obecność zaczyna zaznaczać dopiero teraz.  



środa, 07 listopada 2012

Dieta w leczeniu dny moczanowej*

 Duże znaczenie w uporaniu się przez osoby z problemem dny moczanowej ma odpowiednia dieta. Osoby te zastanowić się powinny przede wszystkim nad tym, co i kiedy jedzą. Bardzo często do ataków choroby przyczyniają się posiłki, które u innych pacjentów nie wywołują żadnych zmian. Najczęściej, jak to w życiu bywa, szkodzi nam to co najbardziej lubimy. Osoby chore nie zdają sobie nawet sprawy z tego, że dogadzając swojemu podniebieniu szkodzą zdrowiu, które przecież zawsze powinny stawiać na pierwszym miejscu.

            Kluczem do zrozumienia, jak ważna może okazać się właściwa dieta dla osoby zmagającej się z problemem dny moczanowej jest świadomość tego, jak niebezpieczne dla organizmu chorego są związki purynowe. Ich oddziaływanie na organizm przyczynia się przede wszystkim do wzrostu produkcji kwasu moczowego, a przecież właśnie tego zjawiska chorzy powinni unikać za wszelką cenę. Podstawą diety osób chorych na artretyzm jest zatem najpierw ograniczenie, a potem całkowite wyeliminowanie związków purynowych z ich pożywienia. Niemal natychmiast warto zatem zapomnieć nie tylko o bogatych w purynę podrobach mięsnych takich, jak choćby wątróbka, ale również o sosach mięsnych, a nawet o zupach gotowanych na mięsnych wywarach. W diecie chorego nie powinny znajdować się również rośliny strączkowe, takie, jak choćby groch, fasola, bób albo coraz bardziej popularna w polskiej kuchni soczewica, a do tego konieczne wydaje się zdecydowane odstawienie używek, które do tej pory umilały nam trudne dni. Pożegnanie z herbatą (pitą w nadmiarze) i kawą (ma ona działanie moczopędne, jednak zawiera ona również składniki, które mogą zaszkodzić choremu) może być wyjątkowo trudne, nie wolno zaś zapomnieć i o tym, że walka z dną moczową nie będzie skuteczna również wówczas, gdy mimo kolejnych objawów choroby w naszym życiu ciągle obecny będzie alkohol.

Odstawienie używek takich, jak kawa czy alkohol powinno zostać połączone z wyrobieniem w sobie nawyku picia dużych ilości wody. Dostarczanie jej do organizmu przyczynia się do intensyfikacji procesu wypłukiwania kwasu moczowego, minimalna dawka wody zalecana osobom walczącym z artretyzmem wynosi więc od półtora do dwóch litrów dziennie. Wielu chorych narzeka początkowo, że przyzwyczajenie się do konieczności picia dużych ilości wody nie jest prostym zadaniem. Rzeczywiście, mamy do czynienia z dość dużym wyzwaniem, okazuje się jednak, że wyrobienie w sobie takiego nawyku nie jest niemożliwe. Co więcej, relatywnie szybkie zmiany są w stanie umocnić nas w przekonaniu o tym, że nasza decyzja była słuszna, nie da się zaś ukryć i tego, że regularne picie wody pomoże nam również zrzucić kilka kilogramów, co także jest skutecznym sposobem walki z dną moczanową.

Zmiana diety to wyjątkowo mądre posunięcie, nie powinniśmy jednak zapominać i o tym, że dla osoby zmagającej się z problemem dny moczanowej istotne jest nie tylko to, co je, ale i to, kiedy spożywa posiłek. Tu szczególne znaczenie odgrywa pora kolacji, zbyt późno jedzone posiłki mogą bowiem stanowić zagrożenie dla naszego organizmu. Organizm chorego musi być wspomagany tak, aby pozbywał się nadmiaru kwasu moczowego szkodzącego kościom i stawom. Podczas snu proces ten jest w istotny sposób spowolniony, stąd też tak ważne jest to, aby ostatni posiłek w ciągu dnia był spożywany przynajmniej na trzy godziny przed snem.

Co zatem może jeść osoba, która zmaga się z problemem dny moczanowej? Jej dieta powinna obejmować przede wszystkim produkty pozbawione związków purynowych oraz te, które zawierają ich minimalne ilości. W tym kontekście warto wskazać między innymi na ryż oraz owoce, a w dalszej kolejności również na mleko oraz ser. Uzupełnieniem diety mogą okazać się miód i różnego rodzaju dżemy, a także masło i śmietana. Dieta taka nie musi być więc mało smaczna. Niestety, produkty, które stanowią jej podstawę często przyczyniają się do podniesienia poziomu cukru we krwi, należy zatem dbać o ich zróżnicowanie.

Przygotowując posiłki warto mieć na uwadze i to, że nasza dieta powinna być wolna od tłuszczu. Należy zatem pożegnać się z produktami duszonymi i smażonymi, tłuszcz (zawsze w niewielkich ilościach) może być bowiem dodawany jedynie do potraw surowych. Nie oznacza to oczywiście, że dna moczanowa odcina nas od jakichkolwiek ciepłych posiłków, wskazane jest jednak wyłącznie ich gotowanie, w innym wypadku bowiem nie uda nam się ograniczyć poziomu niebezpiecznego dla organizmu tłuszczu.

Komponując dietę dla osoby z artretyzmem wypada pamiętać również o pozytywnym wpływie witaminy C oraz E na stawy. Witamina C występująca między innymi w pozbawionych puryn owocach cytrusowych minimalizuje ryzyko zmian zachodzących w stawach dotkniętych artretyzmem natomiast witamina E, którą możemy spotkać w liściastych warzywach zielonych znakomicie z nią współgra. Zarówno jedną, jak i druga
witaminę możemy przyjmować również w postaci tabletek, w takiej sytuacji jednak zawsze należy skonsultować się z lekarzem, aby spytać go o dopuszczalną dawkę.

Jak widać, dieta stosowana przez osoby, którym dokucza artretyzm, zaliczana jest do bardzo wymagających. Już choćby z tego powodu powinniśmy pamiętać o tym, że każdorazowo musi być ona opracowywana indywidualnie dla konkretnego pacjenta.

Innym pomysłem na łagodzenie dolegliwości związanych z dną moczanową jest podejmowanie prób pozbycia się zbędnych kilogramów. Nie jest to zadanie proste zwłaszcza, że dieta osób chorych na dnę moczanową często nie sprzyja odchudzaniu, mimo wszystko jednak warto podjąć próbę pozbycia się nadwagi. O swojej wadze najlepiej porozmawiać najpierw z reumatologiem, a potem również z dietetykiem, temu ostatniemu koniecznie należy jednak zwrócić uwagę na to, że to dna moczanowa skłania nas do podjęcia tego rodzaju starań. Dzięki tej informacji dietetyk będzie mógł doradzić nam bardzo konkretne rozwiązania problemów z nadwagą, nie ignorując w zasady diety zaleconej przez lekarza prowadzącego wspólnie z nami walkę z artretyzmem, a jego propozycje nie zaszkodzą naszemu zdrowiu. 

*Artykuł ten nie może zastąpić porady medycznej. Każdy chory wymaga indywidualnego leczenia. Nie należy też bez konsultacji z lekarzem przerywać stosowania przepisanych farmaceutyków ani wprowadzać drastycznych zmian w sposobie odżywiania.

 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6