Zakładki:
Liczniki odwiedzin
czwartek, 18 sierpnia 2016

Z cellulitem zmaga się pawie 50% Polek (TNS Polska). Często mylony jest z cellulitiusem[1]. Celulit nie jest chorobą tylko problem estetyczny.

Jak powstaje ten problem?

Tkanka tłuszczowa która znajduje się bardzo płytko pod skórą zbija się w grudki (poprzez pojawiające się złogi) i na ciele pojawiają się nierówności przypominające skórkę pomarańczy.  Złogi te uciskając naczynia krwionośne zaburzają metabolizm komórek , powodując zastój limfy i opuchliznę.

Jak z nim walczyć?

Można z nim walczyć na cztery sposoby:

1.       W domu

Wykorzystaj pod prysznicem szorstką rękawicę i wymasuj uda kolistymi ruchami. Zacznij masarz od kolan kierując się w stroną pośladków. Działania te poprawią ukrwienie twojej skóry. Stanie się ona gładsza i mocniejsza. Pobudź krążenie krwi i limfy biorąc na zmianę zimny i gorący tusz.  Zanim osuszysz skórę wmasuj antycellulitowy lub ujędrniający krem – wilgotna skóra spowoduje łatwiejsze jego wchłonięcie. Wzmocnij włókna kolagenu, popraw mikrokrążenie, przyspiesz metabolizm w komórkach skóry zastosowując odpowiednie kosmetyki i suplementy diety. Kilka razy w tygodniu rób sobie piling cukrowy (masujący) i solny który głęboko oczyszcza skórę. Zauważalny efekt naszych działań będzie widoczny po 14 dniach. Skóra na udach będzie gładsza i lepiej naciągnięta.

2.       W salonie kosmetycznym

Większość salonów kosmetycznych zaproponują zabieg nazwany endermolgia[2]. Zabieg ten polega na wykonaniu masarzu urządzeniem zakończonym głowicą z rolkami. Zasyca ono skórę pod ciśnieniem, w trakcie którego rozbijane są gródki tłuszczu, Powoduje ono także wzmocnienie skóry oraz wpływa na działanie limfy w naszym organizmie. Najnowsze urządzenia mają dodatkowe funkcje takie jak podgrzewania ciała – ta funkcja ma na celu ułatwić usuwanie komórek tłuszczowych.  Zauważalne efekty entomologii zauważymy po ok. 4-5 zabiegów.  Ciało po tym czasie będzie wyraźnie gładsze i jędrniejsze. Po serii ok. 10 zabiegów cellulit powinien zniknąć.

3.       U lekarza

Lekarze estetyczni w tym celu stosują mezoterapię polegającą na wykonaniu szeregu płytkich zastrzyków ze składnikami przyspieszającymi metabolizm spalaniu tłuszczu oraz stymulujących mikrokrążenie. Innym zabiegiem jest karboksyterapia polegająca na wstrzykiwaniu dwutlenku węgla. Ma to na celu pobudzenie organizmu do spalania tłuszczu.

Najlepsze rezultaty osiąga się z połączeniem odpowiedniej diety oraz umiarkowanym wysiłkiem fizycznym.

4.       U masażysty

Masaże to jeden ze sposobów zwalczający cellulit. Mają one za zadanie przemieszczenie limfy z ud do pachwin oraz likwidację obrzęków. Prawidłowo wykonany zabieg zaczynamy od wymasowania pachwin, a następnie gładzącymi ruchami wspomagać przemieszczanie się limfy z ud do pachwin. Po pięciu takich zabiegach wprowadzamy masaże wyszczuplające, przyspieszający usuwanie tkanki tłuszczowej. Masaż ten musi być intensywny, uda należy rozcierać, ugniatać i szczypać. Później (po ok. 5 minutach) możemy zastosować tzw. bańkę chińską z dodatkiem oliwki do ciała.

Tekst na podstawie artykułu z Twój Styl nr 7  str. 160

 

 



[1]  Cellulitius to infekcja bakteryjna występująca pod powierzchnią skóry. Zazwyczaj jest wywoływana przez Streptococcus pyogenes or Staphylococcus aureus

[2] Endermologia na masaż podciśnieniowy, który oddziałuje na tkankę łączna skóry. Dzięki temu zabiegowi możemy się odchudzić, pozbyć cellulitu, wymodelować sylwetkę, A nawet poprawić kontury twarzy.

 

 

 
Tagi: aloe_vera
16:04, soeltech
Link Komentarze (2) »
środa, 10 sierpnia 2016

Występuje w tropikach, jest przenoszony przez komary i budzi coraz większy lęk. Wirus zika, bo o niego chodzi, rozprzestrzenił się najbardziej w Ameryce Południowej i Środkowej. Ale zakaziło się nim też kilkuset Europejczyków. Liczba ta może wzrosnąć po powrocie kibiców z sierpniowej olimpiady w Rio de Janeiro.
Czy mamy się czego obawiać i jak chronić się przed infekcją?
Wyjaśnia dr n. med. Piotr Kajfasz specjalista chorób zakaźnych, medycyny morskiej i tropikalnej.

1. Czym jest gorączka zika?
To choroba zakaźna, powodowana przez wirusa odkrytego w 1947 roku u małp z lasu Zika w Ugandzie (stąd nazwa). Ze zwierząt na człowieka przeniosły go komary. Z Afryki trafiło do Azji Południowo-Wschodniej, a stamtąd przez Oceanię do Ameryki Południowej. Nie wiadomo, kiedy dokładnie się to stało, ale problem nasilił się.
W roku 2015 po przyjeździe do Brazylii tysięcy kibiców, piłkarskich z wielu krajów.
Przemieszczanie się ludzi po świecie sprzyja zakażeniom, ponieważ to człowiek jest źródłem wirusa. a komar tylko go przenosi.aosi Robią to głównie dwa gatunki tych owadów z rodzaju AEDES żyjące w gorącym klimacie (Aedes aegypti i Aedes albopictus).
Wirus zika jest spokrewniony z drobnoustrojami wywołującymi choroby tropikalne, m.in. dengę, żółtą gorączkę czy gorączkę Zachodniego Nilu.

2. Jakie są objawy i skutki choroby?
Zazwyczaj jest to choroba łagodna.
Większość zakażonych (ok. 80 proc.) nie ma żadnych symptomów. U co piątej osoby występują grypopodobne: bóle mięśni i stawów, gorączka (do 38–39 °C), zapalenie spojówek (zaczerwienienie i pieczenie oczu), wysypka. Pojawiają się ok. 7–10 dni od zakażenia, a po tygodniu lub dwóch mijają.
Rzadko zdarzają się powikłania neurologiczne – uszkodzenie osłonek nerwów i (często przejściowe) osłabienie mięśni (tzw. Guillaina-Barrego). Wirus najgroźniejszy jest dla ciężarnych. Może bowiem przeniknąć przez łożysko do krwiobiegu dziecka i uszkodzić rozwijający się mózg. Efektem głowie (mikrocefalia), czyli zmniejszony rozmiar czaszki, z czym wiąże się wysokie ryzyko upośledzenia umysłowego (zaledwie 15 proc. dzieci z małogłowiem rozwija się prawidłowo). W ostatnim roku w Brazylii urodziło się ponad trzy tysiące dzieci z tą wadą. To 15 razy więcej niż w latach poprzednich.

 

3 W jaki sposób można się zakazić wirusem?
Najczęściej przez ukłucie komara. W naszym klimacie nie ma takiego ryzyka. Bo zarówno wirus, jak i przenoszące go owady potrzebują do życia wysokich temperatur. Nawet jeśli podczas wakacji w tropikach ukąsi cię komar, nie oznacza to zakażenia ziką. Po pierwsze nie każdy owad jest nosicielem wirusa. Po drugie na tym samym obszarze występują gatunki komarów, które go nie przenoszą. Możliwe jest też zakażenie się od osoby zainfekowanej, ale tylko w razie kontaktu z jej krwią lub podczas stosunku. Dotychczas jednak potwierdzono pojedyncze przypadki tego typu zakażeń. Wirus nie przenosi się drogą kropelkową, gdy ktoś np. kicha albo kaszle.

 

4 Jak sprawdzić, czy nie chorujesz na zikę?
Jeśli zauważyłaś niepokojące objawy, a ostatnio byłeś w tropikach, powinnieneś zgłosić się do izby przyjęć najbliższego szpitala zakaźnego. Specjalista najpierw wykluczy inne groźne choroby tropikalne o podobnych objawach (malarię, dengę). A w razie potrzeby wypisze skierowanie na badanie na obecność przeciwciał wirusa zika (możesz je zrobić nie wcześniej niż dwa tygodnie po zakażeniu). W Polsce wykonuje je Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego – Państwowy Zakład Higieny w Warszawie (cena badania 510 zł), a także laboratoria sieci Alab (cena 131 zł). Niestety jeszcze nie wiadomo, jak długo wirus może utrzymywać się w organizmie i zakażać.

5 Na czym polega leczenie?
Nie ma leków, które zabijają wirusa, terapia polega na łagodzeniu objawów choroby. Możesz przyjmować paracetamol, który działa przeciwzapalnie i przeciwgorączkowo. Zalecane są też krople do oczu, witamina C i rutyna oraz odpoczynek i lekkostrawna dieta. Przy powikłaniach neurologicznych konieczny jest pobyt w szpitalu i podanie sterydów. Niestety, w przypadku infekcji u kobiet w ciąży nie ma możliwości ochrony płodu. Nie każda zakażona urodzi jednak chore dziecko.


6 Jak chronić się przed wirusem?
Nie ma szczepionki ani leków zabezpieczających przed infekcją. Należy więc unikać ugryzień komarów. Jak? Podczas pobytu w krajach, w których występuje zika, stosuj repelenty. Najlepiej przez całą dobę, a szczególnie przed południem, kiedy komary Aedes są najaktywniejsze. Sięgaj po preparaty na bazie ikarydyny – ta substancja najskuteczniej odstrasza owady przenoszące zikę. Ubieraj się tak, by osłonić jak największą powierzchnię ciała. Śpij pod moskitierą, zabezpieczaj okna i drzwi siatką na owad)'. Nie wyjeżdżałaś za granicę, ale twój partner wrócił z tropików? Dobrze, by podczas stosunku używał prezerwatywy. Jak długo? Co najmniej przez dwa miesiące od powrotu z egzotycznej wyprawy, chyba że wcześniej badanie wykluczy zakażenie.
Jesteś w ciąży lub ją planujesz?
Lepiej nie wybieraj się do krajów, gdzie panuje zika. Zagrożenie infekcją jest największe w pierwszym trymestrze ciąży, kiedy wiele kobiet nie wie jeszcze, że spodziewa się dziecka.
A jeśli wyjedziesz, przebadaj się po powrocie.

7 Czy wirus zika może pojawić się w Europie?
Już się pojawił. Do maja tego roku zakaziły się nim 523 osoby z 17 krajów UE, m.in. Hiszpanii. Francji, Czech. W Słowenii urodziło się dziecko z małogłowiem (matka podczas ciąży była w Brazylii).
We wszystkich przypadkach do zakażenia doszło za granicą. Jednak Światowa Organizacja Zdrowia ostrzega, że latem wirus może rozprzestrzenić się w Europie. Powód? Na południu kontynentu żyją komary z rodzaju Aedes. Ostatnio w Grecji, Rumunii i we Włoszech pojawiły się tzw. rodzin1e przypadki chorób tropikalnych przenoszone przez te owad)'. A to oznacza, że istnieje też ryzyko infekcji wirusem zika.


8 W których rejonach świata ryzyko zakażenia jest największe?
Dotąd zika rozprzestrzeniła się w 71 krajach. W tym roku najwięcej zachorowań odnotowano w krajach Ameryki Południowej i Środkowej oraz na Karaibach. Wirus pojawił się także na Wyspach Zielonego Przylądka, w Afryce i w rejonie południowego Pacyfiku (m.in. na Samoa i Fidżi). Informacje o zagrożeniu ziką znajdziesz na stronie: polakzagranica.msz.gov.pl lub gis.gov.pl (w zakładce: Zdrowie, Informacje dla podróżujących).

 

IZABELA FlLC·REDLlŃSKA
Twój STYL nr 7 lipiec 2016 s. 189

Tagi: Czystek
08:47, soeltech
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 07 lipca 2016

Jak promować zdrowe nawyki u dzieci?
Nie ulega wątpliwości, że upowszechnienie wiedzy o właściwych zachowaniach zdrowotnych, promowanie i kształtowania stylu życia powinno odbywać się już od najmłodszych lat życia człowieka. Wyznaczenie konkretnych zachowań, przyzwyczajeń i nawyków pro zdrowotnych jednostki w okresie dzieciństwa jest istotne, bowiem wywiera wpływ na jej postępowanie dorosłym życiu. Podstawową wiedzę dziecko wynosi z domu, następnie w przedszkolu i w szkole nadchodzi czas na zdobywanie nowych wiadomości i poznawanie roli, jaką odgrywa równowaga zdrowotna ich organizmów – co z pewnością ułatwi im wybór zdrowego stylu życia w przyszłości.
Zaszczepianie podstawowych nawyków jest w głównej mierze zadaniem rodziców lub opiekunów. Dziecko na tym etapie rozwoju uczy się wiele przez obserwację dorosłych i swoim postępowaniem stara się ich naśladować. Zatem od świadomości pro zdrowotnej jego opiekunów zależy jego początkowa edukacja.
Codziennie można zachęcać trzyletnie dziecko do:
– mycia rąk przed posiłkiem
– szczotkowania zębów
– uczestniczenia w zrobieniu zdrowej sałatki, kanapki lub soku
– kulturalnego zachowywania się przy stole
– częstego wychodzenia na spacery
– spędzania czasu na placu zabaw
– cichej zabawy, gdy jest to konieczne
– spożywania warzyw i owoców zamiast słodyczy.
Jeśli dziecko w tym wieku uczęszcza do przedszkola, zazwyczaj każda placówka ma opracowany własny program promocji zdrowia. Zazwyczaj obejmuje on:
– poznawanie zasad udzielania pierwszej pomocy
– segregację śmieci w przedszkolu
– poznawanie zasad bezpieczeństwa w czasie korzystania z urządzeń elektrycznych
– prowadzenie gimnastyki w strojach gimnastycznych
– codzienne spożywanie owoców i warzyw
– dbanie o czystość
– wietrzenie sali
– spacery i zabawy na świeżym powietrzu.
Warunkiem skuteczności tych działań jest ich połączenie z etapami rozwoju dziecka. To wiek warunkuje, jaki zakres wiedzy dziecko powinno posiadać, jakie wartości preferować oraz jakie umiejętności powinno zdobyć w codziennym życiu – także z zakresu promocji zdrowia.

10:34, soeltech
Link Dodaj komentarz »
piątek, 03 czerwca 2016

Naukowcy z Uniwersytetu Nova Southeastern na Florydzie zbadali dokładnie tkankę mózgową od dawców, u których za życia stwierdzono autyzm lub schizofrenię. Spostrzegli związek pomiędzy obecnością witaminy B12 a występowaniem tych schorzeń.
Dzieci autystyczne mają 3 razy mniejszy poziom tej witaminy w porównaniu z osobami zdrowymi. Podobne zjawisko zaobserwowano wśród osób chorych na schizofrenię, co skłoniło do wniosków, że powyższe choroby mają związek ze znacznym spadkiem poziomu tej witaminy.
Obecnie wiadomo, że te choroby są związane ze stresem oksydacyjnym - jest to zaburzenie w równowadze pomiędzy wolnymi rodnikami a oksydantami w organizmie. Prawdopodobnie mogą one przyczyniać się do redukcji poziomu witaminy B12. Zatem jak zalecają naukowcy: suplementacja witaminy B12 oraz przeciwutleniaczy np. glutationu mogą zapobiegać stresowi oksydacyjnemu, a tym samym regulować pracę mózgu.


Źródło: PLOS ONE, 2016; 11: e0146797

09:13, soeltech
Link Dodaj komentarz »

Naukowcy z Uniwersytetu Nova Southeastern na Florydzie zbadali dokładnie tkankę mózgową od dawców, u których za życia stwierdzono autyzm lub schizofrenię. Spostrzegli związek pomiędzy obecnością witaminy B12 a występowaniem tych schorzeń.
Dzieci autystyczne mają 3 razy mniejszy poziom tej witaminy w porównaniu z osobami zdrowymi. Podobne zjawisko zaobserwowano wśród osób chorych na schizofrenię, co skłoniło do wniosków, że powyższe choroby mają związek ze znacznym spadkiem poziomu tej witaminy.
Obecnie wiadomo, że te choroby są związane ze stresem oksydacyjnym - jest to zaburzenie w równowadze pomiędzy wolnymi rodnikami a oksydantami w organizmie. Prawdopodobnie mogą one przyczyniać się do redukcji poziomu witaminy B12. Zatem jak zalecają naukowcy: suplementacja witaminy B12 oraz przeciwutleniaczy np. glutationu mogą zapobiegać stresowi oksydacyjnemu, a tym samym regulować pracę mózgu.


Źródło: PLOS ONE, 2016; 11: e0146797

09:12, soeltech
Link Dodaj komentarz »
środa, 25 maja 2016
Co oprócz niewła ściwej diety, braku ruchu i stresu ma wpływ na choroby serca? Okazuje się, że przebywanie na terenach o wysokim stopniu zanieczyszczeń pochodzących z upraw rolnych lub wytwarzanych przez przemysł. Winić za ten stan należy pył, którego cząsteczki są cieńsze niż ludzki włos, a po wniknięciu do ludzkiego organizmu mogą bezpośrednio wpływać na twoje zdrowie. Od dawna znany jest fakt, iż wydzieliny z rur samochodowych mogą uszkadzać płuca, a także przenikać do układu krwionośnego. Brakowało jednak dowodów na to, że zanieczyszczenia powietrza mogą mieć negatywny wpływ na serce. Jednak badacze z Johns Hopkins Bloomberg School of Public Heatlh zaczęli snuć przypuszczenia dotyczące związku zanieczyszczeń powietrza z chorobami układu krążenia. Zauważyli bowiem, że liczba pacjentów przyjmowanych do szpitala rosła w dni, gdy stężenie pyłu w atmosferze przekraczało dopuszczalne normy. Przyczyną były nie tylko unoszące się w powietrzu odpady budowlane lub pozostałości po środkach ochrony roślin, ale również piach przenoszony przez wiatr pustynny.
Źródło: Environ Health Perspect, 2015; 123:1152-8
09:11, soeltech
Link Komentarze (1) »
wtorek, 24 maja 2016

Białe pieczywo - pięć powodów, dla których lepiej go nie jeść

 

chleb – „owoc ziemi i pracy rąk ludzkich” – jest podstawowym pokarmem naszej cywilizacji. Nadszedł jednak czas, gdy warto pożegnać się z białym pieczywem. Oto dlaczego:

1. Zbyt zmodyfikowane

Pszenicy nie można już dziś uznać za pokarm zdrowy i odpowiedni dla wszystkich. Nawet ekologiczna czy pełnoziarnista jest obecnie wysoce zmodyfikowaną hybrydą. Zawiera zbyt wiele glutenu (białka, które ma tendencję do podrażniania ścian jelit), a znacznie mniej minerałów i witamin niż pszenica sprzed stu lat.

To wielka szkoda, ponieważ ten niegdyś pełnowartościowy pokarm dziś stosowany jest w mąkach oraz dodawany do żywności głównie jako substancja zagęszczająca.

2. Zbyt ubogie w błonnik, witaminy i minerały

Mąkę, z której wypieka się białe pieczywo, pozbawia się najpierw najcenniejszych składników, aby… nakarmić nimi świnie i inne zwierzęta hodowlane. Pszenica pełnoziarnista nie jest zdrowa, ale przynajmniej zawiera błonnik, witaminy i minerały. Tymczasem w procesie produkcji białej mąki z ziaren pszenicy usuwa się zarodki wraz z otrębami.

To, co pozostaje, zawiera śladowe ilości błonnika i jest ubogie w minerały i witaminy. W zasadzie niewiele różni się od skrobi. To kalorie w czystej postaci, bez cennych składników odżywczych.

Doszliśmy już do takich absurdów, że papierowe pudełko po płatkach śniadaniowych może zawierać podobną ilość mikroelementów, co same płatki. O ile nie więcej…

I nie daj się zwieść etykietom informującym, że płatki „wzbogacono” w witaminy (odnosisz więc wrażenie jakby dodano je do tych istniejących). Niektóre płatki „wzbogaca się” właśnie dlatego, że są one tak bardzo ubogie w składniki odżywcze – zaalarmowali o tym naukowcy już w 1945 r. Część producentów dodaje zatem 3 lub 4 witaminy i trochę żelaza. Ale to tak, jakby ktoś ukradł nam z konta 10 tysięcy złotych, a potem postanowił nas „wzbogacić”, wręczając 2 złote.

3. Zbyt słone

Współczesny chleb jest zbyt słony. Kilogram zawiera zwykle około 19 g soli. Jedna bagietka (250 g) zawiera 4,7 g soli , czyli prawie tyle, ile wynosi maksymalne dzienne spożycie zalecane przez WHO – Światową Organizację Zdrowia (5 g dziennie na osobę). W raporcie AFSSA (Francuskiej Agencji ds. Bezpieczeństwa Żywności) opublikowanym w 2002 r., chleb (i suchary) znalazły się na czele listy produktów na co dzień dostarczających nam soli.

Tymczasem chleb wyprodukowany bez dodatku soli powinien zawierać zaledwie od 0,2 do 2,2 g chlorku sodu na kilogram.

4. Zbyt słodkie

Białe pieczywo nie należy już do cukrów wolno przyswajalnych. Bez wątpienia jest cukrem „szybkim”, o wysokim indeksie glikemicznym, który powoduje gwałtowny wyrzut insuliny i reaktywną hipoglikemię.

Indeks glikemiczny określa wpływ spożywanych pokarmów na glikemię (stężenie glukozy we krwi) mierzoną co 15 minut przez dwie godziny po jedzeniu.

Indeks równy 100  odpowiada czystej glukozie, indeks równy 90 białemu pieczywu, które – jak już wyjaśniłem – jest czystą skrobią, a skrobia to nic innego niż łańcuch cząsteczek glukozy.

Oznacza to, że spożywanie białego pieczywa jest gorsze niż zajadanie się kostkami cukru. Gwałtownie podwyższa poziom cukru we krwi, zakłócając pracę trzustki, a także powoduje pik insulinowy, co z czasem może doprowadzić do insulinooporności, cukrzycy, otyłości i chorób sercowo-naczyniowych.

5. Zbyt bogate w gluten

Dzisiejsze zboża, będące efektem różnych modyfikacji, zostały wyselekcjonowane ze względu na wysoką zawartość glutenu. Gluten to mieszanina białek – im więcej go w mące, tym wypiekany z niej chleb będzie bardziej wyrośnięty, elastyczny i miękki. Takie pieczywo wygląda ładniej i ma większą objętość, więc lepiej się sprzedaje.

Problem w tym, że układ trawienny wielu z nas nie toleruje glutenu w takich ilościach, w jakich dostarcza nam go współczesne pieczywo. Nietolerancja glutenu zaś powoduje zmęczenie, bóle brzucha, biegunkę, refluks żołądkowo-przełykowy, problemy ze stawami, egzemę, a nawet może powodować zaburzenia neurologiczne.

Czas na rewolucję?

Filozof Guy Debord dziwi się, że piekarzom udało się zastąpić prawdziwy chleb imitacją, nie wywołując przy tym rewolty.

Przecież jeszcze przed rewolucją francuską z 1789 r. próby fałszowaniachleba zakończyły się... zamieszkami społecznymi. Tymczasem współcześnie, około dziesięciu lat temu z większości krajów europejskich prawie zniknął chleb – zastąpiono go pseudochlebem(mąki nieodpowiednie do wypieku chleba, chemiczne substancje spulchniające oraz elektryczne piece), a to potworne wydarzenie nie tylko nie wywołało żadnej spektakularnej fali protestów, ale nawet nikt o tym głośno nie wspomniał1.

Wniosek

Sardynki, sałatę, jajka na twardo czy szynkę można równie dobrze jeść bez chleba.

A co ważne, poczujesz się po takim posiłku lekko i energetycznie.

 

Źródło

1.  Guy Debord, Encyclopédie des nuisances, tome I, fascicule 5, 1985


                      

 
08:15, soeltech
Link Dodaj komentarz »
piątek, 13 maja 2016

Nadwrażliwość nerwowa, stany apatii, bezsenność, bóle głowy i migreny, wrażliwe dziąsła, mdłości i biegunka, zmęczenie, osłabienie mięśni, choroby skórne, przebarwienia skóry, trądzik, przykry zapach z ust, owrzodzenia ust, pelagra, ale także depresja, schizofrenia, migrena, ADHD lub choroby grzybicze – czy takie dolegliwości można skojarzyć z niedoborem jednej z witamin?

O ile coraz więcej mówi się o witaminach z grupy B, to znaczenie jednej z nich – B3 (nazywanej również witaminą PP lub niacyną) – nie jest do końca doceniane. Nie do końca możesz być świadomy tego, że jej niedobory mają niekorzystny wpływ na twoje zdrowie i samopoczucie. W przypadku jej braku mogą wystąpić schorzenia i dolegliwości wspomniane na wstępie i wiele innych.

Witamina B3 należy do witamin rozpuszczalnych w wodzie, a jej nadwyżki są wydalane z moczem. Co oznacza, że twój organizm nie jest w stanie jej magazynować. Musisz stale ją uzupełniać, najlepiej wraz z pokarmem lub w postaci suplementów. Aby utrzymać jej stały poziom we krwi, zalecane jest dostarczać ją w małych porcjach częściej niż w większych rzadko.
Co istotne, witamina ta jest odporna na działanie wysokich temperatur.

Ta niewielka molekuła bierze udział aż w ponad 300 reakcjach biochemicznych w naszym ustroju, zatem nic dziwnego, że możesz mieć problemy zdrowotne, gdy jej masz za mało. Ponadto ze wszystkich witamin z grupy B to właśnie niacyny ilościowo potrzebujesz najwięcej.

Systematyczne spożywanie używek (kawa, alkohol) oraz „pustych” węglowodanów (szczególnie cukru i białej mąki) przyczynia się do szybkiego pustoszenia zasobów niacyny w ustroju. Natomiast jeśli zaś masz przez dłuższy czas niedobór niacyny, to prowadzi to schorzenia określanego jako pelagra.

Witamina PP rozszerza naczynia krwionośne, co u osób z wąskimi żyłami może złagodzić dolegliwości krążeniowe. Ponadto może pomagać cierpiącym na bóle migrenowe, pod warunkiem że usunie się produkty blokujące jej przyswajanie, w tym cukier.

Znana jest również jako "witamina uszczęśliwiająca nerwy", gdyż oddziałuje pozytywnie na system nerwowy i stan psychiczny człowieka. Rzeczywiście koi ona nerwy, ułatwia sen, zapewnia spokój psychiczny. Znalazła też zastosowanie j w leczeniu zaburzeń psychicznych, a szczególnie schizofrenii. Niedobór witaminy B3 często jest bowiem uznawany jako stan schizofreniczny.

Niacyna reguluje poziom cholesterolu we krwi, zmniejsza zatem ryzyko chorób sercowo-naczyniowych. Hamuje ilość "złego" cholesterolu (LDL) i trójglicerydów (molekuł tłuszczu), a podnosi poziom "dobrego" cholesterolu (HDL). Według badań obniża ona poziom cholesterolu o 22%, a tłuszczu aż o 52%.

Witamina B3 uczestniczy w syntezie i rozkładzie węglowodanów, kwasów tłuszczowych i aminokwasów, które w przemianach metabolicznych mają na celu uwalnianie energii; bierze udział w tworzeniu czerwonych ciałek krwi oraz hamuje toksyczne działanie związków chemicznych i leków.


Gdzie możesz znaleźć niacynę?
• drożdże piwne - 35,5 mg/100g
• orzechy ziemne - 24,2 mg/100g
• otręby pszenne - 21 mg/100g
• rośliny strączkowe,
• sery,
• masło orzechowe i orzechy,
• odtłuszczone mleko,
• suszone brzoskwinie - 8,2 mg/100g
• pełne ziarno zbóż - 5,2 mg/100g
• migdały - 4,7 mg/100g
• kasza gryczana - 4,0 mg/100g
• soja - 2,9 mg/100g
• grzyby
• pomidory - 1,4 mg/100g.
Pamiętaj o tym, że nadmierne spożywanie cukru (w tym miodu), słodyczy, wyrobów z białej mąki lub napojów słodzonych prowadzi do utraty niacyny i poważnych jej niedoborów w organizmie.

Jej wchłanialność mogą pogorszyć: sulfonamidy, alkohol, tabletki nasenne, estrogen, antybiotyki, środki antykoncepcyjne, kawa, herbata, cukier, azotan sodu.

Na polepszenie wchłaniania witaminy PP mają pozytywny wpływ: kompleks witamin B, witamina B1, witamina B2, witamina B5, witamina C, fosfor, chrom.

Skutki niedoboru witaminy B3

• ogólne osłabienie,
• bezsenność,
• bóle głowy,
• trudności z pamięcią,
• zaburzenia w działaniu układu nerwowego: agresywne zachowanie, wybuchy złości, niepokój, depresje, nadmierna aktywność (ADHD dzieci żyjących na słodyczach),
• zaburzenia procesu oddychania komórkowego,
• pogorszenie stanu skóry,
• choroby skórne,
• owrzodzenie warg i ust,
• przebarwienia (plamy) na skórze,
• pelagra – tzw. rumień lombardzki, objawiająca się zapaleniem skóry oraz zaburzeniami ze strony przewodu pokarmowego,
• zwiększona wrażliwość skóry na światło słoneczne,
• drożdżyce.
Zastosowania profilaktyczne
Niacyna znajduje szerokie zastosowanie w profilaktyce takich problemów zdrowotnych jak:
• bóle menstruacyjne
• nieregularne menstruacje
• problemy skórne
• bóle migrenowe
• problemy z krążeniem
• wysokie ciśnienie krwionośne
• zawroty głowy w syndromie Meniera
• zajady
• wysoki poziom cholesterolu
• szum w uszach
• niektóre rodzaje cukrzycy
• świszczący oddech w astmie.


Źródło: http://www.akademiawitalnosci.pl/10-najpotezniejszych-protokolow-witaminowych-cz-7-niacynowy-protokol-doktora-abrama-hoffera/#more-5930
http://ajurweda.blogspot.lu/2015/03/witamina-b3-niacyna-zdrowie-i-uroda.html

Więcej informacji: http://eco-medico.co.uk/niacyna-zamiast-wyniszczajacych-lekow#

Tagi: witaminy
11:19, soeltech , Witaminy
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 22 marca 2016

Naukowcy dowodzą, że nigdy nie jest za późno na zmianę diety. Bez względu na to, kiedy będziesz wprowadzać zdrowe nawyki żywieniowe, mogą one zmniejszyć ryzyko chorób serca i udaru mózgu o jedną trzecią. Dobra wiadomość jest taka, że możesz zacząć nawet w wieku 70 lat.

Według naukowców z Kings College w Londynie zalecane jest:

– spożywanie tłustych ryb raz w tygodniu;

– unikanie soli i cukru w przetworzonej żywności;

– uwzględnianie 5 porcji warzyw i owoców w codziennej diecie.

Wymienione czynniki mają niesamowity wpływ na zdrowie i długowieczność.

Wśród uczestników badania, w którym wzięło udział 162 zdrowych mężczyzn i kobiet, byli i tacy po 70-tce. Korzyści ze zmiany pożywienia są zauważalne w dość szybkim czasie, bo już w ciągu 12 tygodniu od rozpoczęcia diety. Uczestnicy stracili na wadze, zmniejszył się ich obwód w talii oraz odnotowano spadek ciśnienia w porównaniu z kontrolną grupą, która nie stosowała się do tych zaleceń. Ryzyko chorób serca i udaru mózgu zmniejszyło się o jedną trzecią u osób stosujących zasady zdrowszej diety. Zdaniem naukowców jest to fantastyczny rezultat, gdyż osoby uczestniczące w badaniu były uznane za zdrowe i nie ciążyło na nich ryzyko choroby. 

Źródło: Am J Clin Nutr, 2015; doi: 10.3945/acjn.114.097352

 

 

Tagi: diety
12:08, soeltech
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 03 lutego 2015

Czy widziałeś już zdjęcie Arthura De Vany?
W wieku niemal 80 lat jest bardziej przystojny, umięśniony, opalony, promienny i zdrowszy niż większość 40-letnich mężczyzn.
Arthur De Vany zwany jest ojcem stylu życia paleo. Styl ten powstał w USA i zrzesza ludzi, którzy starają się żyć w sposób jak najbardziej zbliżony do stylu życia naszych przodków z czasów zbieracko-łowieckich. Ludy zbieracko-łowieckie żyły przed wynalezieniem rolnictwa, 10 tysięcy lat temu, w epoce paleolitu. Stąd właśnie nazwa „styl paleo”.

Gdyby porównać posturę Arthura De Vany do zgrzybiałej sylwetki  zamożnych Polaków czy Francuzów, przywódców politycznych czy celebrytów w jego wieku, nasuwa mi się jeden wniosek.
Za każdym razem, gdy o tym myślę, dochodzę do przekonania, że ci, którzy mają środki pozwalające im na opiekę medyczną, którzy spożywają najdroższe jedzenie i przebywają w najwygodniejszych miejscach, ostatecznie przegrywają swoje życie.
Tymczasem szczęście i zdrowie według Arthura De Vany wydaje się takie naturalne, proste i niedrogie. Prawdziwe szczęście polega na tym, aby spać spokojnie, mieć jasny umysł, dobry apetyt, nie odczuwać nienawiści ani zazdrości, śmiać się często i serdecznie, jeść posiłki w dobrym towarzystwie, wykonywać prace fizyczne na świeżym powietrzu (lub zdrowo i aktywnie wypoczywać), pływać w morzu, nie chodzić na zebrania, za to regularnie otaczać się przyjaznymi ludźmi – a do tego nie trzeba mieć milionów na koncie.
Mówiąc zupełnie szczerze, to, co nasza cywilizacja ma najlepszego do zaoferowania ludziom o największych możliwościach finansowych, jest nic nie warte w porównaniu z tym, co każdy człowiek może zaoferować sobie sam, przy odrobinie wyobraźni.

Czym jest styl życia paleo?

Styl paleo to sposób życia naszych przodków sprzed powstania rolnictwa. Charakteryzowały go długie marsze w celach migracji lub poszukiwania jedzenia, łowienie ryb oraz polowania wymagające odwagi, wytrzymałości, siły i zwinności, po których następowały uczty, jeśli upolowano zwierzynę.
Człowiek z epoki paleolitu żył na świeżym powietrzu i jadł dużo mięsa, ryb i skorupiaków. Białko stanowiło do 34% jego diety, a dzisiaj zaledwie do 12%. Odżywiał się też oczywiście roślinami, owocami i orzechami. W jego diecie nie było mleka, zbóż ani cukru. Owoce, które zbierał, były bogate w witaminy i składniki odżywcze, za to mało słodkie.
W taki sposób żyło i funkcjonowało 84 tysiące pokoleń ludzi (od mniej więcej 2,5 miliona lat aż do okresu sprzed 10 tysięcy lat).
Twoje mięśnie, kręgosłup, organy wewnętrzne i oczywiście mózg przez tysiąclecia ewoluowały, aby dopasować się do potrzeb ludzi z tamtych czasów, a nie do stylu życia, który prowadzimy od 10 tysięcy lat.
10 tysięcy lat to naprawdę zbyt krótko, aby gatunek miał czas na dostosowanie się do rolnictwa, hodowli i wszystkich cywilizacyjnych udogodnień. 10 tysięcy lat obejmuje tylko 350 pokoleń. Na mapie ewolucyjnej to bardzo mało.
Co więcej, 7 pokoleń temu doświadczyliśmy rewolucji przemysłowej. To przyniosło drastyczne zmiany w naszym sposobie życia. Koniec długiego maszerowania, skoro pojawiły się pociągi. Dużo mniej ręcznej pracy, mniej przebywania na zewnątrz, a co za tym idzie – mniej słońca, skoro pojawiły się maszyny. Komfort życia znacznie wzrósł (ogrzewanie, windy, klimatyzacja, woda bieżąca, ciepła woda, elektryczność itd.) za cenę naszego zdrowia.
Raptem jedno pokolenie wstecz byliśmy świadkami rewolucji cyfrowej, która głęboko zmieniła nasz sposób komunikowania się z innymi oraz nasze środowisko społeczne.
Nie ma się co dziwić, że człowiek czuje się zdezorientowany i łapie wszelkiego typu choroby fizyczne i psychiczne trudne do wyleczenia.
Te osiągnięcia cywilizacyjne wydają nam się wspaniałe. Wspominamy czasem, jak ciężkie było kiedyś życie, gdy jeszcze nie znaliśmy współczesnych udogodnień. Jednak niedawne badania (biologiczne, historyczne i antropologiczne) wykazały, że ludność zbieracko-łowiecka z okresu paleolitu miała ogólnie lepsze zdrowie, lepszą kondycję fizyczną, rzadziej dotykały ją choroby, będące w dzisiejszych czasach główną przyczyną zgonów (choroby krążenia, rak, cukrzyca, depresja prowadząca do samobójstw).
Stąd też idea powrotu do stylu życia zbliżonego do człowieka z paleolitu.

Wzrost oczekiwanej długości życia to mit

Mówią nam, że średnia długość życia praprzodków wynosiła wówczas tylko 30 lat.
Jest to jednak wynik uśredniony, któremu nie za bardzo należy wierzyć, ponieważ wlicza się tu liczne wówczas zgony w młodym wieku (np. nowo narodzonych dzieci). To zjawisko wysokiej umieralności w młodym wieku występowało aż do pierwszej wojny światowej.
Oczekiwana długość życia osób, które osiągnęły 20. rok życia, wcale w dzisiejszych czasach nie jest dużo wyższa. A różnica wynika głównie z tego, że u naszych przodków występowało wyższe ryzyko gwałtownej śmierci (wypadki, wojny).
Nawet w XXI wieku wzrost średniej oczekiwanej długości życia wciąż jest przeszacowany.
Prof. Richard Lewontin z Harvardu oszacował, że przez ostatnie 50 lat statystyczna średnia oczekiwana długość życia 60-latka wzrosła o zaledwie 4 miesiące, mimo całego postępu technicznego i wzrostu wydatków na zdrowie.
Według danych amerykańskiego Center for Disease Control (CDC), średnia oczekiwana długość życia osoby 20-letniej wynosiła 62 lata w latach 1900–1902. W 2002 roku oczekiwana długość życia 20-latka wynosiła 78 lat. Widać więc przyrost o 15 lat w okresie 100-letnim, jednak to wcale nie robi wrażenia. Ponieważ większość tego wzrostu należy przypisać higienie, bieżącej wodzie, lepszym normom bezpieczeństwa i niższej przestępczości. Mimo wszystko wzrost średniej oczekiwanej długości życia mało zależał od postępu medycyny, włącznie z tym najbardziej spektakularnym osiągnięciem, czyli odkryciem antybiotyków w latach 40. XX w.
Poza tym ta fantastyczna wizja obiecywana naszej młodzieży („W waszym pokoleniu wszyscy będziecie stulatkami!”) szczególnie lekceważy ryzyko, zupełnie realne, że w międzyczasie może wystąpić globalna katastrofa nuklearna lub ekologiczna. Taka katastrofa zredukowałaby na wiele dziesięcioleci życie całej ludności świata, włącznie z osobami dorosłymi o dobrym zdrowiu.
To, że do tej pory się to nie wydarzyło, nie znaczy, że się nigdy nie wydarzy. Moim zdaniem taka ewentualność jest wysoce prawdopodobna, patrząc na szaleństwo społeczeństw. Zaczynając od społeczeństwa europejskiego i amerykańskiego, szaleństwem jest pozwalanie swoim przywódcom politycznym na tak szeroką władzę i na posiadanie przerażającej broni. Pomimo że nie zasługują ani na grosz zaufania, które otrzymują.
Nie zapominajmy, iż projekt bomby atomowej, opracowany przez niemieckich uczonych chroniących się w USA, a także projekty pocisków międzykontynentalnych, opracowane przez niemieckich uczonych, którzy pozostali w Niemczech, przeszły w całości w ręce największych wrogów Stanów Zjednoczonych i Niemiec, czyli w ręce przywódców sowieckich.
Przywódcy amerykańscy przekazali je następnie, tym razem oficjalnie, swoim przyjaciołom rządzącym Anglią, a następnie, potajemnie, przywódcom izraelskim, a potem indyjskim. W tym samym czasie władze rosyjskie przekazały je władzom chińskim. Przywódcy chińscy przekazali je przywódcom północno-koreańskim, którzy sprzedali je potem władzom pakistańskim, a ci właśnie przekazują je przywódcom irańskim. Ci sami przywódcy Pakistanu otwarcie deklarują, że są gotowi sprzedać bombę atomową komukolwiek, kto tylko zapłaci im w zamian miliard dolarów, co jest kwotą porównywalną do kieszonkowego pierwszego lepszego terrorysty saudyjskiego.
Dla tych wszystkich ekstrawaganckich dyktatorów, bardziej lub mniej zdrowych na umyśle, paranoików, fundamentalistów, życie dzieci ich własnego narodu nie znaczy nic w porównaniu z ich żądzą zapisania swego nazwiska w historii. Kto uwierzy, że oni wszyscy na zawsze powstrzymają się od popełnienia czegoś, czego się nie da naprawić, choćby tylko dla przyjemności wywołania wielkich fajerwerków przed swą śmiercią?
A nawet jeśli taka katastrofa się nie wydarzy, czy to nie jest bez sensu nieustannie świętować wzrost oczekiwanej długości życia, skoro stwierdza się endemiczny wzrost otyłości (do 50% wśród dorosłych w Stanach Zjednoczonych, Chinach, Indiach i krajach arabskich), cukrzycy (40 – 50% ludności w niektórych krajach), nadciśnienia (90% dorosłych Amerykanów) w krajach uprzemysłowionych, a także w krajach rozwijających się, które szybko przejmują zachodni styl życia?
Ta zaprogramowana hekatomba musi dziś skłonić do zastanowienia się, jakich wyborów musimy pilnie dokonać, aby ocalić przyszłość człowieka.

Szczęśliwa prostota

Pierre Rabhi (znany francuski pisarz i propagator powrotu do natury) mówi o bezwzględnej konieczności poszukiwania „szczęśliwej prostoty”. Prostota w jedzeniu i w stylu życia pozwala nie tylko oszczędzić pieniądze. Nie tylko daje lepsze zdrowie. Sprawia, że stajemy się autentycznie szczęśliwsi.
Mówiąc szczerze, nie jest to wcale oryginalne, ponieważ dokładnie to samo twierdzą najwięksi prorocy i filozofowie od czasów starożytnych (od Platona po Senekę, przez Mojżesza, świętego Augustyna, Monteskiusza i innych): przestań się łudzić, że jeśli zostaniesz miliarderem lub będziesz sławny, to staniesz się szczęśliwy.
Nie ma dzisiaj nic łatwiejszego, jak włączyć ekran komputera, żeby zobaczyć z bliska zdjęcia wszystkich możnych tego świata, czyli tych, którzy stali się bogaci lub sławni. Oczywiście nie mówię o oficjalnych zdjęciach, wyretuszowanych i zmanipulowanych. Mówię o prawdziwych zdjęciach, zrobionych z bliska i bez makijażu.
Nie przygnębia Cię, gdy patrzysz, czym stali się Silvio Berlusconi, The Rolling Stones, Madonna, Catherine Deneuve?
Czy oni wszyscy, dla własnego dobra i własnego szczęścia (dla naszego również), nie powinny jak najszybciej zmienić stylu życia? Wyjechać i zamieszkać w chacie, nad brzegiem rzeki pełnej ryb, w słonecznym regionie, spać na twardym materacu, obserwować gwiazdy, uprawiać ogródek lub mieszkać w małym domu na plaży nad brzegiem oceanu? Przestać pić, jeździć, latać samolotami, przestać czytać gazety i pozwalać się fotografować paparazzim?
Można mi zarzucić, że przecież nie wszyscy są tacy. Że Barack Obama jest przystojnym mężczyzną, że są też inni. Bez wątpienia, ale ilu z nich żyje okopanych za kratami i opancerzonymi szybami, w fortyfikowanych rezydencjach w obawie przed zamachem, przed utratą władzy lub uprowadzeniem ich dzieci dla okupu? To samo dotyczy rosyjskich oligarchów, chińskich miliarderów, znanych aktorów i piosenkarzy oraz baronów z Wall Street.
Nie wspominając o tym, że każdy z nich produkuje takie ilości dwutlenku węgla, iż mogą one mieć wpływ na nasze zdrowie tu i teraz. Czy wiesz, że kiedy François Hollande udaje się gdzieś dalej samochodem, zamiast polecieć swoim prywatnym odrzutowcem, patrole żandarmerii są w mobilizacji, aby ochraniać wszystkie mosty i wszystkie skrzyżowania dróg na całej trasie przejazdu, a helikoptery i samoloty wojskowe bez przerwy kontrolują przestrzeń powietrzną, aby zapewnić, że nikt nie dokona zamachu na jego życie? Czy wiesz, że kiedy Barack Obama wybiera się za granicę, towarzyszą mu lotniskowce, bombowce i setki opancerzonych samochodów, transportowane samolotami?
Te absurdy przedstawia się nam jako nieuniknione. Ale tak nie było jeszcze 30 lat temu. Nawet podczas mrocznych czasów w Niemczech w okresie międzywojennym można było spotkać wieczorem na ulicy kanclerza Stresemanna zażywającego świeżego powietrza na Unter den Linden, głównej ulicy Berlina. Nawet dzisiaj prezydent Konfederacji Szwajcarskiej jeździ rowerem po ulicach Berna, stolicy Szwajcarii.
Większość Szwajcarów, nie wspominając o obcokrajowcach, nie zna nawet jego nazwiska. To człowiek, który nie ma dużo władzy, nie jest miliarderem. Nikt nie przyznaje mu Pokojowej Nagrody Nobla. Nie ma go nawet na okładkach gazet. Dlatego ludzie drwią ze Szwajcarów.ltrafioletowe UV
Osobiście jednak tysiąckrotnie wolę jego życie. To się zresztą dobrze składa, bo ja też nie mam dużo władzy ani pieniędzy. Nikt mi nie proponuje Nagrody Nobla i nie piszą o mnie w gazetach. Za to mam rower!



PS. Tekst pochodzi ze strony: http://www.pocztazdrowia.pl/czy-na-pewno-chcesz-byc-bogaty/

17:54, soeltech
Link Komentarze (1) »
piątek, 19 września 2014

Akupresura stanowiąca obok akupunktury fundament naturalnej medycyny chińskiej polega na masażu uciskowym określonych fragmentów ciała.

Nacisk na poszczególne punkty akupresury wywołuje reakcje obwodowego i ośrodkowego układu nerwowego. Impulsy powstające przy ucisku zakończeń nerwowych poprzez korę mózgową są propagowane do chorych narządów połączonych z uciskanym punktem. Uzyskuje się dzięki temu poprawę funkcjonowania narządu oraz zmniejszenie bólu związanego z nękającym go schorzeniem.

Według tradycyjnej filozofii chińskiej odpowiednio wykonywany ucisk punktów akupresury powoduje równoważenie energii Yin i Yang, które powinny współistnieć w idealnej harmonii. Brak tej harmonii powoduje stany chorobowe i pogorszenie ogólnej wydolności organizmu.

Akupresura znajduje zastosowanie w leczeniu dolegliwości bólowych rozmaitego pochodzenia (bóle reumatyczne, nerwobóle, bóle mięśniowe, bóle pleców i krzyża) oraz dość poważnych chorobach neurologicznych. Z powodzeniem stosuje się ją też w chorobach układu pokarmowego, oddechowego (astma, zapalenie płuc i oskrzeli), chorobach serca, chorobach układu moczowo-płciowego, zaburzeniach psychicznych, a nawet w schorzeniach narządu wzroku.

Masaż tą metodą wykonuje się opuszkami palców odpowiednio dostosowując siłę ucisku do stanu chorego i jego wieku. Określone punkty akupresury masuje się od jednej do dwóch minut. Podczas wykonywania tego rodzaju masażu stosuje się metodę hamującą bądź pobudzającą.

W wypadku masowania dzieci i ludzi o słabej budowie ciała najczęściej stosuje się opukiwanie opuszkami palców. Często stosuje się również ucisk paznokciami, który powoduje silniejsze bodźce docierające do punktów akupresury.

Zabieg akupresury powinien być przeprowadzany w miejscu ciepłym i przewietrzonym, a najlepiej bezpośrednio na świeżym powietrzu. Pacjent chcący poddać się zabiegowi akupresury nie powinien tego robić zaraz po jedzeniu ani też w wypadku, gdy jest głodny.

W zależności od masowanych punktów pacjent może stać, siedzieć bądź leżeć - ważne jest, aby pozycja, w jakiej się znajduje była dla niego wygodna. Osoba poddająca się zabiegowi powinna znajdować się w stanie dużego skupienia, co pozwoli jej maksymalnie wykorzystać zabieg.

Poniżej znajdują się diagramy z zaznaczonymi punktami akupresury uciskanymi w popularnych schorzeniach:

 

przeziębienie - 4, 17, 52, 59
przewlekłe zapalenie oskrzeli - 13, 17, 45, 54, 59
astma - 5, 6, 8, 9, 16, 17, 54
polepszenie ogólnego stanu układu krążenia - 16, 18, 19, 40, 55
nadciśnienie - 36, 40, 43, 49, 60
podciśnienie - 16, 18, 24, 36
schorzenia żołądka/dwunastnicy - 24, 27, 36, 47, 61
schorzenia wątroby - 16, 36, 37, 57, 60
moczenie nocne - 31, 36, 40, 62, 64
zapalenie nerek, obrzęk nerek - 31, 34, 43, 62, 64
bóle stawów - 12, 37, 42, 46, 58
bóle pleców - 42, 50, 51, 58
bóle ramion - 7, 12, 38, 68
bóle łokci - 12, 37, 58
bóle krzyża - 42, 62, 64, 67
podagra - 41, 63, 65, 66, 67, 68
bóle bioder - 37, 42, 66
bóle kolan - 35, 37, 42
bóle kostek - 42, 43, 44
problemy menstruacyjne - 28, 29, 30, 31, 40, 62
zaburzenia orgazmu - 2, 16, 19, 53, 64
problemy emocjonalne, stres - 16, 19, 20, 36, 40, 55
ból głowy (ogólny) - 1, 50, 58, 59
ból głowy (czoło) - 1, 59
ból głowy (czubek głowy) - 42, 49
ból głowy (skroń) - 2, 58
ból głowy (tył głowy) - 42, 50
ból zęba - 43, 59, 62, A , B
zawroty głowy - 43, 48, 51, 52
brak snu - 16, 19, 40, 43, 55
trudności w słyszeniu, szum w uszach - 58, 69, 70
zaparcia - 26, 57, 63
biegunki - 26, 27, 36, 47
choroba lokomocyjna, wymioty - 16, 19, 36
wysypka, alergia - 16, 36, 40, 49
wyczerpanie, zmęczenie - 24, 31, 36, 59
podniesienie wydolności organizmu - 36, 45, 56
nerwice, lęki - 16, 19, 36, 40, 43
ospałość - 19, 40, 43, 45
problemy seksualne - 16, 31, 36, 40, 43, 62
nadwaga - 22, 24, 25, S
pomocne przy rzucaniu palenia - 5, 17, 20, 36, 45
pomocne przy wychodzeniu z alkoholizmu - 4, 16, 19, 36, 40
polepszenie stanu cery - 1, 2, 34, 36, 40 

 

 

 

 

10:24, soeltech
Link Komentarze (1) »
piątek, 12 września 2014

Nawet jeśli jeszcze nie słyszałeś o chorobie zwanej chikungunya, to prawdopodobnie kwestia czasu…
Tylko od maja 2014 r. w samej Francji odnotowano aż 624 przypadki zachorowań na tę chorobę. Dotyczy to głównie południowych rejonów.
Przypominam, że podczas wielkiej epidemii chikungunya, która dotknęła francuską wyspę Reunion w 2005 r. i 2006 r., zarażonych zostało 244 tysięcy osób. Zmarły 203 osoby, czyli mniej niż jedna na tysiąc.
Jednak nawet w jednym przypadku na tysiąc lepiej uniknąć ryzyka. Tym bardziej że choroba jest bolesna do tego stopnia, że lekarze mówią o bólu popychającym do samobójstwa.

Wyobraź sobie, że w stawach boli Cię tak bardzo, że skręcasz się i wyjesz z bólu. Chikungunya (czytaj: czikungunja) po francusku znaczy „choroba człowieka przykurczonego”. Głowa boli Cię wtedy tak bardzo, że masz wrażenie, że zaraz eksploduje. Ciało pokrywa się czerwonymi krostami, które puchną, a Ty najchętniej rozdrapałbyś je do krwi, gdyby nie to, że skóra jest rozpalona i bolesna jak przy odrze. Masz też oczywiście silną gorączkę, która przykuwa Cię do łóżka, oraz napady całkowitego paraliżu, który unieruchamia Cię na całe godziny. Bólom towarzyszy lęk, że zaraz umrzesz.
U nielicznych osób, które mają mniej szczęścia, choroba przedłuża się na wiele tygodni, czasem nawet do roku. Towarzyszą jej tak wielkie cierpienia, że większość chorych popada w głęboką depresję. Oczywiście nie ma wtedy mowy ani o pracy, ani o najmniejszej aktywności fizycznej czy umysłowej.
A to wszystko w wyniku ukąszenia przez komara.

Uważaj na komary tygrysie
Naukowcy wykazali, że tylko samice komara mogą ukąsić. To dla nas jednak żadne pocieszenie, ponieważ niewiele osób ma na tyle przenikliwy wzrok, aby odróżnić gołym okiem samca od samicy komara.
Za to łatwo jest dostrzec komary o czarnym zabarwieniu, z pręgowanymi odwłokami w białe paski. To je odróżnia od naszych tradycyjnych komarów europejskich, które są raczej ciemnoszare o jednolitej barwie.
Ten czarny komar w białe paski jest głównym nosicielem (wektorem) wirusa chikungunya. Samice kąsają, ponieważ w porze składania jaj potrzebują krwi, dzięki której ich jaja rosną. A poza tym komary są zwierzętami żywiącymi się nektarem z kwiatów. Zachowują się więc jak pszczoły i biorą udział w zapylaniu.

Kiedy samica ukąsi człowieka zakażonego wirusem chikungunya, wirus namnaża się w ciele owada i zainfekowuje go, a dokładnie jego gruczoły ślinowe, na całe życie. Za każdym razem, gdy komar ten kogoś ukąsi, wstrzykuje mu ślinę o właściwościach znieczulających i przeciwzakrzepowych, co służy mu do zasysania krwi. Ta zawierająca wirusy ślina spowoduje zakażenie. W ten właśnie sposób jeden komar może wywołać u wielu ludzi objawy chorobowe.

Odkomarzanie nie rozwiązuje problemu
Polskie komary nie są szczególnymi nosicielami chorób, chociaż nie zapominajmy o epidemiach malarii w Polsce w XIX i XX wieku.
Jeśli chodzi o funkcjonowanie komarów w przyrodzie, to składa on jaja w stawach, a po wykluciu ich larwy żywią się znajdującymi się tam bakteriami i fitoplanktonem. Komary odgrywają więc ważną rolę oczyszczania środowisk wodnych, a także wchodzą w skład biomasy stanowiącej pożywienie dla ryb, ptaków, nietoperzy i płazów.
Problem w tym, że komar to nie tylko dobry owad zapylający…

Tymczasem produkty owadobójcze nigdy nie zabijają wszystkich osobników. Te najsilniejsze przeżywają, a wtedy mogą się rozmnożyć i stać się jeszcze liczniejsze i groźniejsze.
To właśnie się stało z komarem tygrysim, który przedostał się z Indonezji na południe Europy, gdzie znalazł idealne warunki do namnażania. Występowanie komara tygrysiego systematycznie przesuwa się na północ i zachód, zasiedlając kolejne kraje. W 2011 roku jego występowanie odnotowano w Bułgarii.

Do Polski na razie nie dotarł, jednak ze względu na jego inwazyjność jest prawdopodobne, że przywędruje i tutaj.


Uchronić się przed chikungunya
Aby ochronić się przed ukąszeniami, trzeba unikać miejsc zakażonych chikungunya. Pomaga także noszenie jasnych ubrań, unikanie perfum i bardzo aromatycznego pożywienia (sery, piwo) przyciągającego komary oraz stosowanie nasączonych środkami owadobójczymi moskitier nad łóżka.
Należy wiedzieć, że komary szczególnie przyciąga zapach ciała oraz różnorodne gazy wydzielane przez człowieka: dwutlenek węgla, kwas mlekowy i masłowy, amoniak. Właściwa higiena i prawidłowe trawienie sprawią, że będziesz mniej „pociągający” dla komarów.
Najgroźniejszymi porami dnia są wschód oraz zachód słońca. Właśnie wtedy należy obowiązkowo zakładać ubranie zakrywające ciało oraz uciekać z miejsc pełnych komarów.
Z okolic, w których przebywasz, usuń wszystko, w czym samice komara mogłyby złożyć jaja i które mogłyby stać się wylęgarnią larw. Dotyczy to miejsc ze stojącą wodą, takich jak wazony czy inne porzucone pojemniki, rzucone plandeki, niedrożne rynny, opony składowane na odkrytej przestrzeni, śmieci.

Moskitiery są idealnym rozwiązaniem na noc i nie muszą być koniecznie nasączane. Ważny jest rozmiar oczek oraz wytrzymałość materiału: oczka powinny być mniejsze niż 1,5 mm.
Są też naturalne repelenty (środki odstraszające): trawa cytrynowa, melisa, tymianek, lawenda, geranium, złocień dalmatyński (wrotycz dalmatyński). Należy ich używać w postaci olejków eterycznych rozpuszczonych w oleju ze słodkich migdałów i aplikować na skórę.
Sposób „buszmeński” polega na posmarowaniu skóry śliną nasiąkniętą nikotyną.
Urządzenia wysyłające różnego rodzaju fale i dźwięki są nieskuteczne, zwłaszcza gdy chodzi o samice. Jeśli absolutnie musisz, wybieraj elektryczne dyfuzory. Rozpylając regularnie środek owadobójczy (alletryny lub pyretroidy), chronią one pokój na wiele nocy (8 – 10 godzin nocnych). Nie należy oczywiście stosować ich zbyt długo, zwłaszcza w pokojach dzieci.

Zakazany sposób leczenia
Konwencjonalne sposoby leczenia działają tylko na objawy chikungunya (środki przeciwbólowe i przeciwzapalne) i nie ma na razie szczepionki na tę chorobę.
Jednakże być może istnieje naturalny skuteczny sposób zwalczania chikungunya, czyli zażywanie chlorku magnezu w wysokiej dawce (20 g dziennie). Poważna polemika na ten temat rozgorzała w 2006 roku, kiedy osoby opiekujące się chorymi z Reunion zauważyły konkretne efekty zażywania chlorku magnezu, który z całą pewnością zadziałał na sam wirus. Mimo wspaniałych rezultatów władze medyczne stanowczo odradziły stosowania tej metody, a saszetki z chlorkiem magnezu były nie do zdobycia na wyspie!

Czy można ufać władzom?
Początkowo myślałem, że to żart. W czerwcu tego roku francuski dziennik „Le Monde” opublikował alarmujący artykuł o tym, że na Gwadelupie obawiają się „epidemii chikungunya na wielką skalę, o katastrofalnych skutkach sanitarnych i ekonomicznych”.
W obliczu tego strasznego zagrożenia Regionalna Agencja Zdrowia (Agence Régionale de Santé, ARS) postanowiła podjąć działania. Czytamy dalej w „Le Monde”:
„Grupa składająca się z czterdziestu agentów ARS i dziesięciu strażaków, przy wsparciu młodych bezrobotnych, interweniowała w trzech gminach, podejmując próbę wytępienia larw z rynien, za pomocą prętów wyposażonych w lustra inspekcyjne”2.
Dobra rada dla nas : czekając, aż władze w asyście młodych bezrobotnych przybędą wytępić chorobę za pomocą swoich „prętów wyposażonych w lustra inspekcyjne”, weźmy sprawy w swoje ręce, aby ochronić siebie i swoich najbliższych.


Zdrowia życzę!
Jean-Marc Dupuis

********************************************************************************
Tekst pochodzi ze strony: http://www.pocztazdrowia.pl/czy-slyszales-juz-o-chikungunya/
********************************************************************************


Źródła:
Chikungunya, Wikipédia, http://fr.wikipedia.org/wiki/Chikungunya
La Guadeloupe ne parvient pas à freiner l’épidémie galopante de chikungunya, http://www.lemonde.fr/planete/article/2014/06/09/la-guadeloupe-ne-parvient-pas-a-freiner-l-epidemie-galopante-de-chikungunya_4434570_3244.html

07:45, soeltech
Link Komentarze (1) »
wtorek, 09 września 2014


Osteoporoza to choroba polegająca na osłabieniu układu kostnego człowieka. Wbrew powszechnym przekonaniom, choroba ta nie dotyczy tylko i wyłącznie kobiet w okresie przekwitania, ale także mężczyzn, a nawet młodych ludzi. Według jednej z definicji, schorzenie to charakteryzuje się niską masą kostną, upośledzoną architekturą kości, a to z kolei prowadzi do ich osłabienia i większej podatności na złamania.

 

W Polsce chorobą tą zagrożonych jest prawdopodobnie aż 9 milionów osób, które najczęściej dowiadują się o niej dopiero, gdy dojdzie do złamania.

 

Przyczyny

 

Osteoporoza ma zazwyczaj różne przyczyny w zależności od konkretnego przypadku. Jednak schorzenie to zawsze polega na zachwianiu równowagi pomiędzy budowaniem nowej tkanki kostnej a obumieraniem starej. Wyróżniamy dwa rodzaje tej choroby, a mianowicie osteoporozę miejscową i uogólnioną. Osteoporoza uogólniona może przyjąć charakter pierwotny (odpowiedzialny za 80 proc. wszystkich przypadków zachorowań) lub wtórny (stanowiący 20 proc. przypadków zachorowań). Istnieje kilka rodzajów osteoporozy pierwotnej: osteoporoza inwolucyjna (najczęściej występująca) i idiomatyczna. Jeśli chodzi o typ inwolucyjny to możemy tutaj wskazać dwa rodzaje schorzenia, a konkretnie osteoporozę pomenopauzalną i osteoporozę w wieku podeszłym. Główną przyczyną występowania tej pierwszej jest niedoczynność jajników, która nasila się po 50 roku życia, co w efekcie prowadzi do zwiększonej resorpcji kości i nadmiernej utraty wapnia. Drugi typ, czyli osteoporoza w wieku podeszłym dotyczy przede wszystkim osób znacznie starszych w wieku powyżej 70 roku życia. Rozwój choroby powodowany jest tutaj przez niedobory wapnia, co ma związek z gorszym wchłanianiem z jelit.

 

Osteoporoza wtórna może mieć wiele przyczyn, wśród których wyróżnić należy przede wszystkim: zaburzenia hormonalne, przewlekłe choroby układu pokarmowego, choroby narządu ruchu, choroby nerek i wątroby oraz szereg chorób wrodzonych mogących prowadzić do osteoporozy.

 

Czynniki ryzyka

 

Wiek – im człowiek jest starszy tym ryzyko wystąpienia choroby jest większe. Najbardziej narażoną grupą wiekową bez w względu na płeć są osoby powyżej 65 roku życia.

 

Płeć – osteoporoza jest znacznie bardziej powszechnym schorzeniem u kobiet, niż u mężczyzn, co ma związek z wcześniejszym występowaniem menopauzy, niż andropauzy u mężczyzn.

 

Rasa – znacznie częściej chorują osoby rasy białej i żółtej, niż przedstawiciele rasy czarnej.

 

Budowa ciała ma również istotny wpływ na rozwój choroby. Osoby wątłe o drobnych kościach są znacznie bardziej narażone na osteoporozę, niż te o masywnej budowie ciała.

 

Czynnik ryzyka zachorowania na owe schorzenie możemy także odziedziczyć. Skłonność do zachorowania dziedziczymy po matce, więc jeśli nasza matka lub babcia chorowały na tę chorobę, ryzyko wystąpienia jej u nas jest znacznie większe niż u innych osób.

 

Jednym z ważniejszych czynników chorobotwórczych jest menopauza u kobiet. Zwiększenie ryzyka zachorowania powodowane jest niedoborem takich hormonów jak estradiol i progesteron. W okresie menopauzy kobieta może tracić nawet do 7 proc. masy kostnej rocznie.

 

Inne czynniki to zaburzenia miesiączkowania lub pierwotny albo wtórny jej brak, przedwczesne wygaśnięcie aktywności jajników, szereg czynników związanych z dietą i otoczeniem, do których należą przede wszystkim niedobór wapnia i witaminy D, nadmiar sodu, siedzący tryb życia oraz różnego rodzaju używki.

 

Symptomy

 

Osteoporoza w większości przypadków przebiega bezobjawowo, przynajmniej we wczesnych fazach rozwoju choroby. Jest to schorzenie rozwijające się powoli w ciągu wielu lat. Często pierwszym, widocznym objawem osteoporozy są złamania, wówczas choroba jest już w zaawansowanym stadium. Do najczęstszych objawów można zaliczyć bóle kręgosłupa, które niestety rzadko są uznawane za objaw samej osteoporozy, częściej zaś za zmiany zwyrodnieniowe kręgosłupa. Nierzadko występują również bóle na odcinku piersiowym, a także bóle krzyża i między łopatkami. Jak już wcześniej zostało wspomniane, złamania to kolejna faza rozwoju choroby i świadczy niestety o jej zaawansowanym stadium. Przyczyną tego rodzaju urazów jest daleko posunięte odwapnienie kości. Do najbardziej powszechnych złamań można zaliczyć: złamania nadgarstka, kości udowej, kręgów kręgosłupa i znacznie rzadziej występujące złamania żeber. Warto podkreślić, że do złamań osteoporotycznych dochodzi bez wyraźnych, znaczących przyczyn, wystarczy niewielki upadek, nawet z wysokości własnego ciała.

 

Diagnoza

 

Najczęściej stosowanymi metodami pomocnymi w diagnozowaniu osteoporozy są różnego rodzaju testy biochemiczne i badania obrazowe (prześwietlenia). Testy biochemiczne dotyczą głównie badań moczu i krwi, a dokładniej zawartości konkretnych pierwiastków. Wykonując badania tego typu należy pamiętać, że przy osteoporozie niepowikłanej wyniki testów będą się mieściły w granicach normy.

 

Podczas testów biochemicznych sprawdza się:

 

– poziom wapnia we krwi – niski jego poziom może dowodzić zaawansowanej osteoporozie lub też dużych niedoborów pokarmowych. Optymalne zakresy normy wapnia to od 2.0 do 2.5 mmol/litr lub 8.0 do 10.0 mg/100ml lub też 4.0 do 5.0 mEq/litr;

– poziom fosforu we krwi – podczas osteoporozy, która przebiega typowo, nie obserwuje się znaczących wahań poziomu tego pierwiastka;

– poziom wapnia w moczu – jako cenny dla organizmu pierwiastek, wapń wchłonięty przez organizm zostaje niemal w całości zatrzymany w ustroju. Normalnie ilość wapnia wydalanego z moczem nie powinna przekraczać 2.5 do 6.2 mmol/dobę.

 

Istnieje także szereg innych badań biochemicznych wykonywanych w celach uzupełniających lub odpowiednio do konkretnych przypadków.

Oprócz biochemicznych, istotnym elementem są także badania obrazowe. Należą do nich zdjęcia przeglądowe kości (prześwietlenia, rentgen). Jest to najpopularniejsza i najtańsza metoda umożliwiająca diagnozę. Niestety jej podstawową wadą jest fakt, że znaczące ubytki wywołane chorobą widać dopiero, gdy przekroczą 30 proc. masy kostnej. Ograniczona efektywność metody jest powodowana także współistnieniem innych zmian zwyrodnieniowych kości, co ma często miejsce u osób w podeszłym wieku.

 

Densytometria jest obecnie podstawowym badaniem umożliwiającym rozpoznanie osteoporozy. Metoda ta umożliwia niezwykle dokładne i precyzyjne zmierzenie masy kostnej (z dokładnością do 1%). W efekcie, dzięki densytometrii możliwe jest stworzenie komputerowego obrazu struktury kości.

 

Biopsja tkanki kostnej polega na pobraniu materiału kostnego i zbadaniu go pod mikroskopem. Zazwyczaj w celu pobrania materiału do badania nakłuwa się kość biodrową. Metoda ta nie należy do rutynowych i jest wykonywana tylko w określonych przypadkach.

 

Leczenie

 

Podstawowym celem leczenia jest zapobieganie złamaniom i podobnym urazom. Istotną rzeczą jest fakt, iż leczenie, aby odniosło skutek, musi być prowadzone konsekwentnie i długotrwale, do końca życia pacjenta. W leczeniu osteoporozy stosuje się kombinację dwóch rodzajów leków, które dzięki swojemu odmiennemu działaniu doskonale się uzupełniają. Pierwszy z nich ma za zadanie hamowanie komórek odpowiedzialnych za niszczenie kości i w tej grupie środków możemy wyróżnić: estrogeny, kalcytoninę, raloksifen i bifosofniany. Drugi lek ma na celu pobudzanie odbudowy kości. W tej grupie wyróżniamy różnego rodzaju preparaty wapnia i witaminy D, fluorki i parahormon (PTH).

 

Obecnie najpowszechniej stosowane są leki powodujące ograniczenie ubytku masy kostnej. Leki odbudowujące są rzadziej stosowane, a ich skuteczność dość wątpliwa.

 

Profilaktyka

 

Działania profilaktyczne mogą okazać się niezwykle skuteczne i należy je rozważyć szczególnie u osób, które przekroczyły 60 rok życia, mają jeden lub więcej czynników ryzyka, cierpią na choroby układu krążenia lub narządu ruchu, w wywiadzie rodzinnym mają choroby zaburzające gospodarkę wapniowo-fosforanową itp.

 

Istnieje wiele środków, których ograniczenie może zmniejszyć ryzyko wystąpienia choroby. Do najbardziej istotnych należą:

– używki – szczególnie istotne jest zaprzestanie palenia tytoniu i ograniczenie spożycia alkoholu;

– aktywność fizyczna – zwiększenie naszej aktywności poprzez wykonywanie ćwiczeń fizycznych lub nawet codzienny zwykły spacer mogą znacznie obniżyć ryzyko wystąpienia choroby. Wskazane są także ćwiczenia specjalistyczne wykonywane przez 20 minut dziennie, jazda na rowerze lub pływanie;

– eliminowanie upadków – jest to kolejny istotny element jednak znacznie trudniejszy do zrealizowania. Wiąże się on z warunkami technicznymi otoczenia oraz co równie istotne leczeniem zaburzeń krążenia i równowagi; 

 

– dostarczanie należytej ilości wapnia – należy dostarczać codzienną, odpowiednią dawkę wapnia w postaci naturalnej lub jako preparaty. Dzienne zapotrzebowanie na wapń w okresie menopauzy i u osób starszych wynosi około 1500 mg. Jeśli nasza dieta nie dostarcza nam odpowiedniej ilości tego składnika, należy posiłkować się dodatkowo odpowiednimi preparatami.

 

23:04, soeltech
Link Komentarze (2) »

 

Jakiś czas temu prasa donosiła, że między marcem a sierpniem 2014 zmarło 1229 osób w całej Afryce, ale że nie są to sprawdzone dane.

Jeśli wejdziesz na stronę internetową Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), zauważysz, że tak naprawdę tylko 788 zgonów zostało formalnie zidentyfikowanych z powodu wirusa Ebola. Pozostałe przypadki to podejrzewane lub prawdopodobne1.

Oczywiście to o 788 zgonów za dużo, ale trzeba je zestawićz 1,2 milionem zgonów rocznie z powodu malarii2 oraz około250 – 500 tysiącami zgonów rocznie z powodu sezonowej grypy3.

Mało zakaźne

Zdjęcia osób w maskach i jednoczęściowych kombinezonach zakładanych, aby zbliżyć się do osób podejrzanych o zakażenie wirusem, są bezsensowne i porównywalne do kiepskiego filmu science-fiction.

Wirus Ebola wcale nie przenosi się tak łatwo

Musi być bezpośredni kontakt z płynem biologicznym takim jak krew, kał czy wymiociny. Nie przenosi się przez powietrze. To oznacza, że jeśli osoba mówi lub kaszle, nie rozsiewa wirusa Ebola w otoczeniu. – wyjaśnia prof. Bruno Marchou, kierujący oddziałem chorób zakaźnych i tropikalnych w szpitalu Purpan w Tuluzie4.

Inaczej mówiąc, wirus Ebola w sposobie rozprzestrzeniania się jest porównywalny do AIDS. Trzeba naprawdę kontaktu z krwią lub płynem biologicznym chorego, aby wystąpiło ryzyko zarażenia.

Według prof. Bruno Marchou, to oznacza, że wirus Ebola:

nie osiągnie stanu pandemii. W Konakrze (stolicy Gwinei) początkowo było kilkadziesiąt przypadków zakażeń wśród personelu medycznego. Po zastosowaniu prostych standardowych zasad higieny udało im się powstrzymać rozprzestrzenianie się wirusa wśród swojego personelu.

Te zasady higieny nie mają w sobie nic magicznego: Kiedy zajmujemy się pacjentem, wkładamy na dłonie rękawiczki. Jeśli pacjent wymiotuje, wtedy należy również zakryć twarz. To podstawa. Robimy to codziennie – wyjaśnia.

„Śmierć w 20 – 90% przypadków”

Sandrine Cabu z organizacji Lekarze Bez Granic, w wywiadzie dla francuskiego dziennika „Le Monde” wskazuje, że wirus Ebola kończy się „śmiercią w 20 – 90% przypadków”.

Dlaczego tak absurdalnie szeroki przedział procentowy?

Ponieważ wirus Ebola jest niebezpieczny zwłaszcza wtedy, gdy jest źle leczony. Pacjenci umierają z odwodnienia lub wykrwawienia, ale leczenie polega wtedy po prostu na nawadnianiu lub na transfuzji krwi. Nie polega na podawaniu im szczepionki, ani żadnego hipotetycznego leku. Nie należy wierzyć w to, co utrzymują firmy farmaceutyczne, które chciałyby móc sprzedać rządom panaceum cudowne i zarazem nieskuteczne, tak jak to zrobiły w przypadku Tamiflu.

Według eksperta od chorób zakaźnych „nowe leki nie są rozwiązaniem w walce z wirusem Ebola”

Rozwiązaniem na epidemię Ebola jest przestrzeganie prostych zdroworozsądkowych zasad: higiena, właściwe odżywianie, witamina D i witamina C.

Według Anthony Fauci, dyrektora Krajowego Instytutu ds. Alergii i Chorób Zakaźnych w Stanach Zjednoczonych, najskuteczniejszym sposobem na Ebola jest zapewnienie chorym podstawowej opieki.

Prawdziwym priorytetem powinno być stworzenie infrastruktury medycznej w krajach dotkniętych, w celu dostarczenia chorym podstawowej opieki medycznej, takiej jak nawadnianie i transfuzja krwi. To będzie miało dużo większy wpływ na zdrowie niż przypadkowe dystrybuowanie eksperymentalnych leków5.

Thomas E. Levy, autor ostatniego artykułu na temat potencjalnych sposobów na wirusa Ebola, twierdzi6:

Jak dotąd, nie ma ani jednego testowanego wirusa, który nie zostałby unieczynniony przez podanie pewnej dawki witaminy C. Jednym z priorytetowych sposobów niszczenia wirusa lub zaprogramowania jego zniszczenia przez system odpornościowy jest aktywowanie tzw. reakcji Fentona. Mówiąc w skrócie, taka reakcja może zajść we wnętrzu wirusa, w komórkach, w których wirusy się namnażają oraz na powierzchni samych wirusów.

Nie ma więc żadnych powodów, aby podejrzewać, iż wirus Ebola gwałtownie przekształci się w pandemię na terytorium Afryki, a tym bardziej żadnych, że stanie się to w pozostałej części świata.

Jednak nie ma też najmniejszej wątpliwości, że ta psychoza może służyć interesom finansowym niektórych.

Sianie paniki to bardzo dochodowy biznes

Panika wokół wirusa Ebola ewidentnie przypomina atmosferę wokół ptasiej grypy w 2005 roku oraz świńskiej grypy (H1N1) z roku 2009.

Obie te „nieuchronne pandemie” były okazją do potężnego zmanipulowania opinii publicznej, aby uzasadnić masowe szczepienia ludności, które – jak się okazało – wywołały poważne skutki uboczne, w tym narkolepsję, czyli bardzo groźne zaburzenia snu7.

W 2009 roku, Światowa Organizacja Zdrowia przewidywała, że jedna trzecia światowej populacji może być dotknięta grypą H1N1, wraz z niezliczonymi konsekwencjami. Minister Zdrowia we Francji, Roselyne Bachelot, nie wahała się więc, zamawiając aż 94 miliony szczepionek! A ze względu na to, że tylko 6 milionów Francuzów się zaszczepiło, to od stycznia 2010 r. pani Bachelot anulowała dostawę 50 milionów zamówionych dawek szczepionek, a państwo musiało wypłacić prawie 48 milionów euro odszkodowania dla firm farmaceutycznych!8

Co do Tamiflu, słynnego „cudownego” leku antywirusowego, jego rzeczywistym działaniem jest skrócenie czasu trwania objawów o mniej niż jeden dzień, nie redukując w żaden sposób hospitalizacji. Brytyjskie badanie wykazało, że jedynym efektem dystrybucji Tamiflu na grypę H1N1 było… zmarnotrawienie 500 milionów funtów szterlingów.

W rzeczywistości, sezon grypowy w 2009 roku okazał się mniej groźny niż zwykle, dzięki obecności szczepu H1N1. Co więcej, wiele domniemanych przypadków grypy H1N1 okazało się nie być nawet grypą, ale zwykłymi przeziębieniami. Przypomina to przypadek wirusa Ebola w Berlinie, który ostatecznie okazał się być… tzw. jelitówką, czyli wirusowym zakażeniem przewodu pokarmowego9.

Igranie z ogniem

Dlatego też, moim zdaniem, nadmiernie wyeksponowane tytuły prasowe są bardzo niebezpieczne:

Epidemia kompletnie poza kontrolą, bez precedensu, Médecins Sans Frontières (Lekarze Bez Granic), 30 lipca 2014 r.10, 11

Wirus Ebola wciąż pustoszy Afrykę Zachodnią, „Le Monde”, 15 sierpnia 2014 r.12

Światowa Organizacja Zdrowia ogłasza sytuację nadzwyczajną dla zdrowia publicznego o zasięgu międzynarodowym, „France 24”, 20 sierpnia 2014 r.13

Podobnie jest w polskiej prasie:

Ebola: zaraza grozi światu. RAPORT SPECJALNY, „Gazeta Wyborcza”, 12 sierpnia 2014 r.14; Ebola u bram Europy, „Rzeczpospolita”, 16 lipca 2014 r.15

Ta psychoza sieje spustoszenie w Afryce, w której rządy zamykają granice i mobilizują wojsko celem tłumienia ludności, a nawet bez uzasadnienia poddają kwarantannie i izolują w slumsach w Liberii dziesiątki tysięcy nieszczęśników, mężczyzn, kobiet, starców i dzieci, bez wody i bez pożywienia.

W nadziei na powstrzymanie szalejącej w Liberii epidemii gorączki krwotocznej Ebola (…), rząd podejmuje drastyczne środki. Dwie dzielnice stolicy kraju (Monrovia) zostały objęte kwarantanną oraz nadzorem bezpieczeństwa, a w pozostałej części kraju wprowadzono godzinę policyjną. „Le Monde” z 22 sierpnia 2014 r.16

„Strzelać bez ostrzeżenia”

W niedzielę 24 sierpnia 2014 r., dowiedzieliśmy się, że w Sierra Leone: Parlament przyjął projekt ustawy zakazującej ukrywania chorych. Za naruszenie zakazu kara wynosi 2 lata więzienia17.

W poniedziałek 25 sierpnia, dotarły do nas jeszcze gorsze wieści: rząd Liberii nakazał żołnierzom, pod pretekstem zapobiegania szerzeniu się epidemii, strzelać bez ostrzeżenia do osób, które będą próbowały przekroczyć granicę!18

Te całkowicie przesadne reakcje mogą sprowokować prawdziwą katastrofę humanitarną, dużo groźniejszą niż sam wirus Ebola.

Przeciwko Afrykanom zaczynają być również podejmowane środki na poziomie międzynarodowym:

Na poziomie międzynarodowym obywatele tych krajów są obejmowani coraz bardziej rygorystyczną kwarantanną wraz z zamknięciem granic, zawieszeniem lotów większości obsługujących ich linii lotniczych, repatriacją członków rodzin personelu dyplomatycznego w tych krajach, odwołaniem konferencji międzynarodowych, zmianą miejsca imprez sportowych itd., pisze „Rue 89”19.

W Korei wybuchają prawdziwe reakcje rasistowskie skierowanie przeciwko Afrykanom. Zakazano im wstępu do niektórych sklepów19.

Pasażer zarażony w samolocie to mit

Słuchając władz oraz dziennikarzy, można by uwierzyć, że w każdej chwili może wybuchnąć epidemia wirusa Ebola w Europie, wystarczy, że samolotem przyleci chory Afrykanin.

Taka hipoteza jest zupełnie nierealna. Świadczy jedynie o kompletnej ignorancji, czym naprawdę jest wirus Ebola.

Nie dajmy się ponieść ani psychozie, ani żadnej formie ukrytego rasizmu.

Epidemia wirusa Ebola zostanie prawidłowo powstrzymana w Afryce tylko wtedy, jeśli zaprzestanie się wszelkiej przemocy i wszelkich represji. Trzeba pozwolić każdemu pacjentowi, aby zajął się nim spokojnie personel z podstawowym przeszkoleniem medycznym, stosujący oczywiste zasady higieny.

Nie wysyłajmy do Afryki transportu ani ze szczepionkami, ani z lekami. To dałoby wyłącznie zarobić firmom farmaceutycznym i wywołałoby dużo poważniejsze szkody poprzez skutki uboczne tych środków.

 

Zdrowia życzę!

Jean-Marc Dupuis

 

Źródła:

1. Ebola virus disease update – west Africa;

http://www.who.int/csr/don/2014_08_15_ebola/en/

2. La mortalité due au paludisme plus forte que prévu; http://www.lemonde.fr/planete/article/2012/02/03/la-mortalite-due-au-paludisme-est-a-majorer_1638330_3244.html

3. http://www.who.int/mediacentre/factsheets/fs211/en/

4. «Je n’ai pas peur du virus Ebola mais de la panique qu’il va provoquer», http://www.ladepeche.fr/article/2014/08/14/1934230-ai-peur-virus-ebola-panique-va-provoquer.html

5. Fauci: New drugs not the best answer for Ebola; http://www.usatoday.com/story/news/nation/2014/08/06/fauci-ebola-drugs/13672605/

6. Surprising solution for Ebola virus;

http://www.naturalhealth365.com/natural_cures/ebola-

virus-thomas-levy-1095.html

7. Des troubles neurologiques rares liés au vaccin anti-H1N1; http://sante.lefigaro.fr/actualite/2013/09/10/21238-troubles-neurologiques-rares-lies-vaccin-anti-h1n1

8. La grippe h1n1 finit en coûteuse fumée;

http://www.parismatch.com/Actu/Economie/La-grippe-

H1N1-finit-en-couteuse-fumee-149412

9. Alerte au virus Ebola: ce serait en fait une gastro;

http://www.20min.ch/ro/news/dossier/ebola/story/31776951

10. Ebola: plus de 1.300 cas, 729 décès, 4 pays, une épidémie „sans précédent;

http://www.bfmtv.com/international/ebola-une-epidemie-

hors-controle-selon-msf-821219.html

11. Ebola: le Sénégal ferme ses frontières avec la Guinée; http://www.liberation.fr/monde/2014/08/22/ebola-le-senegal-ferme-ses-frontieres-avec-la-guinee_1084642

12. Le virus Ebola continue de dévaster l’Afrique de l’Ouest; http://www.lemonde.fr/sante/article/2014/07/15/le-virus-ebola-continue-de-devaster-l-afrique_4457625_1651302.html

13. Ebola: l’OMS décrète une „urgence de santé publique de portée mondiale”;

http://www.france24.com/fr/20140808-virus-ebola-

oms-urgence-sante-publique-portee-mondiale-epidemie-sante-afrique/

14. Ebola: zaraza grozi światu; http://wyborcza.pl/1,75400,16463145,Ebola__zaraza_grozi_swiatu__RAPORT_SPECJALNY_.html

15. Ebola u bram Europy; http://www.rp.pl/artykul/1126262.html

16. Ebola: au Liberia, un bidonville coupé du monde; http://www.lemonde.fr/planete/article/2014/08/22/au-liberia-un-bidonville-coupe-du-monde-en-pleine-epidemie-d-ebola_4475083_3244.html

17. Ebola: la Côte d’Ivoire ferme ses frontières ouest; http://www.lefigaro.fr/flash-actu/2014/08/23/97001-20140823FILWWW00190-ebola-la-cote-d-ivoire-ferme-ses-frontieres-ouest.php

18. Shoot-on-sight order in Ebola-wary Liberia; http://www.skynews.com.au/news/world/africa/2014/08/18/shoot-on-sight-order-in-ebola-wary-liberia.html

19. Ebola: ignorance, paranoïa et mise en quarantaine; http://rue89.nouvelobs.com/2014/08/21/ebola-ignorance-paranoia-mise-quarantaine-254330

 

Tekst pochodzi ze strony: http://www.pocztazdrowia.pl/ebola-rozpowszechnione-klamstwo/

22:55, soeltech
Link Dodaj komentarz »
piątek, 22 sierpnia 2014

Z biegiem czasu pogłębiają się zmarszczki, siwieją i wypadają włosy, zęby żółkną, a wzrok się pogarsza…

Jednakże najważniejsza ze zmian pozostaje niewidoczna. Zachodzi ona wewnątrz Twojego ciała. I to ona jest najbardziej niebezpieczna.

Twoje naczynia krwionośne nieuchronnie niszczeją pod wpływem ciśnienia krwi. Napinają się one przy każdym uderzeniu serca, które bije trzy miliardy razy w ciągu 80 lat!

Wycieczka po naczyniach krwionośnych

Naczynia krwionośne przypominają system wodno-kanalizacyjny w domu. Składa się on zazwyczaj z wytrzymałych, miedzianych rur doprowadzających wodę pod ciśnieniem. Są również rury odprowadzające wodę wykonane z tworzyw sztucznych, o dużej średnicy i cienkich ściankach, pozwalają wodzie po prostu odpływać.

Rury doprowadzające wodę można porównać do tętnic, które dostarczają krew do narządów Twojego ciała. Tętnice to solidne naczynia krwionośne o grubych ścianach – przepływająca przez nie krew znajduje się pod wysokim ciśnieniem, nie mogą więc pękać. Jednakże nie są one aż tak sztywne jak rury kanalizacyjne. Są one do pewnego stopnia elastyczne, tak aby mogły dostosować się do przepływu krwi w zależności od potrzeb narządów.

Naczynia odprowadzające krew z narządów i przenoszące ją do serca to żyły. Są one miękkie, mają cienkie ściany, ale nie stanowi to zagrożenia, ponieważ krew płynie w nich powoli.

Tak jak woda w domu, krew płynąca naczyniami pod ciśnieniem (czyli w tętnicach) ma żywą barwę. Krew odpływająca miękkimi naczyniami, czyli żyłami, jest ciemna. Nerki i wątroba służą jako oczyszczalnie ścieków – filtrują odpady. Natomiast płuca wzbogacają krew w tlen. Dodatkowo, wątroba jest jak stacja paliw: dostarcza krwi glukozę, która służy komórkom za paliwo.

Dlaczego krew nie przykleja się do tętnic?

Krew ma niedobry zwyczaj lepienia się do wszystkiego. Możesz się o tym przekonać, kiedy zaczniesz krwawić: krew zostawia plamy na każdej powierzchni, z którą się zetknie!

A jednak nie przykleja się ona do ścian tętnic.

Ten cud zawdzięczamy cienkiej warstwie komórek nabłonkowych, które wyściełają wnętrze tętnic. Komórki te wytwarzają antykoagulant, dzięki któremu krew spływa po ścianach tętnic jak woda po kaczce.

Niestety palenie tytoniu, działanie wolnych rodników (kanibalistycznych cząstek), homocysteiny (substancji prowadzącej do stanów zapalnych), niewłaściwa dieta czy siedzący tryb życia nieustannie niszczą nabłonek tętnic.

W przypadku uszkodzenia nabłonka komórki krwi przyklejają się do ściany, tworząc niewielki skrzep.

Pozwala to naprawić tętnicę, ale po takiej naprawie pozostają ślady.

Kluczowa rola płytek krwi

Krew nie jest jednorodnym czerwonym płynem. Składa się ona z żółtawego przezroczystego płynu zwanego osoczem, w którym zawieszone są białe i czerwone krwinki oraz płytki krwi. Oprócz tego we krwi znajdują się cukry oraz białka, które jak statki transportują tłuszcze, a wśród nich – cholesterol.

Rolą płytek krwi jest zapobieganie utracie krwi.

W przypadku powstania otworu w żyle lub tętnicy płytki gromadzą się w danym miejscu, sklejają ze sobą i zatykają otwór jak korkiem. Następnie w uszkodzonym miejscu tworzy się rodzaj „sieci rybackiej” z fibryny, w który wplatane są czerwone i białe krwinki oraz elastyna; „korek” twardnieje i staje się niemal niezniszczalny: to zjawisko nazywamy koagulacją. To ten sam mechanizm, który hamuje krwawienie z ran, tworząc strupki na skórze.

W przypadku powstania otworu w wewnętrznej ścianie tętnicy wyłożonej nabłonkiem rana zabliźnia się, a komórki nabłonka z powrotem ją pokrywają. Krew znowu może przepływać jak wcześniej, nie przylegając do ściany tętnicy. Jednakże powstała blizna sprawia, że ściana tętnicy grubieje. Staje się twardsza. Dochodzi do tak zwanej sklerotyzacji tętnicy. W środku zmiany powstaje „czop lipidowy”, składający się z tłuszczów, kryształów cholesterolu, żelaza, miedzi i wapnia. Ta miękka substancja zwana jest blaszką miażdżycową. Zjawisko to nazywamy miażdżycą tętnic (lub arteriosklerozą).

Miażdżyca tętnic może zaniknąć samoczynnie, zwłaszcza gdy zmiana jest świeża. Jednakże jeśli nie zmienimy szkodliwego stylu życia, wówczas zjawisko to będzie co jakiś czas nawracać. Po kilkudziesięciu latach blizna powiększa się, a wraz z nią blaszka miażdżycowa. Światło tętnic może zmniejszyć się nawet o 80%. Jeśli w tym momencie pójdziesz do kardiologa, to zleci on prawdopodobnie badania w kierunku zwężenia światła tętnic (nazywane stenozą).

Zagrożenia związane z miażdżycą

Kardiolog słusznie będzie się martwić. Tak naprawdę wystarczy niewielkie krwawienie we wnętrzu zmiany miażdżycowej. To zdarza się dość często. Takie krwawienie może spowodować zgrubienie blizny i całkowite zablokowanie światła tętnicy. Kolejnym zagrożeniem jest powstanie zakrzepu. W obu tych przypadkach przepływ krwi może zostać całkowicie zablokowany.

Można sobie wyobrazić, że powstanie dużego zakrzepu w tętnicy jest bardzo niebezpieczne!

Narządy nie otrzymują potrzebnego tlenu ani glukozy, a w przypadku utrzymania się takiego stanu – obumierają. Jest to szczególnie niebezpieczne wtedy, gdy dotyczy serca, mózgu, nerek, oczu czy nóg. Zjawisko to nazywamy zakrzepicą; może ona nawet prowadzić do zawału mięśnia sercowego (obumarcia komórek serca) lub udaru mózgu.

Miażdżyca często występuje w tętnicach wieńcowych, które dostarczają do mięśnia sercowego glukozę i tlen. Nazywamy je „wieńcowymi”, ponieważ tworzą one swego rodzaju wieniec wokół serca. Zakrzepica tętnic wieńcowych oznacza zawał mięśnia sercowego, który charakteryzuje się śmiertelnością na poziomie 50% w przeciągu kilku godzin.

Leki przeciwcholesterolowe niczego nie zmieniają

Jeżeli obejrzysz blaszki miażdżycowe pod mikroskopem, to zobaczysz że około 10% ich składu stanowi cholesterol.

Współcześni kardiologowie zaczęli podawać osobom cierpiącym na miażdżycę leki obniżające poziom cholesterolu we krwi. Podręczniki medycyny uczą, że obniżenie stężenia cholesterolu spowalnia postęp miażdżycy i zmniejsza ryzyko powstania zakrzepu prowadzącego do zatoru.

Jednakże obniżenie stężenia cholesterolu wcale nie jest skuteczne. W rzeczywistości cholesterol nie jest przyczyną miażdżycy tętnic, tylko służy do ich naprawy. Dlatego też z wyników większości badań wynika, że leki przeciwcholesterolowe (fibraty, statyny) obniżają stężenie cholesterolu we krwi, jednak nie przyczyniają się do obniżenia śmiertelności związanej z zawałami serca, co było celem tych badań1.

Wręcz przeciwnie – niskie stężenie cholesterolu jest problemem dla organizmu. Cholesterol to niezbędna cząsteczka wchodząca w skład ścian komórek, zapobiegająca wnikaniu w nie płynów pochodzących z zewnątrz komórki. Po obniżeniu stężenia cholesterolu odpowiednią dietą lub lekami osłabiasz swoje komórki i zwiększasz ryzyko wystąpienia udaru krwotocznego, jak potwierdziły to niedawne badania kliniczne2.

Ponadto leki przeciwcholesterolowe mają wiele skutków ubocznych: bóle mięśni i więzadeł3, impotencję4, zaburzenia pamięci5, a także prawdopodobnie zwiększone ryzyko zachorowania na raka6.

Leki przeciwzakrzepowe to obosieczna broń

No dobrze, zapomnij o cholesterolu. Ze względu na to, że incydenty sercowo-naczyniowe wywoływane są przez zakrzepy, współczesna medycyna wymyśliła zażywanie leków zapobiegających krzepnięciu krwi (leki przeciwzakrzepowe).

Dokładnie to zalecają zazwyczaj kardiolodzy. Przepisują oni niewielkie dzienne dawki np. aspiryny, która zapobiega sklejaniu się płytek krwi.

Problem polega na tym, że zmniejszenie krzepliwości krwi zwiększa ryzyko powstania krwawienia związanego z miażdżycą.

Z kolei 40% udarów wiąże się z krwotokiem w obrębie mózgu, co również jest konsekwencją obniżonej krzepliwości.

Jednakże udary występują także u osób, które nie zażywają leków przeciwzakrzepowych, ale ich tryb życia (przede wszystkim brak sportu) i dieta (nadmiar kwasów omega-6 i brak kwasów omega-3) sprawiają, że ich proces krzepnięcia krwi jest zaburzony.

Widać więc, że zażywanie leków przeciwzakrzepowych nie jest rozwiązaniem pomagającym uniknąć udarów mózgu. Można je stosować w nagłych przypadkach (do rozpuszczenia powstałych wcześniej niebezpiecznych zakrzepów) lub po zabiegu chirurgicznym.

Pomostowanie aortalno-wieńcowe: trudne rozwiązanie

Ponieważ obniżanie stężenia cholesterolu lekami jest nieskuteczne, a leki przeciwzakrzepowe są groźne dla zdrowia, pozostaje zabieg chirurgiczny.

Podczas zabiegu chirurgicznego można dosłownie obejść problem stenozy (zwężenia) tętnicy, wszczepiając dodatkowe połączenia między tętnicami.

Rezultat takiej operacji jest natychmiastowy. Na tym właśnie polega słynne wszczepienie by-passów.

Jednakże zabieg ten jest niezwykle obciążający. Wymaga on znieczulenia ogólnego, otwarcia klatki piersiowej oraz zatrzymania akcji serca, które musi przestać bić, aby można było wykonać zabieg. Ponadto podczas zabiegu konieczne jest użycie pompy do krążenia pozaustrojowego, która co prawda jest niezbędna do utrzymania pacjenta przy życiu, ale jest szkodliwa dla organizmu, szczególnie w przypadku przedłużającego się zabiegu.

Obecnie zabiegi te można przeprowadzać z wykorzystaniem robotów, dzięki czemu nie trzeba otwierać klatki piersiowej ani stosować krążenia pozaustrojowego.

Trzeba jednakże pamiętać, że wszczepienie by-passów powinno być ostatecznością.

Podobnie jak leki przeciwzakrzepowe, zabieg ten może uratować życie w nagłym przypadku.

Kiedy z powodu zwężonej tętnicy narządom chronicznie brakuje krwi, dochodzi do naturalnego pomostowania (wytworzenia krążenia obocznego). Nowe tętnice omijają zwężenie i nie trzeba przeprowadzać zabiegu.

Takie zjawisko zachodzi jednak tylko w przypadku często używanych narządów. Innymi słowy, organizm jest w stanie sam poradzić sobie z problemem, ale pod warunkiem prowadzenia zdrowego, aktywnego trybu życia (ćwiczenia około min. 30 minut dziennie aż do lekkiej zadyszki i spocenia się).

W przypadku wszczepienia by-passów i prowadzenia siedzącego trybu życia nowe tętnice ponownie zaczynają się zwężać. Wtedy prawdopodobnie znowu trzeba będzie przeprowadzić operację, co niesie za sobą różne zagrożenia.

Teraz już wiesz, że pomostowanie wieńcowe należy przeprowadzać wyłącznie w sytuacjach nagłych. Naturalne pomostowanie jest skuteczniejsze, mniej ryzykowne i wiąże się z mniejszymi kosztami. Kardiolodzy powinni według mnie przede wszystkim zalecać zmianę stylu życia, a nie przepisywać leki i wysyłać na operacje.

Tak się jednak nie dzieje, ponieważ całkiem niedawno pojawiły się nowe rozwiązania: angioplastyka, którą zaczęto stosować pod koniec lat 70. ubiegłego wieku, oraz stentowanie – w praktyce stosowane od około 1980 r.

Iluzja postępu technologicznego w medycynie

Angioplastyka polega na usunięciu zwężenia bez pomostowania.

Chirurg wprowadza do tętnicy wieńcowej cewnik zwany cewnikiem prowadzącym.

Cewnik ten jest wsuwany aż do miejsca zwężenia, a następnie wprowadzany jest cewnik z balonikiem nadmuchiwanym pod ciśnieniem.

Pozwala to na rozszerzenie przewężonego naczynia.

Na początku rezultaty są zadziwiające. Tętnica rozszerza się, ponownie umożliwiając przepływ krwi. Jak jednak łatwo sobie wyobrazić, płytka miażdżycowa przygnieciona balonikiem na nowo się zabliźnia i narastają na niej nowe komórki. W 40% przypadków po około pół roku po wprowadzeniu balonika tętnice zwężają się ponownie (czyli następuje tzw. restenoza).

„To nieważne” – orzekli pod koniec lat 80. ubiegłego wieku specjaliści kardiolodzy, kiedy dowiedzieli się o ograniczeniach wiążących się z zabiegiem angioplastyki. „Możemy wstawić do tętnicy niewielką rurkę, która zapobiega jej ponownemu zwężaniu się.”

Wynalazek ten nazwano stentem i zaczęto go wstawiać niemal bez umiaru. Zapominano przy tym, że:

  • wszczepionych stentów nie można usunąć. W razie problemów, cóż, pacjent musi nauczyć się z tym żyć (lub umrzeć);
  • stent, jak łatwo sobie wyobrazić, nie jest tak gładki jak naczynia krwionośne. Wręcz przeciwnie – chropowaty, do którego płytki krwi uwielbiają się przyklejać i tworzyć zakrzepy. W związku z tym pacjentowi po zabiegu należy podawać leki przeciwzakrzepowe, które z kolei zwiększają ryzyko wystąpienia krwawienia (a więc również udaru krwotocznego);
  • komórki tętnic szybko narastają we wnętrzu stentu i w 25% przypadków dochodzi do restenozy.

„To nieważne” – znowu stwierdzili specjaliści kardiolodzy.

Na początku XXI wieku wynaleźli oni tzw. aktywne stenty, pokryte uwalnianą stopniowo substancją zapobiegającą restenozie. Rozwiązanie idealne? Skądże – aby tętnice ponownie się nie zwęziły, pacjent musi latami przyjmować leki przeciwzakrzepowe!

A długotrwałe zażywanie leków przeciwzakrzepowych prowadzi nie tylko do zwiększonego ryzyka krwotoku, ale także sprzyja powstawaniu wrzodów żołądka. W efekcie trzeba przyjmować leki zmniejszające kwaśny odczyn soków żołądkowych, których poważną wadą jest utrudnienie trawienia pokarmów. A to z kolei prowadzi do niedoborów żywieniowych i sprzyja nawet chorobom śmiertelnym. Istna lawina efektów ubocznych!

Kardiolodzy przyparci do muru

Przez długi czas pomniejszano znaczenie tych niedogodności, jednakże kardiolodzy zaczęli mieć pewne wątpliwości.

Zauważono, że udary krwotoczne występują częściej, niż sobie to wyobrażano (40% przypadków udarów), a z pozostałych 60% aż 40% miało charakter kryptogenny, czyli nieznaną przyczynę.

Wniosek: należy jak najmniej ingerować w fizjologię chorego, aby nie spowodować (oczywiście nieumyślnie) katastrofy!

Dlatego też większość najbardziej obeznanych z tematem kardiologów, w tym doskonały dr Michel de Lorgeril, z CNRS w Grenoble, nawołują w przypadku chorób dotykających serca i tętnic do stosowania prostszych, bardziej naturalnych i mniej inwazyjnych metod leczenia.

W 2004 roku niemiecki kardiolog Rainer Hambrecht stał się sławny dzięki porównaniu dwóch grup pacjentów ze stenozą naczyń wieńcowych. W pierwszej grupie znaleźli się pacjenci, którzy nie przeszli żadnego zabiegu chirurgicznego, nie brali leków i uprawiali umiarkowaną aktywność fizyczną. Pacjenci z drugiej grupy przeszli zabieg wszczepienia stentu i wrócili do poprzedniego trybu życia. Po 12 miesiącach 42% pacjentów z wszczepionym stentem zaczęło ponownie odczuwać problemy; w grupie osób ćwiczących było to tylko 12%. Ponadto pacjenci z grupy uprawiającej ćwiczenia byli wyraźnie w lepszej formie.

Należy zatem przestać faszerować osoby cierpiące na choroby serca i tętnic lekami! Poza sytuacjami nagłymi trzeba unikać wszelkich zabiegów chirurgicznych. Osoby cierpiące na miażdżycę tętnic lub osoby po udarze mózgu powinny przejść na zdrowy styl życia, codziennie uprawiać umiarkowane ćwiczenia fizyczne, stosować dietę śródziemnomorską (Michel de Lorgeril zaleca dietę kreteńską). A przede wszystkim nie zażywać leków obniżających stężenie cholesterolu, ponieważ nie zapobiegają one incydentom naczyniowo-sercowym i mają wiele skutków ubocznych.

Należy jednak unikać wyczynowego uprawiania sportu, ponieważ może to prowadzić do udaru mózgu.

Jak zmotywować się do zmiany stylu życia?

Nowa generacja kardiologów, świadomych wyższości takiego podejścia do leczenia, stanęła przed poważnym problemem. Zdali sobie oni sprawę, że pacjenci nie potrzebują nowego leku ani nowych technologii, ale wsparcia, dzięki któremu odnajdą oni motywację do zmiany stylu życia. Nikt ich tego nie nauczył na studiach…

Oczywiście nie jest łatwo w znaczący sposób zmienić czyjś styl życia. Nawet codzienna praca z trenerem może być niewystarczająca.

Jest to szczególnie trudne w dzisiejszych czasach, kiedy żyje się w pośpiechu i ciągłym stresie, które sprawiają, że regularne uprawianie sportu i przygotowywanie organicznych posiłków staje się utopią.

Michel de Lorgeril w swojej książce „Prévenir l’infarctus et l’AVC” (Zapobieganie zawałom i udarom) pisze tak:

„Aby odnieść sukces i zrelaksować się – palę papierosy i nie dbam o jakość posiłków; aby mieć więcej czasu – pomijam posiłki. Bieganie dwa lub trzy razy w tygodniu znajduje się na końcu mojej listy, ponieważ przez palenie i złe odżywianie odczuwam przewlekłe zmęczenie7”. Czyż to nie jest prawdziwe i nagminne?

Przy tego typu pacjentach, gdzie wprowadzanie zmian w stylu życia jest trudne, kardiolodzy odczuwają czasem nieodpartą chęć przepisania po prostu leków obniżających ciśnienie krwi, stężenie cholesterolu i zmniejszających krzepliwość oraz zalecają zabieg chirurgiczny.

Łatwo wybrać się do apteki i łykać tabletki dwa czy trzy razy dziennie, popijając szklanką wody. Zabieg jest nieco droższy, ale przecież wystarczy zarezerwować tylko termin. Pacjent przychodzi do szpitala rano, jest znieczulany, a kilka dni później wraca do domu. W tym właśnie celu powstał system opieki zdrowotnej.

Z kolei wprowadzenie sporych zmian w stylu życia wymaga znacznego wysiłku oraz nieustającej pracy nad sobą. Pracy, którą musi wykonać tylko on sam.

W obliczu tak radykalnej zmiany pojawia się wiele ważnych pytań.

Po co mam się starać? Co tak naprawdę motywuje mnie do wstawania rano i ćwiczenia? W jaki sposób mam wyeliminować wszystkie produkty, które mi szkodzą? Skąd wziąć energię na zmianę miejsca pracy, by przenieść się na spokojne, ale pewnie mniej płatne i mniej prestiżowe stanowisko, ale gdzie będę mógł prowadzić zdrowszy tryb życia? Czy naprawdę chcę poczuć się lepiej?

Niestety odpowiedzi na te pytania nie znajdziesz na recepcie czy podczas sesji z psychologiem.

Należy zastanowić się nad dwiema kwestiami: po co i dlaczego żyję? Trzeba na nowo dokonać wyborów związanych z nauką, pracą, związkami czy rodziną.

Gdzie znaleźć wiarygodne informacje? Jak uniknąć manipulacji i niekompetentnych osób, które pragną tylko moich pieniędzy?

Wystarczy skromna, lecz darmowa pomoc przesłana pocztą elektroniczną…

Staramy się iść tą drogą i przekazywać osobom potrzebującym ważne informacje o zdrowiu, życiu i naturalnych sposobach leczenia.

Czasami w nocy budzę się z pomysłem, który wydaje mi się użyteczny i oczywisty. Często jednak sam pomysł blednie w blasku poranka…

Aby coś zmienić, trzeba po prostu wziąć się do pracy. Znajduj więc pomysły, które w konstruktywny sposób pomogą Ci w życiu i je wdrażaj. Zdarza się, że w naszym biurze pojawia się list od Czytelnika, który pisze, że nasze porady mu pomogły, że czuje się lepiej, że patrzy na życie inaczej i bardziej pozytywnie…, a wszystko dzięki Poczcie Zdrowia!

To bardzo miłe. Wracamy więc do pracy ze zdwojoną radością i nadzieją, aby pomóc tym, którzy chcą wprowadzić zmiany. Po to, żeby prowadzić dłuższe, zdrowsze i szczęśliwsze życie.

Dziękuje Wam wszystkim!
Jean-Marc Dupuis

 

Źródła:

  1. Badania instytutów: Framingham, Wolfson, MRFIT, Honolulu.
  2. „Modifiable Etiological Factors and the Burden of Stroke from the Rotterdam Study: A Population-Based Cohort Study” badanie opublikowane w kwietniu 2014 roku.
  3. Badanie ILLUMINATE (2007), opublikowane w „New England Journal of Medicine”.
  4. S. Sultan and N. Hynes, „The Ugly Side of Statins. Systemic Appraisal of the Contemporary Un-Known Unknowns”, Open Journal of Endocrine and Metabolic Diseases, Vol. 3 No. 3, 2013, pp. 179-185. doi: 10.4236/ojemd.2013.33025.
  5. Cholesterol jest niezbędny do budowy neuronów, a statyny z kolei obniżają poziom cholesterolu. Statyny zwiększają współczynnik kwasów omega-6/omega-3, co powoduje pogorszenie funkcji poznawczych, jak pisze w swojej książce Michel de Lorgeril „Cholestérol, Mensonges et Propagande” (Cholesterol, kłamstwa i propaganda), Thierry Souccar Editions, s. 211.
  6. Szwedzkie badanie naukowe opublikowane w czerwcu 2013 r. w czasopiśmie naukowym „PlosOne”.
  7. Thierry Souccar Editions, s. 199.

 

tekst pochodzi ze strony:http://www.pocztazdrowia.pl/oczysc-swoje-tetnice-w-naturalny-sposob/

08:07, soeltech
Link Komentarze (3) »
piątek, 25 lipca 2014

 

Powstaje pytanie, dlaczego państwowe organy ds. zdrowia publicznego tak mało się tym zajmują?

Czym zajmują się instytucje służby zdrowia?

Instytucje służby zdrowia we Francji od kilkudziesięciu lat zadowalają się usilnym wmawianiem społeczeństwu, że wystarczy mieć zbilansowaną dietę. Przeznaczają wielkie pieniądze na badania i na kampanie informacyjne w walce z żywnością zbyt tłustą, zbyt słodką, zbyt słoną, ale nie robią absolutnie nic, aby poinformować społeczeństwo o korzyściach suplementacji – jak się okazuje – nieuniknionej.

Wręcz przeciwnie, nieustannie zaostrza się przepisy prawa przeciwko producentom suplementów. Często doprowadza to ich do bankructwa, przeniesienia się za granicę lub do działania półlegalnie. Już nawet za samo informowanie o efektach przyjmowania produktów stosowane są wobec producentów coraz większe restrykcje i coraz bardziej bezwzględne represje.

Zgodnie z aktualnie obowiązującymi przepisami w Europie, dopuszczalne są wyłącznie takie oświadczenia dotyczące działania leczniczego, które zostały zdefiniowane i zredagowane przez samą Komisję Europejską. Producenci nie mają najmniejszego pola manewru, aby informować swoich klientów o zaletach tej czy tamtej substancji. Mogą co prawda wnioskować o zatwierdzenie danego oświadczenia przez Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA), z tymże takie wnioski w 95% przypadkach są odrzucane…

Cel jest bardzo jasny. Chodzi o to, aby w końcu nałożyć na suplementy diety takie same restrykcje jak na leki. Chodzi też o to, aby ograniczyć dystrybucję suplementów wyłącznie do aptek, co wiąże się z ogromnymi konsekwencjami w zakresie cen, a także ze zmniejszeniem oferty. To dokładnie tak, jakby zmuszać osoby pragnące się odchudzić, do kupowania całej żywności w aptece.

Po tej samej stronie są media. To proste, media nigdy na szerszą skalę nie informują o licznych badaniach przedstawiających korzyści zdrowotne suplementów diety. Za to każda publikacja naukowa, która kładzie choć cień podejrzeń co do bezpieczeństwa suplementów, wywołuje medialną histerię, w stylu: a nie mówiliśmy. Dotyczy to również i przede wszystkim publikacji jednostronnych, niewiarygodnych i zupełnie niepopartych dokładnymi badaniami13.

Ta wrogość dla zasady wobec suplementów diety ma poważne konsekwencje zdrowotne dla społeczeństwa. Jednak urzędników – ekspertów z zakresu żywienia takie konsekwencje nie martwią. Według nich, suplementacja jest uzasadniona tylko pod kontrolą lekarza oraz wyłącznie wtedy, gdy wyraźnie wystąpią objawy kliniczne niedoborów, czyli inaczej mówiąc, końcowe stadium (czyli przedśmiertne) niedożywienia: szkorbut w przypadku witaminy C, beri-beri w przypadku witaminy B1, osteomalacja czy krzywica w przypadku witaminy D.

Tymczasem suplementy wieloskładnikowe o dobrze dobranych proporcjach witamin i minerałów oraz właściwe spożycie białka mogłyby w znaczący sposób przyczynić się do wydłużenia życia w dobrym zdrowiu, jednocześnie zmniejszając wydatki na zdrowie. Przyjmowanie jednego multiwitaminowego suplementu dobrej jakości jest w rzeczywistości naprawdę dużo niższym kosztem w porównaniu do wydatków na leki. Nie wspominając już o ogromnych wydatkach związanych z hospitalizacją, umieszczaniem chorych w specjalistycznych ośrodkach, rehabilitacją oraz opieką nad osobami starszymi, wykazującymi niedobór jednego lub wielu składników odżywczych i utratę masy mięśniowej.

Jakie suplementy diety zażywać?

O ile niedobory niektórych składników odżywczych występują u większości mężczyzn i kobiet, młodych i starych, chorych i zdrowych, o tyle ilości skutecznej suplementacji zależą od sytuacji, trybu życia oraz indywidualnych cech każdej osoby.

Zważywszy na to, że większość z nas nie może liczyć na żadnego specjalistę ds. zdrowia, który doradziłby mu suplementację w sposób dokładny i długofalowy, każdy musi sam we własnym zakresie poszukiwać informacji, aby poprawić swoje zdrowie.

Wynik takich poszukiwań nigdy nie będzie łatwy i szybki. Będzie się zmieniał, w miarę coraz większego rozumienia mechanizmów fizjologicznych, jak również z uwagi na dostępność produktów – coraz precyzyjniejszych i często wieloskładnikowych. Musisz pogodzić się z faktem, iż Twoje zdrowie wymaga zaangażowania i trochę czasu.

Suplementy diety dzielą się na wiele kategorii:

§  Witaminy, minerały, mikroelementy i aminokwasy: witaminy i minerały są zwykle dostępne w formie kompleksów multiwitaminowych, których jakość może być bardzo różna. Warto zauważyć, że produkty sprzedawane w supermarketach mają często obniżone dawki. Kupuj je w sklepach z odżywkami dla osób aktywnych, sklepach zielarskich i eco. Aminokwasy to cegiełki budujące białka. Mikroelementy, takie jak chrom, cynk i selen, obecne w bardzo małej ilości w ciele ludzkim, odgrywają kluczową rolę w wielu systemach enzymatycznych;

§  Tłuszcze: sprzedawane w formie kapsułek żelowych, to najczęściej oleje z ryb bogate w kwasy tłuszczowe omega-3. Ich skuteczność (i cena) są zróżnicowane w zależności od zawartości DHA i EPA. Inne tłuszcze też mają właściwości odżywcze, jak na przykład fosfatydyloseryna czy fosfatydylocholina, a także omega-7, omega-9 i omega-3 pochodzenia roślinnego. Wybieraj dobre oleje spożywcze: rzepakowy, z orzechów włoskich, oliwę z oliwek, olej lniany, mieszanki z innymi olejami i tłuszczami zwierzęcymi, z olejem kokosowym czy palmowym). Regularne spożycie (co najmniej 2 razy w tygodniu) tłustych ryb, pozwala na ograniczenie (lecz niewyeliminowanie) potrzeby dodatkowej suplementacji;

§  Produkty zbliżone do produktów spożywczych: wyciągi z owoców bogatych w antyoksydanty, przyprawy, algi takie jak spirulina czy chlorella, korzeń z żeń-szenia czy korzeń imbiru, sproszkowane warzywa lub kiełki zbóż. Możesz je dostać w różnej formie (kapsułki, tabletki, proszek, napoje) i pozwolą pokryć zapotrzebowanie na składniki, które trudno stosować w tradycyjnej kuchni polskiej;

§  Rośliny lecznicze: całe rośliny lub wyciągi z roślin, grzyby, olejki eteryczne, nalewki, herbatki. Różnorodność jest ogromna, a popyt na nie wciąż rośnie. Pamiętaj, że wiele roślin jest skutecznych tylko wtedy, gdy zażywasz je w formie odpowiednio stężonego ekstraktu. Tak jest w przypadku kurkuminy (pozyskiwanej z kurkumy – ma właściwości przeciwnowotworowe) lub ginkgo biloba, który ma właściwości ochronne dla naczyń krwionośnych i dla mózgu (potrzeba 50 g liści, aby otrzymać 1 g substancji aktywnej);

§  Drożdże, probiotyki, kompleksy enzymatyczne, hormony (DHEA, melatonina, testosteron, fitoestrogeny, oksytocyna) dopełniają „arsenał” zalecanych suplementów. Istnieje jeszcze wiele innych produktów, które trudno zaklasyfikować do powyższych kategorii, a które mają wyjątkowe działanie na wybrane choroby oraz w walce ze starzeniem organizmu.

Zauważ, że jeśli równocześnie przyjmuje się różne leki to niepożądane skutki uboczne są licznie i często poważne. Natomiast jeśli przyjmiesz kompleksowo wiele składników odżywczych, jak witaminy, minerały, tłuszcze czy aminokwasy, uzyskasz korzystniejsze efekty niż w przypadku pojedynczej suplementacji.

Dlatego zażywanie chociażby kompleksu multiwitaminowego: witaminy D, witaminy C, omega-3 i probiotyków jest pierwszym krokiem ku skutecznej suplementacji. Efekty będą silniejsze, jeśli zażywasz jednocześnie inne substancje odżywcze, zaczynając oczywiście od tych, których niedobór jest u Ciebie największy.

Poza tym, suplementy diety są szczególne ważne dla osób, które są zdrowe. Ponieważ to takim osobom suplementy umożliwią osiągnięcie najlepszych efektów, co pozwala im zapobiec chorobom i zwiększyć długość życia. Zła wiadomość jest taka, że niewłaściwe odżywianie, palenie papierosów, brak ruchu i stres powodują szkody, które w żaden sposób nie naprawi żaden suplement.



Zdrowia życzę!

Jean-Marc Dupuis

 

PS: Ryzyko, że umrzesz na chorobę związaną z Twoim stylem życia, wynikającą ze sposobu odżywiania się, palenia tytoniu lub braku aktywności fizycznej, wynosi aż 3 do 5. Tak wynika z badań Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Ale masz aż 80% szans, aby uniknąć tych chorób, podejmując proste środki zaradcze, prawdopodobnie nieznane Twojemu lekarzowi.

Teraz możesz je poznać, oglądając to wideo.Włącz dźwięk na swoim komputerze, siądź wygodnie i wejdź na tę stronę:http://landing.pocztazdrowia.pl/DN01J5PZ00

 

 

**********************

Tekst pochodzi ze strony: http://www.pocztazdrowia.pl/suplementy-zastrzyk-dla-twojego-zdrowia/

**********************

Źródła:

  1. Vioxx: Le médoc qui a fait 40 000 morts aux Etats-Unis… et aucun en France?,http://www.lesmotsontunsens.com/vioxx-le-medoc-qui-a-fait-40-000-morts-aux-etats-unis-et-aucun-en-france-8786
  2. Le Mediator aurait fait jusqu’à 1 800 morts,http://www.lemonde.fr/sante/article/2013/04/12/mediator-entre-1-300-et-1-800-morts-causees-a-long-terme_3158818_1651302.html
  3. Somnifères, antidépresseurs, tranquillisants: les vrais dangers,http://tempsreel.nouvelobs.com/le-dossier-de-l-obs/20121023.OBS6715/somniferes-antidepresseurs-tranquillisants-les-vrais-dangers.html
  4. Un état des lieux du cancer en France,http://sante.lefigaro.fr/actualite/2013/07/12/20955-etat-lieux-cancer-france
  5. Le bilan annuel des médicaments à écarter,http://www.prescrire.org/Fr/109/538/49137/3113/ReportDetails.aspx
  6. Idée reçue n°4 „Une alimentation variée et équilibrée couvre tous nos besoins”,http://www.lanutrition.fr/bien-comprendre/les-complements-alimentaires/les-idees-recues-sur-les-complements-alimentaires/idee-recue-n4-une-alimentation-variee-et-equilibree-couvre-tous-nos-besoins.html
  7. Le déficit en vitamine D touche fortement les Français, http://www.lanutrition.fr/les-news/le-deficit-en-vitamine-d-touche-fortement-les-francais.html
  8. Hercberg S, Preziosi P, Galan P, Deheeger M, Dupin H. Dietary intake in a representative sample of the population of Val-de Marne: II.Supply of macronutrients. Rev Epidemiol Sante Publique. 1991;39(3):233-44
  9. de Carvalho MJ, Guilland JC, Moreau D, Boggio V, Fuchs F. Vitamin status of healthy subjects in Burgundy (France). Ann Nutr Metab. 1996;40(1):24-51
  10. de Carvalho MJ, Guilland JC, Moreau D, Boggio V, Fuchs F. Vitamin status of healthy subjects in Burgundy (France).Ann Nutr Metab. 1996;40(1):24-51
  11. Hercberg S, Preziosi P, Galan P, Deheeger M, Papoz L, Dupin H. [Dietary intake of a representative sample of the population of Val-de-Marne; III. Mineral and vitamin intake]. Rev Epidemiol Sante Publique. 1991;39(3):245-61
  12. Hercberg S. Communiqué de la coordination nationale SU.VI.MAX. Paris, 6 novembre 1998
  13. Ces compléments alimentaires qui ne servent à rien – Les mises au point de Gestion Santé, http://gestionsante.free.fr/complementation_ne_sert_a_rien.htm#medias
07:33, soeltech
Link Komentarze (1) »

Przez pięćdziesiąt lat po II wojnie światowej medycyna żyła w złudzeniu, że prędzej czy później wymyśli lek na każdą chorobę.

Aby żyć jak najdłużej bez chorób, wystarczyłoby zaczekać, aż naukowcy odkryją skuteczne leki. Z kolei dbałość o odżywianie, higienę i styl życia uznano za przeżytek.

Taka strategia na początku działała. Medycyna wymyśliła szczepionki i antybiotyki na większość chorób zakaźnych i wydawało się to skuteczne, ponieważ faktycznie liczba zachorowań na wiele chorób znacznie się zmniejszyła.

W latach 70. ubiegłego wieku naukowcy dali się ponieść entuzjazmowi i obiecali społeczeństwu, że wkrótce odkryją szczepionki lub lekarstwa, które umożliwią leczenie raka, chorób krążenia, choroby zwyrodnieniowej stawów, cukrzycy, otyłości, choroby Alzheimera i Parkinsona, stwardnienia rozsianego, depresji, alergii… jeśli tylko otrzymają niezbędne dofinansowanie.

Co było dalej, wiemy. Nigdy nie zrealizowano obietnic, większość tych chorób występuje coraz częściej, a odsetek chorych jest wyższy niż kiedyś. Próby leczenia „cudownymi pigułkami” doprowadziły do serii skandali i kilkudziesięciu tysięcy zgonów. I tak np.:

  • tabletki na chorobę zwyrodnieniową stawów – Vioxx, były prawdopodobną przyczyną śmierci 40 tysięcy osób1;
  • tabletki na choroby krążenia – statyny, były prawdopodobną przyczyną 1200 zgonów w samej tylko Francji;
  • tabletki na cukrzycę – Mediator, prawdopodobnie doprowadziły do 1800 zgonów2.

Środki nasenne, leki uspokajające i antydepresanty okazały się mieć dużo więcej skutków ubocznych niż korzyści3. W zakresie chorób degeneracyjnych (choroba Alzheimera, choroba Parkinsona, stwardnienie zanikowe boczne), medycyna stoi w miejscu. Przez pół wieku, mimo gigantycznych nakładów finansowych, nie znaleziono żadnego leku, nawet spowalniającego rozwój tych chorób.

W zakresie nowotworów, porażka jest całkowita. Podczas ostatnich 30 lat liczba zachorowań na nowotwory po prostu eksplodowała4. Jeśli ktoś mówi o „postępie”, chodzi przede wszystkim o lepszą diagnostykę, dzięki masowym akcjom badań przesiewowych wczesnego wykrywania raka. Ale śmiertelność wcale nie spada. Między 1980 r. a 2012 r., liczba zgonów na raka wzrosła o 11% u mężczyzn i o 20,3% u kobiet, czyli w dużym przybliżeniu tyle samo, o ile wzrosła liczba ludności.

W obliczu tej trudnej bitwy, uniwersyteckie środowiska medyczne poddają się, a nawet popadają w cynizm. Skoro tak czy inaczej wyleczyć ludzi nie można, skoro od lat nie znaleziono żadnego godnego zainteresowania leku5, pozostaje tylko zarządzać bieżącymi sprawami. Czyli zmniejszać długość przebywania w szpitalu, aby nie dopuszczać do braku łóżek, ograniczać zwrot kosztów leczenia i leków, aby nie dopuścić do bankructwa systemu, otwierać więcej ośrodków opieki paliatywnej, a nawet zachęcać do eutanazji chorych i starych. Wszytko w imię „społecznego rozwoju”.

Z kolei firmy farmaceutyczne ograniczyły się do kombinowania, żeby właściwe instytucje dopuszczały do obrotu coraz większe ilości leków. Znalazły też inny sposób: ponowne wprowadzanie na rynek tych samych substancji, ale pod nowymi nazwami, aby przedłużyć ważność patentów i uniknąć konkurencyjnych zamienników.

Te żałosne środki można by usprawiedliwić, gdyby były nieuniknione, gdyby naprawdę nie było innego wyjścia.

Jednak rzeczywistość jest zupełnie inna.

Od lat 60. ubiegłego wieku w Stanach Zjednoczonych za sprawą Linusa Paulinga, dwukrotnego laureata nagrody Nobla, rozwinęło się inne podejście do zdrowia: medycyna ortomolekularna.

Podejście medycyny ortomolekularnej różni się radykalnie od podejścia dominującej medycyny akademickiej. Nie lokuje nadziei na wyleczenie i długowieczność w hipotetycznych lekach, które miałyby leczyć choroby. Przeciwnie, pomaga osobom zdrowym, aby takimi pozostały. Zapobiega chorobom i je leczy, dostarczając takie ilości substancji odżywczych oraz witamin i minerałów, których organizm potrzebuje do optymalnego funkcjonowania. Te odpowiednio dostosowane ilości różnią się w zależności od osoby, jej wieku, stylu życia i aktualnego stanu zdrowia.

Medycyna ta odniosła piorunujący sukces w USA, gdzie korzysta z niej kilkadziesiąt milionów ludzi, aby podnieść swoją sprawność sportową, zapobiegać chorobom i opóźnić proces starzenia. Powstały ośrodki badawcze, stowarzyszenia i liczne publikacje, aby rozwijać i promować takie podejście. W Polsce popularność zyskał podobny nurt i dieta strukturalna dr. Bardadyna.

Zbilansowana dieta nie wystarczy

Instytucje z zakresu zdrowia publicznego wciąż podtrzymują mit jakoby wystarczyło jeść trochę wszystkiego, aby uniknąć ryzyka niedoborów. Jedzenie, ruch i pięć porcji owoców oraz warzyw dziennie – teza ta nadal dominuje.

To kłamstwo! W rzeczywistości, nawet jedząc zbilansowane wszystkie posiłki, nie jest możliwe uzyskanie optymalnego poziomu wielu podstawowych składników odżywczych, w tym przykładowo: witamin D, C, B1, B6 i E6. Zapotrzebowanie na te składniki jest bardzo wysokie, co wynika ze współczesnego stylu życia, z ubogiej odżywczo sklepowej żywności oraz ze zmieniających się zwyczajów żywieniowych (np. niskie spożycie bogatych w rzadkie składniki odżywcze podrobów: wątroby, nerek, serca czy grasicy).

W rezultacie spora część społeczeństwa nie osiąga takiego poziomu zdrowia, jaki byłby możliwy, gdyby poziom składników odżywczych był optymalny. Nie udaje to się nawet osobom, które spożywają żywność zbilansowaną i ekologiczną, a nawet tym, które przyjmują codziennie suplementy odżywcze!

Badanie NutriNet, opublikowane w 2013 r., wykazało niedobory magnezu u 51,3% kobiet i u 38,8%. U mężczyzn nieprzyjmujących suplementów stwierdzono niedobory magnezu wielkości 60,4%, a u przyjmujących – 46,5%.

Daleko więc nam do normy. A według badania NutriNet, podobna sytuacja występuje w przypadku witaminy E, witaminy C, cynku, wapnia, wielu witamin z grupy B oraz żelaza u kobiet.

Te niepokojące wyniki potwierdzają to, co wykazywały również poprzednie badania:

  • 80% osób dorosłych wykazuje niedobory witaminy D7;
  • 40-90% osób spożywa mniej niż 2/3 zalecanego spożycia cynku8;
  • 20% ludności ma biologiczne objawy niedoboru witaminy B19;
  • 16% ludności ma objawy niedoboru witaminy B610;
  • 20% mężczyzn ma niski poziom witaminy C11;
  • 23% kobiet ma zbyt małe zapasy żelaza12.

Takie niedobory odżywcze skutkują wyższym ryzykiem chorób, mniejszą odpornością na infekcje, słabszym systemem odpornościowym, niższym poziomem energii, słabszą odpornością na stres, skróceniem długości życia i… zwiększonymi wydatkami na zdrowie.

********************************************************************************

Na pewno otrzymujesz wiele – mniej lub bardziej wiarygodnych – ofert naturalnych leków przeciw różnym problemom zdrowotnym. Tylko niektóre z nich rzeczywiście są skuteczne.

W co wierzyć? Jak wybrać preparaty, które naprawdę pomogą Ci chronić zdrowie, nie wydając fortuny (na przykład wykorzystując to, co masz na półce w swojej kuchni)? Tutajznajdziesz wiarygodne, bezstronne, udowodnione naukowo informacje na ten temat:http://landing.pocztazdrowia.pl/welcome/DN01J4PZ00

********************************************************************************

 


Zdrowia życzę!

Jean-Marc Dupuis

 

PS: Ryzyko, że umrzesz na chorobę związaną z Twoim stylem życia, wynikającą ze sposobu odżywiania się, palenia tytoniu lub braku aktywności fizycznej, wynosi aż 3 do 5. Tak wynika z badań Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Ale masz aż 80% szans, aby uniknąć tych chorób, podejmując proste środki zaradcze, prawdopodobnie nieznane Twojemu lekarzowi.

Teraz możesz je poznać, oglądając to wideo.Włącz dźwięk na swoim komputerze, siądź wygodnie i wejdź na tę stronę:http://landing.pocztazdrowia.pl/DN01J5PZ00

 

 

**********************

Tekst pochodzi ze strony: http://www.pocztazdrowia.pl/suplementy-zastrzyk-dla-twojego-zdrowia/

**********************

Źródła:

  1. Vioxx: Le médoc qui a fait 40 000 morts aux Etats-Unis… et aucun en France?,http://www.lesmotsontunsens.com/vioxx-le-medoc-qui-a-fait-40-000-morts-aux-etats-unis-et-aucun-en-france-8786
  2. Le Mediator aurait fait jusqu’à 1 800 morts,http://www.lemonde.fr/sante/article/2013/04/12/mediator-entre-1-300-et-1-800-morts-causees-a-long-terme_3158818_1651302.html
  3. Somnifères, antidépresseurs, tranquillisants: les vrais dangers,http://tempsreel.nouvelobs.com/le-dossier-de-l-obs/20121023.OBS6715/somniferes-antidepresseurs-tranquillisants-les-vrais-dangers.html
  4. Un état des lieux du cancer en France,http://sante.lefigaro.fr/actualite/2013/07/12/20955-etat-lieux-cancer-france
  5. Le bilan annuel des médicaments à écarter,http://www.prescrire.org/Fr/109/538/49137/3113/ReportDetails.aspx
  6. Idée reçue n°4 „Une alimentation variée et équilibrée couvre tous nos besoins”,http://www.lanutrition.fr/bien-comprendre/les-complements-alimentaires/les-idees-recues-sur-les-complements-alimentaires/idee-recue-n4-une-alimentation-variee-et-equilibree-couvre-tous-nos-besoins.html
  7. Le déficit en vitamine D touche fortement les Français, http://www.lanutrition.fr/les-news/le-deficit-en-vitamine-d-touche-fortement-les-francais.html
  8. Hercberg S, Preziosi P, Galan P, Deheeger M, Dupin H. Dietary intake in a representative sample of the population of Val-de Marne: II.Supply of macronutrients. Rev Epidemiol Sante Publique. 1991;39(3):233-44
  9. de Carvalho MJ, Guilland JC, Moreau D, Boggio V, Fuchs F. Vitamin status of healthy subjects in Burgundy (France). Ann Nutr Metab. 1996;40(1):24-51
  10. de Carvalho MJ, Guilland JC, Moreau D, Boggio V, Fuchs F. Vitamin status of healthy subjects in Burgundy (France).Ann Nutr Metab. 1996;40(1):24-51
  11. Hercberg S, Preziosi P, Galan P, Deheeger M, Papoz L, Dupin H. [Dietary intake of a representative sample of the population of Val-de-Marne; III. Mineral and vitamin intake]. Rev Epidemiol Sante Publique. 1991;39(3):245-61
  12. Hercberg S. Communiqué de la coordination nationale SU.VI.MAX. Paris, 6 novembre 1998
  13. Ces compléments alimentaires qui ne servent à rien – Les mises au point de Gestion Santé, http://gestionsante.free.fr/complementation_ne_sert_a_rien.htm#medias
07:27, soeltech
Link Dodaj komentarz »

 


Wielu z Was pisze do mnie, że gdy tylko zaczyna mówić o witaminach i naturalnych suplementach diety, styka się z pobłażliwymi uśmiechami, drwiną, a czasem nawet pogardą.

Jeśli chodzi o lekarzy, coraz więcej otwiera się na naturalne metody, jednak pamiętajmy, że akurat oni muszą zachowywać ostrożność w tym zakresie. Wystarczą zbyt pochopne decyzje, aby od razu padały oskarżenia o sekciarskie metody lub szarlatanerię, jeśli tylko lekarze oddalą się od stricte klasycznej praktyki. W internecie można znaleźć niezliczoną liczbę blogów, forów i stron, na których ocenia się lekarzy. Aby utrzymać swoją karierę i dobre imię, lekarz po prostu nie może sobie pozwolić na ryzyko sporu. Ponieważ każde oskarżenie, nawet najbardziej niesłuszne, siłą rzeczy pozostawia ślady.

Co więc zrobić, aby lekarz pomógł Ci dobrze połączyć suplementy z dietą oraz ewentualnymi lekami, które Ci przepisuje?

Po pierwsze trzeba rozmawiać obiektywnie, bez nadmiernych emocji. Umieć odpowiadać spokojnie na zarzuty wobec naturalnych metod, podając sprawdzone argumenty (te znajdziesz w naszych publikacjach). To jedyny sposób na stopniową zmianę podejścia.

Poniżej podaję kilka najczęstszych zarzutów co do przyjmowania witamin i naturalnych suplementów, a także propozycje kontragrumentacji.

4 najczęstsze argumenty przeciw witaminom i suplementom diety

1. Nie ma dowodów naukowych

To najczęstszy zarzut. I najbardziej zadziwiający. Każdego roku publikowane są tysiące badań naukowych na temat oddziaływania składników odżywczych na organizm ludzki, zarówno w profilaktyce, jak i w leczeniu chorych.

Istnieje mnóstwo dobrze udokumentowanych podręczników, periodyków, czasopism naukowych i tysiące książek. Instytucje z zakresu zdrowia publicznego prowadzą ogromne bazy danych na temat składu każdego środka spożywczego, aby analizować, jak składniki odżywcze wpływają na zdrowie.

Na stronie Francuskiej Agencji ds. Bezpieczeństwa Żywności (ANSES) znajduje się informacja: Rola odżywiania w rozwoju lub w profilaktyce niektórych chorób, takich jak nowotwory, otyłość czy choroby układu krążenia, jest dziś naukowo udowodniona. Aby lepiej zapobiegać tym chorobom i poprawić stan zdrowia społeczeństwa, niezbędne jest dobrze wiedzieć, co się spożywa oraz jaki jest stan odżywienia organizmu1.

A więc nie tylko my o tym mówimy. Na szczęście!

2. Suplementy diety są niebezpieczne

Suplementy diety są wyjątkowo bezpieczne.

Są dużo bardziej bezpieczne niż jakikolwiek lek na receptę. Każdego roku tysiące Polaków umiera z powodu skutków ubocznych leków, mimo dokładnego stosowania się do zaleceń.

Ta liczba nie zawiera zgonów w wyniku wypadków (przypadkowe zażycie leków przez dzieci, błędy w dawkowaniu przez dorosłych, leki zanieczyszczone), ani też w wyniku samobójstw czy długoterminowego zażywania niektórych leków, które mogą przyspieszać zgon.

Dla porównania liczba osób, które umierają z powodów suplementów diety w ciągu roku, jest nieznaczna. Tak bardzo nieznaczna, że nawet nie jest prowadzona ewidencja tego typu przypadków. Prawdopodobnie zresztą dlatego, że przez większość lat i w większości krajów po prostu nie było żadnego zgonu z tego powodu.

Zewidencjonowane przypadki dotyczą przypadkowych zanieczyszczeń lub błędów w produkcji suplementu. Takie niebezpieczeństwo istnieje niestety w przypadku każdego produktu, również świeżego i jak najbardziej naturalnego.

Za to na próżno możesz szukać w rubrykach kroniki kryminalnej informacji o kimś, kto próbował popełnić samobójstwo, łykając witaminy…

Aczkolwiek, należy zwrócić szczególną uwagę na skład suplementów i ich jakość. Ze względu na to, że jest coraz większa konkurencja na rynku, producenci za wszelką cenę chcą zdobyć klientów sprytnymi chwytami marketingowymi. Radzę, aby sprawdzać suplementy (szczególnie ich skład) i kupować te najlepszej jakości z zaufanych źródeł.

3. Gdyby suplementy działały, lekarze by je przepisywali

A właśnie! Coraz więcej lekarzy przepisuje suplementy diety, a przynajmniej zaleca je swojej rodzinie i najbliższym…

Jak wspomniałem wyżej, pamiętajmy, że wiele osób czyha na to, co powiedzą lub zrobią lekarze, i jest w ciągłej gotowości, żeby oskarżyć ich o szarlatanerię.

Nie dziwi więc, że lekarze zachowują bardzo dużą ostrożność w tym zakresie.

Nie zapominajmy, że w czasie 6 lat podstawowego kształcenia lekarzy niewielka część zajęć poświęcona jest odżywianiu: głównie zapotrzebowaniu kalorycznemu oraz proporcji węglowodanów, tłuszczów i białek. Takie informacje mają ograniczone zastosowanie w późniejszej terapii chorych.

Nie uczy się wcale lub uczy bardzo mało na temat oddziaływania składników odżywczych. Zadaj pytanie lekarzowi, który właśnie ukończył wydział medyczny, co sądzi na temat tak powszechnych produktów jak omega-3, potas, witamina D czy probiotyki. Większość nie będzie wiedziała o nich zbyt dużo. I nie będzie to ich wina, bo nie tego uczono ich na zajęciach.

Trzeba też przyznać, że istnieje tak wiele naturalnych składników odżywczych, oddziałujących dobroczynnie na różne funkcje organizmu, że potrzeba by było wielu lat, aby posiąść taką wiedzę.

Dodajmy do tego fakt, że na witaminy, minerały, aminokwasy, kwasy tłuszczowe, rośliny i inne produkty, które można znaleźć w naturze, nie można otrzymać patentu. Oznacza to, że firmy farmaceutyczne nie mogą mieć wyłączności na nie, która pozwoliłaby im ustalać ceny według własnych kryteriów. Dlatego nie inwestują w nakłanianie lekarzy do zalecania tych produktów. W przeciwieństwie do leków, do których przekonuje wielu konsultantów medycznych za pomocą różnych metod.

To, że lekarze zwykle nie przepisują suplementów diety, nie ma nic wspólnego ze skutecznością tych produktów. Za to ma wiele wspólnego ze sposobem, w jaki są kształceni lekarze i w jakie regulacje prawne są uwikłani.

4. Zbilansowane odżywianie pokrywa pełne zapotrzebowanie na witaminy

Osoby, które uparcie chcą Ci tłumaczyć, że zbilansowana dieta pokrywa całe zapotrzebowanie na witaminy, to te same osoby, które wszędzie promują przekaz zachęcający ludzi do „jedzenia 5 porcji owoców i warzyw dziennie” oraz zniechęcający do jedzenia zbyt tłusto, zbyt słono i zbyt słodko. Jednocześnie są to te same osoby, które narzekają, że zbyt mało ludzi stosuje się do ich zaleceń i że jest coraz więcej chorób wynikających ze stylu życia. Stąd należy zwiększyć wydatki na promocję zdrowia.

Wszystkie badania pokazują, że u większości ludzi z krajów rozwiniętych brakuje jednego lub więcej podstawowych składników odżywczych. Dzisiejsze pożywienie nie zawiera już tylu wartościowych substancji co jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Winne temu są przemysłowe metody upraw, wszędzie stosowana chemia, zatrucie środowiska. Zażywanie codziennie suplementu multiwitaminowego zapewni Ci lepsze zdrowie i ochroni przed ryzykiem niedoborów odżywczych. Poza tym, właściwie dobrane suplementy diety pomagają w konkretnych problemach zdrowotnych, jeśli tylko dawka nie jest zbyt mała.

Podsumowując, nie trać nadziei. Z pozytywnym nastawieniem masz więcej szans spotkać lekarza, który zrozumie Twoje podejście, a może nawet się z nim zgodzi. Możesz z nim porozmawiać, aby włączyć witaminy i suplementy do swojej diety. Na pewno Ci to nie zaszkodzi.

Na zdrowie!
Jean-Marc Dupuis

Tekst pochodzi ze strony: http://www.pocztazdrowia.pl/multiwitaminowa-nagonka/

07:13, soeltech
Link Dodaj komentarz »
piątek, 20 czerwca 2014

Buzdyganek – cudowny suplement dla mężczyzn?

 

W tym tygodniu, chciałbym Cię ostrzec przed buzdygankiem naziemnym (Tribulus terrestris), słynnym suplementem, który rzekomo ma zwiększać potencję, wspomagać erekcję, podnosić poziom testosteronu i pobudzać przyrost mięśni. Buzdyganek jest jednym z najbardziej znanych suplementów diety dla mężczyzn. Jednak żadne badania nie wykazały przypisywanych mu cudownych właściwości.


Krótka historia buzdyganka

Wszystko zaczęło się wraz z upadkiem żelaznej kurtyny. Bułgarzy od zawsze pasjonowali się podnoszeniem ciężarów. Na Igrzyskach Olimpijskich w Seulu (w 1988 r.) bułgarscy sztangiści zdobyli 6 medali, w tym 4 złote.

Zachodnia prasa szybko dopytała sportowców, w jaki sposób udało im się osiągnąć taki wyczyn. A ci zdradzili swój sekret: zażywali buzdyganek, czyli roślinę, która podwyższa poziom hormonów (testosteronu, DHEA itp.) i przez to znacząco polepsza sprawność fizyczną1.

Nie trzeba było więcej, aby buzdyganek stał się gwiazdą suplementów diety w latach 90. Zażywali go zarówno kulturyści, aby upodobnić się do Schwarzeneggera, jak i mężczyźni, którzy liczyli na poprawę sprawności seksualnej. I jedni, i drudzy nieustannie liczyli na podniesienie poziomu testosteronu.

Wedle niektórych szacunków, uznaje się nawet, że sukces buzdyganka mocno przyczynił się do rozwoju rynku suplementów diety, w szczególności tych na budowę masy mięśniowej1.


Pochodzenie Tribulus terrestris

Uzdrawiacze z Indii, Chin, Japonii i Korei zalecają stosowanie buzdyganka w leczeniu zaburzeń seksualnych i niepłodności2.

Buzdyganek uprawiany jest również na Saharze w Afryce, na południu Europy oraz w ciepłych regionach Ameryki. To roślina wieloletnia, o żółtych kwiatach, preferująca miejsca ciepłe i suche. Istnieje wiele gatunków buzdyganka, jednak najpowszechniej występującym jest Tribulus terrestris, czyli buzdyganek naziemny.

Buzdyganek jest poszukiwany ze względu na owoce. Są małe, zielone i mają grube kolce w formie krzyża maltańskiego. Korzeniom przypisuje się właściwości wpływające na zdrowie seksualne3.

Jako przykład mający udowodnić skuteczność tej rośliny w podwyższaniu poziomu testosteronu, często przywołuje się badanie przeprowadzone w 1985 roku przez zespół dr Milanova z Bułgarii. 8 mężczyznom i 8 kobietom podawano 3 dawki 250 g wyciągu z buzdyganka naziemnego dziennie. Osoby, które na początku miały poziom testosteronu niższy od przeciętnego, uzyskały poziom w normie na koniec badania. Z kolei u osób, których poziom testosteronu już był na poziomie przeciętnym, nie zaobserwowano żadnych zmian4.

Problem w tym, że te wnioski, które i tak są mało znaczące, nie są uznawane, ponieważ nie spełniają współczesnych standardów przeprowadzania badań. Aby analizy były wiarygodne, należy przeprowadzić doświadczenia kliniczne na szerokiej populacji, oparte na metodzie podwójnie ślepej próby i w porównaniu względem placebo.

Dodatkowo pojawiły się nowe badania nad buzdygankiem, które przeprowadzono po 2000 roku.


Współczesne badania nie są rozstrzygające

W 2005 r. grupie mężczyzn podawano buzdyganek oraz placebo. Nie zaobserwowano żadnej znaczącej różnicy w produkcji androgenów, czyli tych wszystkich hormonów, które wzmacniają cechy męskie i muskulaturę (np. testosteron)5.

Badanie przeprowadzone w 2007 r. na grupie zawodników rugby wykazało, że buzdyganek nie wpływa na stężenie testosteronu znajdującego się w moczu. Nie zaobserwowano również przyrostu masy mięśniowej ani siły, w porównaniu z grupą przyjmującą placebo6.

Badanie z 2008 r. nie wykazało żadnego wzrostu poziomu testosteronu po kuracji buzdygankiem7.

Rzeczywista poprawa sprawności seksualnej została potwierdzona tylko u szczurów i u królików3.

U mężczyzn, którzy produkują szczególnie mało plemników (oligozoospermia), zaobserwowano lekko zwiększone libido po suplementacji buzdygankiem niż u tych przyjmujących placebo8. U mężczyzn zdrowych nie wykazano żadnej poprawy.

W marcu 2014 r. ukazała się praca naukowa podsumowująca wszystkie badania na temat buzdyganka. Wnioski są jednoznaczne: Poważne badania wykazują, że buzdyganek naziemny nie jest skuteczny w podwyższaniu poziomu testosteronu u ludzi. Oznacza to, że argumenty marketingowe stosowane przez producentów suplementów z buzdygankiem są twierdzeniami, które nie mają podstaw9.

Ogólnie ujmując, buzdyganek wydaje się trochę działać na pacjentów z obniżonym stężeniem testosteronu w organizmie. Natomiast u osób zdrowych nie zaobserwowano ani wzrostu poziomu testosteronu, ani żadnego innego pożądanego efektu.

Nie ma więc żadnych spektakularnych efektów po zażyciu buzdyganka, jak obiecują sprzedawcy czy jak mówili bułgarscy atleci.

Niektórzy wyjaśniają, że produkty na bazie buzdyganka, które są znane i skuteczne, uzyskują rzeczywiste efekty dzięki substancjom dodatkowym znajdującym się w składzie tych produktów. Miałoby to dotyczyć produktów zwiększających sprawność seksualną, które pod nazwą buzdyganka są tak naprawdę skuteczne tylko za sprawą substancji zwiększających popęd seksualny4.

Skoro buzdyganek jest nieskuteczny lub w najlepszym przypadku działa w wyniku efektu placebo, w jaki więc sposób ekipa bułgarskich sztangistów osiągnęła sukces w 1988 roku?


Mroczna historia dopingu

Jest pewien szczegół, o którym fani buzdyganka być może zapomnieli.

Otóż w 1988 r. ekipa bułgarskich sztangistów została zmuszona do opuszczenia Igrzysk Olimpijskich w Seulu przed ich zakończeniem. Bułgaria musiała oddać 2 z 4 złotych medali w podnoszeniu ciężarów z powodu skandalu dopingowego. Nie trzeba dodawać, że powodem nie był buzdyganek. Zawodnicy zażywali furosemid, aby nie wykryto u nich sterydów anabolicznych10.

Czy buzdyganek był więc alibi, aby ukryć doping?

Gdyby buzdyganek był prawdziwym sekretem zwycięstwa bułgarskich sztangistów, czy byliby na tyle głupi, aby ujawniać to całemu światu? Nie sądzę.

A może był to gigantyczny trik reklamowy dla bułgarskich producentów suplementów na bazie buzdyganka? Jeśli tak, to się udał. Konsumenci wierzą do tej pory.

Możesz się przejść po sklepach z suplementami i odżywkami dla osób aktywnych. Znajdziesz tam masę produktów na bazie buzdyganka. Sukces Bułgarów nadal przywoływany jest przez sprzedawców jako twardy argument sprzedażowy.

Mit ten nie został obalony nawet przez kolejne afery dopingowe w Bułgarii. W 2000 r. i w 2008 r., czyli w czasie Igrzysk Olimpijskich w Sidney i w Pekinie, u sztangistów z Bułgarii znowu wykryto niedozwolone substancje11.

Spróbuj porozmawiać dziś z kulturystą o bułgarskim buzdyganku, a zobaczysz, jak jego twarz się rozświetla. Mimo wszystko bułgarscy sportowcy są nadal symbolem skuteczności w dziedzinie podnoszenia ciężarów. Tej powszechnej opinii nie udało się zmienić, nawet mimo badań, które systematycznie wykazywały, że buzdyganek jest nieskuteczny, jeśli chodzi o oddziaływanie na testosteron.

Dlaczego mamy ufać oświadczeniom bułgarskich sztangistów na temat buzdyganka, skoro ciągle oszukują, aby wygrywać olimpiady?

 

Problem podejrzanych produktów wieloskładnikowych

Gdyby tylko jedyną wadą buzdyganka była nieskuteczność w podnoszeniu poziomu testosteronu, można by się z tym pogodzić. W aptekach, supermarketach i innych sklepach bez przerwy przecież widzimy jakieś nieskuteczne produkty. Marnuje się na nie pieniądze. Trudno. Ale przynajmniej nie ma dalszych konsekwencji.

Jednak w przypadku buzdyganka problem jest poważniejszy.

Po pierwsze, nie ma wystarczających danych, które potwierdziłyby nieszkodliwość tego produktu w dłuższej perspektywie czasowej2.

Po drugie, buzdyganek często jest sprzedawany w formie produktu wieloskładnikowego, czyli z dodatkiem innych substancji. Oddziaływanie tych mieszanek, potencjalnie niebezpieczne, jest jak dotąd słabo poznane. Skutki uboczne są zatem jak najbardziej realne! Ważne więc, abyś zwracał uwagę na skład suplementów z buzdygankiem.

Niektórzy twierdzą, że spośród różnych gatunków buzdyganka, Tribulus terrestris nie jest najskuteczniejszym z nich. Niewątpliwie, warto by było wykonać badania nad innymi gatunkami buzdyganka, zwłaszcza Tribulus alatus, w którym pokłada się pewne nadzieje1.

Zanim to jednak nastąpi, Ty już wiesz na czym się opierać, jeśli chodzi o skuteczność tej rośliny.

Raport Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego wykazał, że wiele suplementów diety poprawiających sprawność i wydajność, wytwarzanych w Europie i w USA, zawiera substancje dopingujące (np. testosteron) i nie informuje się o tym w ulotce lub na opakowaniu12. Konsumenci zauważają więc pozytywne efekty, ponieważ substancje aktywne są silne. Niestety, produkty te wywołują również skutki uboczne – działają toksycznie na wątrobę.

Mam głębokie przekonanie, że suplementy, które nie są „wystarczająco poważne”, jak buzdyganek właśnie, przyczyniają się do stworzenia krytycznej opinii na temat wszystkich suplementów, nawet tych najlepszych! Słabe suplementy to pięta achillesowa leczenia naturalnego. To wyrwa, do której łatwo mogą się przyczepić ci, którzy upodobali sobie dyskredytowanie medycyny naturalnej. I łatwo mogą nas z tej pozycji atakować. Jednak jeśli odetniemy uschnięte gałęzie, wtedy pozwolimy lepiej rosnąć zdrowym. A to przyniesie korzyści wszystkim.

Zdrowia życzę!
Eric Müller


Źródła:

  1. Espace Corps – Esprit forme, Le Cas du Tribulus Terrestris, quelques éléments de réponse, http://www.espacecorps-espritforme.fr/le-cas-du-tribulus-terrestris-quelques-elements-de-reponse/466
  2. Passeport Santé,Tribulus, http://www.passeportsante.net/fr/Solutions/PlantesSupplements/Fiche.aspx?doc=tribulus_ps
  3. Examine, Tribulus Terrestris, http://examine.com/supplements/Tribulus+terrestris/
  4. Remi Raher, Les propriété du tribulus terrestris sont une belle escroquerie, http://remi-raher.com/2013/07/11/les-proprietes-du-tribulus-terrestris-sont-une-belle-escroquerie-les-bienfaits-de-la-supplementation-sont-inexistants-chez-un-sujet-sain/
  5. Neychev VK1, Mitev VI. The aphrodisiac herb Tribulus terrestris does not influence the androgen production in young men. J Ethnopharmacol. 2005 Oct 3;101(1-3):319-23.
  6. Rogerson S1, Riches CJ, Jennings C, Weatherby RP, Meir RA, Marshall-Gradisnik SM. The effect of five weeks of Tribulus terrestris supplementation on muscle strength and body composition during preseason training in elite rugby league players. J Strength Cond Res. 2007 May;21(2):348-53., http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/17530942
  7. Saudan C1, Baume N, Emery C, Strahm E, Saugy M. Short term impact of Tribulus terrestris intake on doping control analysis of endogenous steroids. Forensic Sci Int. 2008 Jun 10;178(1):e7-10., http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/18282674
  8. Sellandi TM1, Thakar AB, Baghel MS. Clinical study of Tribulus terrestris Linn. in Oligozoospermia: A double blind study. Ayu. 2012 Jul;33(3):356-64.
  9. A Systematic Review on the Herbal Extract Tribulus terrestris and the Roots of its Putative Aphrodisiac and Performance Enhancing Effect, http://informahealthcare.com/doi/abs/10.3109/19390211.2014.887602
  10. Wikipedia, Dopage, Jeux Olympiques de 1988, http://informahealthcare.com/doi/abs/10.3109/19390211.2014.887602
  11. 7 sur 7, La Bulgarie retire ses haltérophiles pour dopage, http://www.7sur7.be/7s7/fr/1516/Omnisports/article/detail/329102/2008/06/27/La-Bulgarie-retire-ses-halterophiles-pour-dopage.dhtml
  12. Prof. Dr. W. Schaenzer, Analysis of Non-Hormonal Nutritional Supplements for Anabolic-Androgenic Steroids – An International study – IOC, http://www.olympic.org/Documents/Reports/FR/fr_report_324.pdf



Tekst pochodzi ze strony: http://www.pocztazdrowia.pl/buzdyganek-cudowny-suplement-dla-mezczyzn/

ps. Szanowny Czytelniku,

newsletter o buzdyganku przygotował Eric Müller, dziennikarz naukowy, który przedstawia całą prawdę na temat najbardziej znanego suplementu diety dla mężczyzn. Jest to niesamowicie ciekawy artykuł i gorąco zapraszam do jego lektury. 

Jean-Marc Dupuis

07:39, soeltech
Link Dodaj komentarz »
sobota, 07 czerwca 2014

Narażenie na toksyczne substancje w młodym wieku, może potęgować ryzyko pojawienia się autyzmu i schizofrenii.

Wnioski z najnowszych eksperymentów na zwierzętach potwierdzają to, co zaobserwowali naukowcy u ludzi żyjących w miastach. Przed rokiem pismo „JAMA Psychiatry” opublikowano rezultaty analiz neurologów przekonujących, że u dzieci narażonych w pierwszym roku życia na mocno zanieczyszczone powietrze ryzyko rozwoju autyzmu wzrasta trzykrotnie.

Aby sprawdzić podejrzenia lekarzy, naukowcy z Centrum Medycznego Uniwersytetu Rochester przeprowadzili testy na laboratoryjnych myszach. Zespół prof. Deborach Cory-Slechty w kontrolowanych warunkach pozwolili młodym zwierzętom (przez pierwsze dwa tygodnie życia) oddychać powietrzem takim, jak podczas szczytu w amerykańskim mieście średniej wielkości. Małe myszki narażone były na zanieczyszczania cztery godziny dziennie przez zaledwie osiem dni.

Już po 24 godzinach naukowcy zaobserwowali stan zapalny w mózgach zwierząt i opuchnięcie niektórych regionów. –Wokół nich nie zobaczyliśmy normalnie uformowanej istoty białej mózgu - przyznaje. – Zapalenie trwale zahamowało prawidłowy rozwój tkanki.

Naukowcy odkryli również wzrost poziomu substancji charakterystycznych dla objawów schizofrenii. Badacze sądzą, że za ten efekt odpowiadają bardzo drobne cząsteczki, które z płuc przenikają do krwi, a później trafiają do mózgu. Nie są jednak pewni jak ten mechanizm działa.

-Nasze odkrycie dowodzi, że podejrzenia, iż zanieczyszczenie środowiska odgrywa rolę w powstawaniu autyzmu i innych chorób neurologicznych są uzasadnione - mówi prof. Cory-Slechty. – Sądzę, że powinniśmy zadać sobie pytanie, czy obecne przepisy regulujące, jakość powietrza są wystarczające, aby ochronić zdrowie naszych dzieci.

Piotr Kościelniak

Teks pochodzi z Rzeczpospolita 6 czerwiec 2014 r.  strona A-17

 

00:08, soeltech
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 02 czerwca 2014

Masaż jest najskuteczniejszym sposobem zwalczania cellulitu. Należy go wykonywać codziennie, najlepiej rano i wieczorem – wtedy uzyskamy naprawdę optymalne wyniki. Masaż poprawi krążenie w miejscach nagromadzenia cellulitu, usprawni wymianę komórkową i drenaż limfatyczny, a tym samym spowoduje rozbicie nagromadzonego tłuszczu.

Jedną z najbardziej skutecznych metod jest „ugniatanie-rolowanie”. Polega ona na tym, że dwiema rękami wykonujesz na skórze, w miejscu występowania cellulitu, ucisk taki jak przy ugniataniu ciasta. Następnie przez kilka minut „rolujesz” skórę z dołu do góry.

Efekt masażu można wzmocnić, stosując olejek do masażu antycellulitowego. Jest to mieszanka olejków eterycznych, którą możesz sama

przygotować. Taki olejek pobudza krążenie krwi, rozkład tłuszczów (lipolizę) oraz ma właściwości przeciwzapalne.

 

Składniki:

olejki eteryczne: 1 ml olejku cyprysowego,

1,5 ml olejku z trawy cytrynowej

i 2,5 ml olejku z cedru atlaskiego. 

Oprócz tego:

po 15 ml oleju calophyllum oraz oleju arganowego lub sezamowego (wystarczająca ilość na 50 ml).

 

Sposób użycia: 

masować obszary skóry dotknięte cellulitem rano i wieczorem, wykorzystując przy tym 10 do 20 kropli mieszanki.

Stosować kurację przez 2 do 3 tygodni.

 

NATURALNIE Zdrowym Być czerwiec 2014 r.

16:51, soeltech
Link Komentarze (1) »
piątek, 16 maja 2014

Picie wody może być lekarstwem dla wielu osób cierpiących na chorobę zwyrodnieniową stawów, bóle pleców, głowy, astmę, zgagę, choroby sercowo-naczyniowe, a nawet depresję – twierdził dr Fereydoon Batmanghelidj – irański lekarz i autor ośmiu książek na ten temat1.

Mimo że uczony zmarł już jakiś czas temu (w 2004 r.), to jego medyczne teorie wciąż budzą ogromne kontrowersje, a jego książki, przetłumaczone na 15 języków, nadal z powodzeniem sprzedają się na całym świecie.

Urodzony w bogatej rodzinie w 1931 roku Batmanghelidj uczył się w prywatnej szkole w Szkocji2, po czym ukończył medycynę w Anglii. Powrócił do Iranu, aby przyczynić się do rozwoju sieci szpitali, jednak w 1979 roku podczas irańskiej rewolucji islamskiej, która zakończyła się obaleniem rządu szacha, został wtrącony do więzienia.

Wydano na niego wyrok śmierci, ale egzekucję odłożono w czasie, ponieważ personel więzienia potrzebował lekarza dla skazańców. To właśnie w tych tragicznych okolicznościach dr Batmanghelidj dokonał odkrycia, które miało zrewolucjonizować życie tysięcy pacjentów.

Znikający wrzód żołądka

Uczony, praktykujący medycynę w surowych warunkach życia więziennego, pewnego dnia spotkał się ze skazańcem wyraźnie cierpiącym z powodu wrzodów żołądka. Nie dysponując żadnymi lekami, zalecił choremu wypić szklankę wody, później drugą, a zobaczywszy, że ból ustępował – trzecią. Poprawa stanu pacjenta nastąpiła tak szybko, że lekarz od razu zaproponował ten prosty sposób również innym więźniom, których leczył.

Doktor Batmanghelidj stwierdził, że picie dużej ilości wody zmniejsza objawy występujące u chorych i za cel obrał sobie wyjaśnienie tego zjawiska.

Według niego to, że woda działała z taką mocą na więźniów żyjących w surowych warunkach, oznaczało, że znajdowali się oni w stanie skrajnego odwodnienia.

Uczony starał się sprawdzić wpływ niewystarczającej ilości wody na organizm. Po uwolnieniu z więzienia w 1982 r., zbiegł do Stanów Zjednoczonych, gdzie odkrył cały wachlarz chorób cywilizacyjnych, które w dużym stopniu mogły zależeć od przewlekłego odwodnienia.

Według dra Batmanghelidja w czasie ewolucji człowiek prawdopodobnie utracił swą zdolność odczuwania pragnienia. Stwierdził, że u współczesnych ludzi sygnały alarmowe i kompensacyjne nie pojawiają się wystarczająco szybko w przypadku odwodnienia organizmu. Dodatkowo, uczucie pragnienia zmniejsza się z wiekiem, co zauważa się podczas każdego upalnego lata. Wówczas do szpitali trafiają tysiące starszych osób z odwodnieniem. Pacjenci zazwyczaj zupełnie nie zdają sobie z tego sprawy – nie odczuwają podstawowej potrzeby picia.

Pragnienie jest również tłumione przez niektóre lekarstwa, które oddziałują na hormony odpowiedzialne za regulację poziomu nawodniania organizmu, oraz przez napoje takie jak: herbata, energetyzujące napoje gazowane. Rzekomo mają one zaspokajać pragnienie. W rzeczywistości są moczopędne bądź dostarczają cukrów i soli mineralnych, które jeszcze bardziej pogłębiają stan odwodnienia. Nawet wody mineralne, według dzisiejszych reklam bogate w sole wapnia czy magnezu, zmuszają organizm do wydalania tych substancji, wzmagając tym samym produkcję moczu.

Doktor Batmanghelidj zalecał picie wyłącznie wody – z kranu bądź źródlanej, choć przyznawał, że podczas wysiłku można spożywać napoje izotoniczne typu Isostar, które idealnie uzupełniają ilość płynów i minerałów utraconych przez organizm. Uczonemu można jednak zarzucić, że przecież woda z kranu prawie zawsze jest wzbogacona o wapń i magnez, a czasem i szkodliwy chlor.

Nie ma z kolei żadnych wątpliwości, że należy unikać napojów energetyzujących typu Red Bull, zawierających mieszaninę kofeiny, cukrów i tauryny, która ma efekty podobne do insuliny3. A jeśli chodzi o kofeinę, to ostatnie badania wykazały, że sama w sobie nie ma właściwości odwadniających4,5.

Dodatkowo wiele leków, zwłaszcza tych oddziałujących na mózg oraz układ nerwowy, modyfikuje potrzebę pragnienia i powoduje wysuszanie błon śluzowych, w szczególności jamy ustnej.

Tak też człowiek stracił zdolność realnej oceny własnego zapotrzebowania na wodę. W konsekwencji woda zawarta w komórkach, czyli około 66% wody obecnej w organizmie, podlega zjawisku odwróconej osmozy. Dzięki temu dostaje się do krwi i utrzymuje ją w stanie płynnym. To wymuszone odprowadzenie wody z komórek powoduje zaburzenia wewnątrzkomórkowe. Ponad 93% wody z komórek związane jest z białkami, enzymami i błonami. Woda stanowi część struktury komórki i dopowiada za jej biochemiczne funkcjonowanie. Gdy odwodnienie jest przewlekłe, zaburzenia pracy komórek odbijają się na całym organizmie, który w konsekwencji zaczyna chorować.

Według dr Batmanghelidja wiele chorób, których zwykła szklanka wody nie uleczy, może być leczonych systematycznym nawadnianiem – czyli piciem co najmniej dwóch szklanek wody przed każdym posiłkiem. Dzięki temu można poradzić sobie z utajonym odwodnieniem.

Astma

Dr Batmanghelidj twierdzi, że uleczył tysiące astmatyków, a większości z nich ulżył poprzez zakazanie stosowania używek (kawy, wina, piwa) i picia napojów gazowanych. Dodatkowo zalecał im picie przez cały dzień wystarczająco dużo wody, by osiągnąć poprawny poziom nawodnienia organizmu.

Ogólnie uznaje się, że astma spowodowana jest obcymi substancjami dostającymi się do oskrzeli, powodującymi stan zapalny oraz zacisk i zwężenie ich światła, jako reakcję na miejscowe działanie histaminy, neuroprzekaźnika układu odpornościowego.

Dr Batmanghelidj uważał, że histamina faktycznie jest przyczyną skurczu oskrzeli. Substancja ta zresztą regularnie występuje w tkankach układu oddechowego chorych na astmę. Według uczonego jednak, histamina zachowuje się jak substancja regulująca nawodnienie organizmu w celu zmniejszenia związanej z oddychaniem utraty wody. Produkowana jest miejscowo w przypadku zmniejszenia ciśnienia w naczyniach krwionośnych płuc. Picie wody pozwala na zmniejszenie produkcji histaminy, poprzez podniesienie tego ciśnienia.

Bóle pleców

W normalnych warunkach chrząstki są mocno nawodnione. Dostatnie w wodę, są one gładkie i praca stawów przebiega idealnie. Jednak podczas odwodnienia, czy to spowodowanego starzeniem się, czy chorobą – chrząstki twardnieją i stają się sztywne. Każdy ruch powoduje ścieranie się stawów i powstawanie stanu zapalnego, które z kolei prowadzi do pojawienia się choroby zwyrodnieniowej stawów.

W kręgosłupie każdy z kręgów spoczywa na dobrze nawodnionym jądrze miażdżystym (łac. nucleus pulposus), które służy im za pewnego rodzaju poduszki. Gdy poduszka ta traci na objętości (czyli traci wodę), dochodzi do zmniejszenia przestrzeni międzykręgowych i ucisku na nerwy rdzeniowe, co prowadzi do powstania bólów lędźwiowych, często nie do zniesienia.

Wstrzykiwanie wody morskiej izotonicznej wzdłuż kręgów daje zadziwiające efekty, nawadniając dyski kręgosłupa. Wiadomo wtedy dokładnie, co i w jakie miejsca się wstrzykuje. Nawadnianie jednak może odbywać się w dużo prostszy sposób, poprzez częste picie wody źródlanej i całkowite porzucenie używek, tych słodzonych czy moczopędnych.

Bóle głowy

Według dra Batmanghelidja, większość migren powstaje wskutek odwodnienia – po spożywaniu alkoholu, napojów pobudzających albo moczopędnych, lub też po posiłkach zawierających składniki bogate w histaminę: czekoladę, sery, ryby, skorupiaki, dziczyznę, sfermentowane produkty. Inne produkty również mogą wywołać migrenę poprzez swoje właściwości wyzwalające histaminę: truskawki, skorupiaki, orzechy arachidowe, żółtka jaj. Odwodnienie powodujące migrenę może oczywiście również być spowodowane udarem słonecznym czy po prostu długotrwałym przebywaniem w suchym otoczeniu bez picia wystarczającej ilości płynów (w podróży, zwłaszcza przy dalekich lotach samolotem).

Migrena jest niewątpliwie silnym sygnałem organizmu powstałym w reakcji na odwodnienie wewnątrz najbogatszego w wodę i najwrażliwszego miejsca naszego organizmu – mózgu. Picie wody często nie ma natychmiastowego efektu, zaleca się przyjmowanie leków przeciwbólowych na kilka godzin, zanim nawodnienie przyniesie skutki.

Nadciśnienie i miażdżyca tętnic

Przewlekłe nadciśnienie jest oznaką adaptacji organizmu do poważnego odwodnienia. Naczynia krwionośne są skonstruowane tak, aby radzić sobie ze zróżnicowaniem ilości krwi w zależności od potrzeb tkanek.

Gdy całkowita objętość płynów w organizmie jest zmniejszona, naczynia muszą się kurczyć, a w niektórych wypadkach – wręcz się zamykać.

Na szczęście nasze żyły mają naturalną zdolność kurczenia się, rekompensując utratę wody. Prowadzi to do wzrostu ciśnienia krwi, które diagnozuje się jako nadciśnienie. Jednak gdy nadciśnienie jest przewlekłe, wapń i cholesterol mogą odkładać się w tętnicach, powodując miażdżycę. Polega ona na powstawaniu płytek miażdżycowych i stwardnieniu tętnic. Wewnętrzna średnica tętnic zmniejsza się, podwyższając jednocześnie ryzyko zablokowania przez skrzep, co może spowodować zator, zawał (czyli zator w sercu) lub udar (zator w mózgu).

Według dra Batmanghelidja produkcja cholesterolu jest bezpośrednio związana z odwodnieniem. Miałoby chodzić jakoby o reakcję organizmu powodującą wzmocnienie błon komórkowych w celu zmniejszenia ich przepuszczalności oraz zmuszenia ich do zachowania niezbędnego nawilżenia.

Według niego dolegliwość ta musi być zwalczana w zarodku poprzez wielokrotne picie wody w ciągu dnia oraz unikanie wszelkich używek i cukru.

Bóle związane z trawieniem (żołądek lub jelita)

Przypomnijmy sobie, że to u chorego dotkniętego wrzodami żołądka dr Batmanghelidj po raz pierwszy zauważył natychmiastowe skutki leczenia wodą. Faktycznie, dotknięta odwodnieniem błona śluzowa ma szanse na bezpośredni kontakt z wodą.

Współczesne warunki życia, z którymi wiążą się nieustanne podjadanie, stosowanie używek i picie sztucznych napojów, codzienny stres i nieuregulowane godziny pracy, prowadzą nas ku odwodnieniu błon śluzowych. To z kolei jest przyczyną utraty skuteczności substancji ochronnych produkowanych przez organizm człowieka. W następstwie powstają groźne stany zapalne.

Zrezygnowanie z jedzenia niezdrowych produktów oraz regularne picie wody między posiłkami pozwala na miejscowe nawodnienie żołądka i jelit i szybką ulgę w bólu.

Uwaga: w przypadku gorączki, mdłości i twardego brzucha można podejrzewać zapalenie wyrostka robaczkowego – niezbędna jest hospitalizacja!

Depresja i stres

Stosunki międzyludzkie są główną przyczyną przewlekłego lęku oraz depresji.

Niemniej jednak, zły sposób odżywiania się oraz niedostateczne nawodnienie potęgują te zjawiska.

Leki przeciwlękowe i inne leki psychotropowe zmniejszają wrażliwość na odczuwanie pragnienia. Dodatkowo herbata, a nawet napary z ziół uspokajających mają silne właściwości moczopędne.

Odwodnienie to powoduje zaburzenia psychiczne (bezsenność, drażliwość, stałe zmęczenie), które medycyna zwalcza za pomocą leków psychotropowych. W ten sposób błędne koło zamyka się, a objawy tylko się pogarszają.

Otyłość

Według dra Batmanghelidja mózg, który jest organem o największym zapotrzebowaniu na glukozę transportowaną przez krew, jest niezwykle wrażliwy na odwodnienie. Gdy komórki glejowe, które odżywiają neurony, są głodne, wydzielają do organizmu sygnały ostrzegawcze. Wiadomości mylą się jednak, a sygnały o pragnieniu zagłuszane są częściowo przez te o głodzie i osoby o dużym odwodnieniu zaczynają więcej jeść, pogłębiając jeszcze swój deficyt na wodę. Podobne przyczyny leżą w różnorakich schorzeniach, takich jak choroba zwyrodnieniowa stawów, nadciśnienie czy depresja – tyle chorób leczonych na różne sposoby, podczas gdy ich główna przyczyna – odwodnienie – wciąż nie zostaje usunięta…

Co myśleć o tak prostym lekarstwie, które mogłoby uleczyć całe zło?

Szczerze mówiąc, nie można wzorować się na Batmanghelidju we wszystkim, co mówił. Większość jego stwierdzeń nie została dobrze sprawdzona i opiera się jedynie na jego własnych obserwacjach.

Jednak pewne jest to, że współczesna medycyna w bardzo małym stopniu skupia się na poziomie nawodnienia chorych. Sprawdzanie języka i dziąseł oraz obserwacja dna oka – dwa bardzo proste badania, możliwe do przeprowadzenia podczas wizyty lekarskiej – prawie w ogóle nie są stosowane (chyba że przez weterynarzy).

Test polegający na uszczypnięciu fałdki skóry jest dość popularny, jednak wykazuje jedynie odwodnienie tkanki łącznej, co jest powszechne u osób starszych.

Zalecenia doktora kierowane są więc bezpośrednio do pacjentów, którzy na własnej skórze mogą odczuć poprawę funkcjonowania organizmu po wypiciu zalecanej ilości wody. Jeszcze lepiej, gdy podzielisz się tą informacją ze swoim lekarzem. Być może będziesz mógł przejść badania krwi i moczu, które pozwolą na dostrzeżenie dobrodziejstw tej jakże naturalnej metody leczenia.

Zdrowia życzę! Jean-Marc Dupuis

****************

Jtekst pochodzi ze strony:http://www.pocztazdrowia.pl/woda-naturalne-lekarstwo-na-astme-i-bole-glowy/

****************

Źródła:

  1. Wikipedia: Fereydoon Batmanghelidj, http://en.wikipedia.org/wiki/Fereydoon_Batmanghelidj
  2. Wikipedia : Fettes College, http://en.wikipedia.org/wiki/Fettes_College
  3. Insulin-like effects of taurine, http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/194413
  4. Caffeine, fluid-electrolyte balance, temperature regulation, and exercise-heat tolerance, http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/17620932
  5. No evidence of dehydration with moderate daily coffee intake: a counterbalanced cross-over study in a free-living population, http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/17620932
10:14, soeltech
Link Komentarze (2) »
piątek, 04 kwietnia 2014

Kleine Füße unter der Decke

Czas snu jest aktywnością tak samo ważną jak czas czuwania. Sen od jawy odróżnia ograniczone postrzeganie zmysłowe. Ale śpiący organizm nie przestaje pracować, choć robi to w innej formie: stara się wykonywać kilka rzeczy naraz, aby odzyskać siły po minionym dniu, utrzymać swoje funkcje i przygotować się na kolejny dzień. Dobry sen gwarantuje dobre samopoczucie na jawie.

Fazy snu

Śpimy cyklami trwającymi od 90 do 120 minut. Na całonocny sen składa się od 3 do 6 takich cykli, a każdy z nich zawiera 5 faz:

  1. Zasypianie: o godzinie, o której zwykle zasypiamy, mózg wydziela hormony powodujące ziewanie i ospałość. Właśnie w tym momencie jest najłatwiej zasnąć. W miarę jak poddajesz się senności, mięśnie rozluźniają się, czujność maleje, a puls i oddech zwalniają. Czas trwania: 3 – 12 minut.
  2. Sen lekki (NREM): jesteś uspokojony, ale zewnętrzny bodziec (odgłos, dotyk) może Cię wybudzić. Czas trwania: 10 – 20 minut.
  3. Sen wolnofalowy lekki: oddech i tętno zwalniają i wyrównują się. Ruchy mięśni są niemal niedostrzegalne. Do śpiącego docierają jeszcze odgłosy z zewnątrz, ale już go nie budzą. Czas trwania: 10 minut.
  4. Sen wolnofalowy głęboki: zajmuje najwięcej całego czasu snu. Temperatura ciała spada, a oddech i tętno są zupełnie wyrównane. Ciało i mózg odpoczywają. Czas trwania: 15 – 20 minut.
  5. Sen paradoksalny (REM): zwiększa się aktywność elektryczna mózgu, oczy poruszają się i pojawiają się sny. Umysł jest wybudzony, ale nie ma zdolności postrzegania otoczenia. Puls i oddech są nieregularne, a zużycie powietrza i glukozy jest takie samo jak na jawie.

Rytm fal elektrycznych mózgu w czasie snu paradoksalnego przypomina rytm pracy mózgu na jawie. Chociaż śpiący jest nieruchomy, jego mózg wykazuje dużą aktywność. Sen paradoksalny stanowi 20% pierwszego cyklu i w czasie kolejnych godzin nocnych staje się coraz dłuższy. Trwa od 15 do 20 minut, co stanowi 25% czasu trwania całego snu.

Po co śpimy?

Sen umożliwia:

  • stymulację reakcji obronnych organizmu,
  • zarządzanie jego potencjałem energetycznym,
  • wzrost organizmu,
  • regulację temperatury i ciśnienia,
  • rozładowanie stresu i napięcia,
  • utrzymanie pamięci i procesu uczenia się,
  • wytwarzanie hormonów,
  • podział komórek.

W czasie snu wolnofalowego (lekkiego i głębokiego) organizm tworzy sobie zapasy energii na następny dzień, odzyskuje siły, a organy i tkanki regenerują się po wysiłku. W trakcie fazy snu wolnofalowego głębokiego odbywa się podział komórek i wytwarzanie hormonu wzrostu, dzięki któremu dzieci rosną, a dorośli dłużej wyglądają młodo. Natomiast sen paradoksalny to moment, w którym doświadczamy snów. Pozwala odreagować napięcie nerwowe, posortować wspomnienia z przeżytego dnia, zapisać informacje ważne i zapomnieć o najmniej istotnych. Chociaż snowi paradoksalnemu towarzyszy silna aktywność mózgu i duże zużycie energii, ten rodzaj snu jest niezbędny dla zdrowia psychicznego. W przeciwieństwie do snu wolnofalowego, który jest naładowaniem baterii od strony fizycznej, sen paradoksalny zapewnia higienę umysłu.

Objawy niedoboru snu

Mówi się, że sen nocny powinien trwać 7 – 8 godzin, i że czas ten obowiązuje wszystkich. Jeśli dla kogoś noc trwa za krótko, mówią o tym konkretne objawy:

  • Ziewanie: długi wdech, krótkie wstrzymanie powietrza, a potem krótki wydech, po którym zdarza się łzawienie lub przeciągnięcie się. Ziewanie stymuluje czujność i daje na chwilę dobre samopoczucie mimo zmęczenia.
  • Sińce pod oczami: w okolice oczu, gdzie skóra jest najcieńsza, napływa więcej krwi, co daje przyciemniony kolor skóry. Stopień przezroczystości skóry zależy jednak od danej osoby, a więc jedna niewyspana osoba może mieć sińce pod oczami, a inna nie.
  • Potrzeba używek: im dłużej pozostajemy w stanie czuwania, tym więcej gromadzi się adenozyny – substancji odpowiedzialnej za uczucie zmęczenia. Ten neuroprzekaźnik łączy się z receptorami układu nerwowego, tym samym wysyłając sygnał o tym, że musisz odpocząć. Używki takie jak kawa, mocna herbata czy coca-cola, nie eliminują zmęczenia – poprzestają na zamaskowaniu go, uniemożliwiając adenozynie połącznie z receptorami. Czujność jest tymczasowo zwiększona, ale potrzeba snu wcale się nie zmniejsza.

Sposób na kłopoty ze snem

Czytelnicy Poczty zdrowia znają różne sposoby na polepszenie snu: wyciszenie i przygotowanie się do snu, ćwiczenia, odpowiednia pozycja, temperatura, warunki zewnętrzne, rośliny, olejki eteryczne, dobry materac itd. A co powiemy o drzemce? Drzemka jest niezbędna dla tych, którzy muszą poprzestać na krótkim czasie snu (do 5 godzin) z przyczyn zawodowych, szkolnych czy też na własne życzenie (imprezy, rozrywka, telewizja itd.). Drzemka pozwala tym osobom wyrównać ujemny bilans snu. Drzemka przydaje się wszystkim – każdy doświadcza senności między godziną 13 a 15 i nie wynika to z trawienia (chociaż obfity posiłek może wzmocnić efekt). Jest to potrzeba organizmu, który domaga się chwili odpoczynku. Rytm naszego życia dzieli się przecież na aktywność i relaks – trzeba umieć przełączać się między tymi dwoma stanami.

Zmrużenie oczu kontra królewska sjesta

Drzemka „na zmrużenie oczu” trwa od 10 do 20 minut. Jest za krótka, aby wejść w sen głęboki, ale pozwala się odprężyć i pozostawia możliwość świadomego obudzenia się. Jej przeciwieństwo – „królewska sjesta”, trwa ponad godzinę i kończy się naturalną pobudką. Przy wychodzeniu ze snu paradoksalnego, czyli głębokiego, umysł jest splątany i czasem budzisz się z uczuciem niepełnej świadomości, które po jakimś czasie mija. W takim przypadku pobudkę można przyspieszyć kilkoma ćwiczeniami fizycznymi. Błyskawiczną drzemkę powinno się ucinać codziennie. Podobnie jak wszystkie inne czynności, można i tę umiejętność wyćwiczyć. Po takiej drzemce jest się bardziej wypoczętym, czujnym i gotowym do dalszej aktywności. Zmniejsza się też napięcie i stres. „Królewska sjesta” powinna być natomiast zarezerwowana dla:

  • dzieci,
  • osób pracujących w nocy: po skończonej pracy należy bezwzględnie zjeść śniadanie i odpocząć w jak najlepszych warunkach (bez narażania się na zakłócenia),
  • osób planujących krótszą noc: popołudniowa drzemka przygotuje Cię do pracy w nocy lub wyjścia ze znajomymi.

Godny uwagi jest paradoks, że drzemka pomaga osobom źle śpiącym w nocy. Przy prawdziwym niewyspaniu da się spać w każdym możliwym miejscu. Sam mam płytki sen, odkąd pamiętam i drzemki zdarzają mi się bardzo często. Do wyspania się w nocy potrzebuję ściśle określonych warunków (ciemność, cisza, dobry materac, umiarkowana temperatura), ale zdrzemnięcie się po południu przez 5 – 10 minut przychodzi mi bardzo łatwo. Oczywiście zdecydowanie wolę pozycję leżącą, ale dam sobie radę w każdym miejscu: i na ławce w parku, i na biurku, byle było czysto. Kładę się na plecach, zakrywam sobie czymś oczy (kapturem, czapką, szalikiem), biorę kilka głębokich wdechów… i wypadam z realnego świata na kilka minut. Efekt jest bezcenny – te kilka minut dodaje mi sił na kilka godzin. Tak, godzin! Do produktywnej pracy po południu i wieczorem; na przykład przy pisaniu kolejnego listu do Ciebie. No, to biorę się za następny!

 

Zdrowia życzę,

Jean-Marc Dupuis

Tekst pochodzi ze strony: https://www.pocztazdrowia.pl/sen-twoje-drugie-zycie/

14:44, soeltech
Link Komentarze (1) »
piątek, 28 lutego 2014

W 2008 roku Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków (FDA) potwierdziłatoksyczność plomb amalgamatowych zawierających rtęć.

 Mimotych doniesień Polska zajmuje drugie miejsce w Europie w stosowaniu amalgamatudo wypełnień stomatologicznych. W naszym kraju zużywamy rtęć w stomatologii napoziomie ok. 10 tys. kg rocznie!1

W 2006 roku Minister Zdrowia wydał oświadczenie w sprawie wyrobów medycznychzawierających rtęć, w którym podaje, żetylko w I półroczu 2005 roku wykonano blisko 6,5 mln wypełnień dentystycznych.Co więcej możliwość skażenia środowiska (otoczenia) rtęcią przez amalgamatowe wypełnienia dentystyczne należy ocenić jako wysoce prawdopodobną, mimo że zawartość rtęci w wypełnieniu jest niewielka. W podsumowaniu dodaje natomiast, że nie ma istotnych, technicznych przeciwwskazań do zastąpienia wyrobów medycznych zawierających rtęć, innymi wyrobami, wolnymi od tego pierwiastka2.

Czyżby? Możesz temu wierzyć na słowo… lub przeczytać ten newsletter, aby dowiedzieć się więcej o amalgamatach stomatologicznych.

Chociaż słowo „plomba” pochodzi od łacińskiego plumbum oznaczającego ołów, to już od 60 lat wypełnienia ubytków nazywane plombami niezawierają ani śladu tego metalu…

Być może i Twój dentysta używa pewnego osobliwego urządzenia, wydającego takie same dźwięki jak maszyna do kawy, jednak którego nigdy nie widzisz, bo przecież leżysz w fotelu z otwartą buzią, z ślinociągiem pod językiem, gazikami nadziąsłach i bezwzględnym zakazem poruszania się. To maszyna, która miesza sproszkowane srebro, miedź i cynę z dużą kroplą rtęci o wadze ok. 1 g w celu wytworzenia amalgamatu, używanego przez dentystę do leczenia zębów. Rtęć ma bowiem właściwości łączące sproszkowane metale, nadając powstałej substancji plastyczną konsystencję, łatwo dostającą się do naj dalszych zakamarków małychubytków.

Słowo „amalgamat” pochodzi właśnie od tej specyficznej właściwości rtęci – przykontakcie z innymi metalami rozpuszcza je i miesza się z nimi. Mówi się wtedy ozjawisku amalgamacji. Rtęć stanowi obecnie ok. 40–45% mieszaniny. Metale łącząsię ze sobą i rozpoczyna się twardnienie amalgamatu, czyli faza krystalizacji.

Gdy proces ten się zakończy, możesz już gryźć pokarmy. Od tej chwili znów cieszysz się chrupaniem świeżych jabłek czy jedzeniem cukierków, piciem gorącej kawy imrożonej herbaty, nie odczuwając przenikliwego bólu w miejscu ubytku. Odczuwasz więc ulgę.

Nieczujesz jednak, że amalgamat, którym wypełniono Ci ubytki w zębach, stalewydziela opary rtęci. Zostają one wchłonięte przez błony śluzowe i przedostająsię do płuc i w 80% do krwi.

Rtęć jest to bowiem niezwykle lotny metal, co oznacza, że paruje w temperaturze pokojowej, również natychmiastowo po umieszczeniu w jamie ustnej.

Amalgamatystomatologiczne są główną przyczyną zatrucia rtęcią

Amalgamato powierzchni 0,4 cm² uwalnia 15 mikrogramów rtęci dziennie. Wydzielanie rtęci jest znacznie większe przy tarciu bądź w wysokiej temperaturze. Gdy szczotkujesz zęby, żujesz, a w szczególności gdy pijesz ciepłe napoje, poziom uwalniania rtęci wzrasta piętnastokrotnie. Sytuację pogarszają również żuciegumy czy nocne zgrzytanie zębami (bruksizm).

Dostępnyw internecie krótki film (http://www.youtube.com/watch?v=9ylnQ-T7oiA)pozwala zauważyć mgiełkę rtęci stale ulatniającą się z plomby. Znajdujący się za specjalnym filtrem ząb – usunięty podczas zabiegu stomatologicznego25-letniej pacjentce – sfilmowano w taki sposób, że możesz dostrzecwydobywające się z zęba opary metalu. Film przygotowany został przez Międzynarodową Akademię Medycyny Jamy Ustnej i Toksykologii (IAOMT.org).

Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) amalgamaty stomatologiczne są główną przyczyną wchłaniania rtęci przez człowieka, daleko wyprzedzając  ze spożyciem ryb i owoców morza (2,3 mikrograma na dzień) czy też zespożyciem zanieczyszczonej wody (0,3 mikrograma na dzień)3.

Warto wiedzieć, że jeśli plomba nie została dobrze wypolerowana, jej powierzchnia kontaktowa ze śliną jest dużo większa, co powoduje wzrost wydzielania rtęci.Przejedź językiem po amalgamacie i upewnij się, że jego powierzchnia jest idealnie gładka.

W najgorszym przypadku mały kawałeczek plomby może odłamać się podczas jedzenia, po czym połkniesz go, a on zatrzyma się w zachyłku wyrostka robaczkowego. Przez lata będzie wydzielał toksyczną metylortęć o właściwościach bioakumulacyjnych,która przyczyni się do stopniowego wzrostu poziomu rtęci w organizmie,szczególnie w mózgu oraz nerkach.

Czy powinieneś się tym przejmować?

Zagrożeniadla zdrowia płynące z rtęci

Rtęć jest niezwykle silną trucizną, a jej obecność w organizmie może powodować problemy na tle psychologicznym, neurologicznym oraz immunologicznym. Rtęć przedostaje się przez błonę komórkową, przechodzi przez barierę krew – mózg imoże kumulować się w mózgu.

Jako neurotoksyna rtęć jest w stanie uszkodzić mózg, układ nerwowy oraz nerki. Może powodować drżenie, bóle głowy, bezsenność, problemy z pamięcią, nerwowość czy zaburzenia osobowości (autyzm)4. Gdyby tego było mało, czas połowicznego rozpadu rtęci w organizmie wynosi od 15 do 30 lat!

Problemy neurologiczne spowodowane są faktem, że w obecności bardzo małej koncentracji rtęci organicznej błona komórek nerwowych podlega degeneracji, pozostawiając neurofibryle (struktury białkowe uczestniczące w transporcie wewnątrz komórkowym) bez żadnej ochronnej osłony.

Coraz większa część społeczeństwa świadoma jest zagrożeń związanych z wpływem rtęci na środowisko i ryby, ale niewiele osób zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństwa płynącego z amalgamatów stomatologicznych.

Jedynie jedna na cztery osoby ma świadomość, że zawierają one rtęć, a przemysłstomatologiczny przy wsparciu autorytetów medycznych czerpie zyski z tej niewiedzy, próbujących zamieść sprawę pod dywan. Wielu lekarzy w Polsce uważa,że jeśli nie ma oznak nieszczelności i próchnicy wtórnej, wypełnienia amalgamatowe można pozostawić i nie są one zagrożeniem dla zdrowia pacjenta.

Jak widać, sami dentyści – mimo że stanowią grupę najbardziej narażoną na toksyczne działanie rtęci – wciąż nie są przekonani co do zagrożeń. A nawet jeśli są, tonie mają obowiązku informowania swoich pacjentów o składzie amalgamatów, które umieszczają w ich zębach. Obowiązek taki nie dotyczy nawet tak szczególnie wrażliwych pacjentów jak kobiety w ciąży czy małe dzieci.

Niezwykle delikatne usuwanie amalgamatów

Bardzo Cię proszę, nie popełnij błędu i nie pozwól usunąć amalgamatów rtęciowych dentyście, który nie został do tego specjalnie wyszkolony. Wystawiłbyś się naogromne ryzyko związane z dużą ilością oparów rtęci, które ulatniają się podczas zabiegu. Poziom rtęci w organizmie mógłby wzrosnąć wtedy czterokrotnie,wystawiając na natychmiastowe ryzyko Twoje nerki oraz mózg. Jeśli wspólnie z lekarzem lub dentystą zdecydujesz, że należy usunąć amalgamaty, udaj się w tej sprawie do specjalisty.

Warto,abyś podczas zabiegu podjął następujące środki ostrożności:

  • zwróć uwagę, czy gabinet ma sprawnie działający system wentylacyjny;
  • nie oddychaj przez usta, kiedy dentysta wykonuje zabieg na amalgamacie;
  • poproś dentystę o chłodzący natrysk wody w celu zminimalizowania oparów rtęci (które są znacznie większe przy rozgrzaniu rtęci pod wiertłem);
  • – poproś o umieszczeniu przy zębie pompy ssącej o dużej mocy, aby usuwała ona natychmiast pozostałości rtęci oraz jej toksyczne opary;
  • po usunięciu amalgamatu umyj zęby (dentysta powinien również bezzwłocznie zmienić rękawiczki);
  • natychmiast po zakończeniu zabiegu umyj twarz i zdejmij śliniak ochronny.

Zdrowiażyczę!
Jean-Marc Dupuis

 

******

Źródła:

  1. http://komunalny.pl/index.php?name=article&op=show&id=11583
  2. http://www2.mz.gov.pl/wwwmz/index?mr=m111111&ms=&ml=pl&mi=&mx=0&mt=&my=0&ma=06232
  3. World Health Organization, Inorganic mercury, Environmental health criteria (1991).

Mercury and autism: Accelerating Evidence?Neuroendocrinol Lett 2005; 26(5):439–446 PMID:16264412 NEL260505A10



                                                                                                      tekst pochodzi z serwisu POCZTA ZDROWIA
 
05:23, soeltech
Link Komentarze (2) »
środa, 26 lutego 2014

Zdaniem brytyjskich naukowców, codzienne zażywanie suplementów witaminowych może poprawić funkcje poznawcze (koncentrację, pamięć, szybkość procesów myślowych…) zarówno u dzieci, jak i u dorosłych.

W serii artykułów opublikowanych w The British Journal of Nutrition,Psychopharmacology oraz Human Psychopharmacology zespoły neurobiologów z Wielkiej Brytanii opisały wpływ preparatów wielowitaminowych na samopoczucie, poziom stresu i funkcje poznawcze.

Chociaż opisane badania trwały zaledwie od czterech do dwunastu tygodni, to efekty były widoczne już po pierwszych tygodniach:

  • mężczyźni zażywający kompleksy witamin z grupy B zauważyli poprawę swoich funkcji poznawczych, odczuwali mniejsze zmęczenie psychiczne i mieli więcej wigoru;
  • kobiety zażywające suplementy witaminowo-mineralne wykazywały większą precyzję, a także szybkość w wykonywaniu różnorodnych zadań;
  • a dzieci w wieku od 8 do 14 lat przejawiały większą zdolnośćkoncentracji.

Nierówności w podaży witamin

Badania z dziedziny żywienia przeprowadzone w krajach uprzemysłowionych wykazują, że przeważająca część populacji cierpi na niedobory większości witamin.

Program studiów medycznych często upowszechnia błędne przekonanie, że z niedoborem witaminy D nie mamy do czynienia, dopóki nie rozwinie się krzywica, a witaminy C nie jest za mało, póki pacjent nie zachoruje na szkorbut.

Nic bardziej mylnego! Tak naprawdę wymienione choroby są już skrajnym objawem niedoboru witamin, a ciało i umysł przestają funkcjonować w sposób optymalny jeszcze na długo przed ich wystąpieniem. Zdaniem profesora Davida Kennedy’ego z Uniwersytetu Northumbria w Newcastle, „optymalne stężenie witamin jest znacznie wyższe niż minimum, przy którym można uniknąć zachorowania”.

Wielu chorobom można zapobiec i wiele też można wyleczyć dzięki większej podaży najważniejszych składników odżywczych.

Zatem, jeśli:

  • stosujesz dietę bogatą w świeże produkty,
  • prowadzisz zdrowy tryb życia (regularna aktywność fizyczna, przebywanie na świeżym powietrzu, spotkania towarzyskie), a także
  • zażywasz suplementy zawierające składniki mineralne, witaminy i niezbędne kwasy tłuszczowe,

poprawiasz swój stan zdrowia, wzmacniasz układ odpornościowy, rzadziej chorujesz, szybciej zdrowiejesz oraz cieszysz się wszystkimi zaletami sprawniejszego ciała i umysłu.

Rozpoznanie ewentualnych niedoborów

Inny powszechny błąd to przekonanie, że właściwe stężenie witamin można osiągnąć, spożywając codziennie określoną ilość każdej witaminy. Tak zwane „zalecane dzienne spożycie” to bajeczka, którą dzieci mogą sobie przeczytać na opakowaniu płatków lub kakao.

W rzeczywistości liczy się nie tyle ilość tych witamin i minerałów, które spożywasz, lecz tych obecnych w Twoim organizmie w formie biodostępnej.

Dlatego, wybierając preparat witaminowy, warto zdecydować się na taki, który zawiera dużo kofaktorów, czyli mikroelementów i minerałów wspomagających absorpcję witamin.

Jakie masz stężenie witamin w surowicy?

Kompetentny lekarz zaleci Ci dawkowanie zależne od stężenia witamin w surowicy, czyli rzeczywistego ich stężenia w organizmie człowieka. Surowica jest płynną frakcją krwi, pozbawioną krwinek, płytek, fibrynogenu i czynników krzepnięcia.

Najważniejsze jest stężenie witaminy D

Stali Czytelnicy Poczty Zdrowia wiedzą, jak ważną rolę odgrywa witamina D w zapobieganiu wielu chorobom. Optymalne stężenie witaminy D w surowicy wynosi 50 ng/ml (nanogramów na mililitr).

Zauważysz, że jest to poziom niezwykle trudny do osiągnięcia, jeśli zadowolisz się 200 j.m. zalecanymi do dziennego spożycia w Polsce i w całej Unii Europejskiej… Ja zalecam spożycie pięciokrotnie wyższe, tj. 1000 j.m. dziennie, a do tego obowiązkowo opalanie się przy ładnej pogodzie! (To dlatego, że witamina ta wytwarza się w sposób naturalny w Twojej skórze pod wpływem promieni słonecznych).

Na zdrowie!
Jean-Marc Dupuis

 

Źródła:
- Haskell CF, Scholey AB, Jackson PA, Elliott JM, Defeyter MA et al, «Cognitive and mood effects in healthy children during 12 weeks’ supplementation with multi-vitamin/minerals», British Journal of Nutrition, 2008.
- Kennedy DO, Veasey R, Watson A, Dodd F et al, «Effects of high-dose B vitamin complex with vitamin C and minerals on subjective mood and performance in healthy males», Psychopharmacology, 2010.

tekst pochodzi z: http://process.maildesk.pl/open/NSw5MTEzLDEwNzQy

14:30, soeltech
Link Komentarze (1) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6